środa, 2 sierpnia 2017

Wyjaśnienia- To nie koniec bloga


Witajcie moi kochani, trochę to trwało, wiem. Jednak nie zamierzam opuszczać bloga. Nie chcę! Chcę być z wami jak wcześniej <3

Było wiele spraw w moim życiu, które sprawiły, że tak długo mnie nie było.
Jedne mniej ważne drugiej bardziej a inne ... tragedia...
Wiem, że mocno was zaniedbałam, większość z was straciłam... wiem o tym lecz wiem. że to wyłącznie moja wina.
Nie chce się tłumaczyć, bo wiem, że to nic nie da.
Jak to jest w życiu dopadł mnie straszny okres... wyjść mi z tego pomogło jedno.
( nie zrobiłam nic strasznego ani nie miałam żadnej tragedii, żeby nie było że Maru coś zrobiła xD)
Jednak można rzec... depresja... niby człowiek myśli, że cię to nie dotyczy dopóki nie dotknie cię osobiście... Nie martwcie się. Nie cięłam się ani nie myślałam o samobójstwie...
Wiele osób właśnie myśli, że na tym to polega... może u niektórych.. u mnie na szczęście nie.
Udało mi się stanąć na nogi dzięki ... WOJSKU.
Tak zgadza się... Wasza Maru poszła do wojska. Nie było tam przebacz, nie było taryf ulgowych.
Jednak jestem z siebie dumna. Dałam radę a egzaminy i poligon zaliczyłam na 4 i 5 :)
4 miesiące a tak wiele zmieniły w moim życiu. Stałam się mhm... może tak... dorosłam, dojrzałam.
Jednak nie zamierzam opuszczać bloga. Chcę wrócić do was.
Wiem, że odbudować zaufanie trudno, jednak mam nadzieję małymi kroczkami dojść do chociaż zalążku tego co było wcześniej.
Tyle na dzisiaj ode mnie...
Nie powiem kiedy dokładnie pojawi się post. Aktualnie jestem za granicą w pracy, nie mam tutaj laptopa. (padł) dlatego zarabiam by kupić nowy.
Z powodu. że udało mi się dostać do internetu i laptopa( wychwalam swoją koleżankę), po dłuższym wahaniu postanowiłam do was napisać.. Uwierzcie mi, nie było to proste. Bałam sie i dalej się boję ale jestem dobrej myśli. W końcu zaczęłam myśleć pozytywnie :)
Za miesiąc wracam do Polski i jak tylko kupię laptop postaram się wrzucić post.
Chyba , że kochana koleżanka będzie częściej wpadać i użyczy lapka.

Kocham was mocno moi kochani. <3

Wasza malutka Maru ;3











poniedziałek, 5 września 2016

Dwa Światy 13

Miłego czytania!
Mam nadzieję, że nie znajdziecie tam zbyt wiele błędów, a rozdział przypadnie wam do gustu <3




Tom nie miał pojęcia co się stało, gdy odzyskiwał świadomość żałował, że miało to miejsce teraz, jego głowa pękała z bólu. Usiadł rozglądając się niepewnie. Miał przedziwny sen. Włamanie, ciemne płomienie, krzyki Liam'a, a potem ciemność. 
- To nie był sen - usłyszał głos. Tom obrócił się w stronę drzwi wpatrując się w mężczyznę, którego w ogóle nie poznawał. Jednak ten głos, włosy, tak bardzo znajome.
- K...Kuro? Ale... jak ty wyglądasz? Czy mamy dzisiaj Halloween? - zażartował jednak coś czuł, że nie spodoba mu się to co usłyszy. Te skrzydła, ta mroczna aura. Bał się trochę. 
- Nie Tommy. Posłuchaj, - podszedł bliżej i przysiadł na skraju łóżka.
- Osoba, która was zaatakowała była egzorcystą, Liam, ja jesteśmy demonami, przez naszą obecność tutaj, Richardson was zaata ...- jednak nie zdążył skończyć, gdy Tom poderwał się z łóżka.
- Liam? Co mu się stało? Wszystko z nim dobrze? Moment... Demonem? - Tom spojrzał na niego zaskoczony.
- To nie jest dobry moment na żarty Kuro. - powiedział stanowczo Tom. Chciał czym prędzej iść do chłopca i sprawdzić co  z nim.
- Domyślałem, że mi nie uwierzysz - nagle na jego oczach demon przybrał swoją ludzką postać, tak bardzo znaną Tom'iemu, a tak inną od tej, którą przedstawiał sobą jeszcze kilka sekund temu.
- Jak?- szok to zamało, by opisać, to co teraz czuł. Jednak to nie było teraz ważne!
-Liam! Gdzie on jest!- spojrzał stanowczo na mężczyznę przed sobą. Owszem nie spodziewał się usłyszeć czegoś takiego, jednak na szok i pytania przyjdzie czas później, teraz bardziej martwił się o chłopca. Przyzwyczaił się do jego obecności tutaj, polubił, traktował jak swojego młodszego brata.
- Spokojnie Tom. Liam śpi. Może trochę minąć zanim się obudzi. Jest magicznie wyczerpany - powiedział kładąc dłonie na ramionach młodszego mężczyzny.
- Dziękuje i przepraszam. Byłeś narażony przez nas na niebezpieczeństwo. Mało cię nie straciłem - szepnął Kuro dotykając jego policzka. 
- Opowiedz mi o tym. Opowiedz mi o was - poprosił Tom siadając z nim z powrotem na łóżko.
I Kuro opowiadał. Powiedział mu wszystko, o tym gdzie żyją, jak kuszą ludzi i jakie są ich stosunki z aniołami. Cierpliwie odpowiadał na pytania mężczyzny.
Tom starał się to na spokojnie poukładać w głowie, co było strasznie trudne. Demony, Aniołowie. Owszem był wierzący jednak nigdy nie sądził, że doświadczy czegoś takiego.
Jednak najbardziej nurtowała go jeszcze inna sprawa.
- Czyli po tym wszystkim wrócisz do siebie prawda? - spytał unikając jego wzroku.
Mikael go ostrzegał, że będzie cierpiał. Teraz rozumiał co miał na myśli jego przyjaciel, który okazał sie być Aniołem. To wszystko brzmiało tak nierealnie.
- Tom. Kochanie... - chwycił jego dłonie w swoje. Musiał wrócić. Był następcą tronu. 
To prawda, na początku chciał się zabawić, pobawić w zdobywcę. Jednak wszystko się zmieniło. Zakochał się, do tego w śmiertelniku. Jednak miał obowiązek wrócić do swojego Królestwa.
- Zostawisz mnie prawda?- spojrzał na niego z takim bólem wypisanym w oczach, że Kuro czuł się strasznie. Nie chciał go zostawiać.
- Nie rozmawiajmy teraz o tym - poprosił przytulając go do siebie, by nie patrzeć w te smutne oczy. Zranił go. Kiedyś nie obeszłoby go to nic. Jednak teraz... Teraz było inaczej. 
Była jeszcze jedna sprawa. Tom nie mógł o nich wiedzieć. Musiał o nich zapomnieć.
To sprawiało, że Kuro po raz pierwszy w życiu żałował tego kim był. 
- Połóż się i odpocznij jeszcze trochę. Przygotuje coś do jedzenia- ułożył go na poduszkach i okrył.
Tom miał ochotę się rozpłakać, jednak starał się być twardy, nie pokazywać jak bardzo cierpi.
Po tak długim czasie, w końcu komuś zaufał, zakochał się... Jednak czekało go znowu to samo, cierpienie.
Zakopał się pod kołdrę chowając twarz w poduszce. 


Kuro zszedł na dół wzdychając cicho i bez słowa zabrał  się za przygotowywanie posiłku dla Tom'a. Mikael spojrzał na niego uważnie jednak nie powiedział ani słowa. Wyczuł, że Tommy się obudził, domyślił się, że przeszli wraz z demonem trudną rozmowę. 
Mike był wściekły, Kazał demonowi trzymać się z dala od jego przyjaciela, by ten nie dawał mu nadziei. Jednak skończyło się na tym, że Tom znowu będzie cierpiał. On jako jedyny nie zasługiwał na to całe zło i cierpienie, które go spotykało.
Była także jeszcze jedna sprawa. Liam. Wiedział, że chłopcu już nic nie zagraża i obudzi się gdy tylko jego moc się zregeneruje, ale na Miłość Boską, trwało to już 4 dni!
- Mike spokojnie. - Brian postawił przed nim kubek z kawą. Przez te cztery dni zdążyli cóż... nie można tego nazwać przyjaźnią, Tymczasowe zawieszenie broni brzmi lepiej.
W tym momencie nie było znaczenia, czy było się Demonem czy Aniołem. Granica zatarła się, gdy dwa tak różne od siebie światy stanęły ramię w ramię, by uratować życie.
Anioł spojrzał z nikłym uśmiechem na demona i skinieniem głowy podziękował za troskę.
Nagle do domu wparował Mirel, a za nim nieodłącznie Kami.
- Nareszcie! - powiedział Mikael podrywając się z krzesła. Wszyscy byli ciekawi co stanie się  Richardson'em.
- Belial i Stwórca postanowili, że Richardson odrodzi się na nowo. - powiedział Mirel opadając na krzesło łapiąc oddech.
- Odrodzenie!? To za mała kara za to co zrobił! Powinien zginąć na zawsze! By jego dusza nigdy się nie odrodziła! - Mike nie był zadowolony z decyzji mężczyzn.
- Mikael proszę cię. Nie możesz podważać decyzji Stwórcy- powiedział łagodnie Kami.
- Poza tym to nie wszystko. - odezwał się nagle Mirel.
- Odrodzi się jako biedny, schorowany człowiek. Poczuje co to smutek, samotność i żal. Gdy jego życie dobiegnie końca jego dusza zostanie zniszczona na zawsze - powiedział Mirel a Kami przytaknął.
- Niech więc tak będzie. - powiedział Brian patrząc na brata stanowczo, by ani się ważył podważać zdania ich Ojca.
- Oh na wszystkie ciemności! Nic przecież nie mówię- warknął Kuro i z tacą ruszył do pokoju Tom'a.


Minęły jeszcze 3 długie dni zanim Liam się obudził. Tom z Mikael'em siedzieli w salonie rozmawiając o Niebie. Mężczyzna musiał przyznać, że to wszystko było takie fascynujące.
Co do Kuro... Unikał go jak ognia, co było niestety trudne gdy znajdowali się w jednym domu.
- To tak bardzo boli Mike. Ja naprawdę mu ufałem. Wiem, że nie mogliście mi nic powiedzieć, ale ... - pokręcił głową i wtulił się w przyjaciela. Sam też wiedział, co musi zostać zrobione. Dzięki temu Tom nie będzie cierpiał. Gdy Liam się obudzi i wrócą do siebie Tom zapomni wszystko. Nawet to, że byli przyjaciółmi. Mike czuł się z tym okropnie, ale tak będzie dla niego lepiej.
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz- uśmiechnął się delikatnie oddając uścisk.

W tym samym czasie w pokoju na górze.

Liam przeciągnął się, by po chwili przetrzeć oczy. Chociaż się budził, czuł się zmęczony, tak jakby przespał zaledwie kilka godzin. Jednak coś było nie tak. Wyczuwał dokładnie aurę każdego, kto znajdował się w domu. Przecież jego moce nigdy nie był aż tak silny magicznie.
Dopiero po chwili wydarzenia sprzed... no właśnie kiedy? Spadły na niego jak kubeł zimnej wody.
Richardson, Tom i ten straszny ból i czarne płonienie pochłaniające go. Zdezorientowany i wystraszony zaniósł się krzykiem. Po chwili do pokoju wpadł Kuro a za nim Mike, Brian i Tom.
- Braciszku! - Kuro przytulił go mocno.
- Już dobrze Liam. Już ciiii.... Jestem tutaj. - szeptał Kuro kołysząc braciszka w ramionach. Brian patrząc na to, nie wytrzymał i rozpłakał się zaraz przytulając ich obu.
- Liam. Tak bardzo się bałem - szepnął Brian. Mike poczuł dziwne ukłucie w piersi. Czuł się niepotrzebny. Liam już go nie potrzebował. Zaciskając dłonie w pięści razem z Tom'em wycofali się zostawiając braci samych.
- Lubisz go - stwierdził Tom wpatrując się w przyjaciela.
- Widziałem to już wcześniej ale teraz... Nie chcę żebyś cierpiał tak jak ja. - powiedział Mike siadając na kanapę obok niego.
- Nie wiem o czym mówisz. - mruknął Mike, jednak widząc wzrok przyjaciela westchnął.
- Jesteśmy z różnych światów, tak jak ty i Kuro. Im szybciej moja znajomość z Liam'em się zakończy tym lepiej. Gdyby zabrnęłoby to za daleko. Liam także by cierpiał, a tak myśli o mnie jak o znajomym Aniele- wzruszył ramionami.
- Jesteś głupcem jeśli tak sądzisz. Jednak sam musisz zdecydować co zrobisz. Ja tylko chcę byś był szczęśliwy- Mike spojrzał na swojego przyjaciela. Tom przeszedł tak wiele, a jednak nie załamał się, co więcej starał się ich zrozumieć, martwił się o nich wszystkich i troszczył zupełnie nie myśląc o sobie. Nawet wśród aniołów nie ma tak dobrych i ciepłych duszyczek.
- Jesteś naprawdę wyjątkowy Tom. Cieszę się, że jesteś moim przyjacielem - Mike uśmiechnął się delikatnie. Będzie mu go bardzo brakowało. Nie wyobrażał sobie, że gdy ponownie pojawi się na ziemi Tom nie będzie wiedział kim jest, co więcej, nigdy więcej się nie spotkają.
Jego rozmyślania przerwało pojawienie się Brian'a w salonie.
- Liam, Wszystko z nim dobrze. Jest jeszcze słaby jednak jego aura i moce zregenerowały się całkowicie... Chcę cię zobaczyć- Brian spojrzał na Mike'a, który z nieodgadnionym wyrazem twarzy wstał i poszedł na górę.
- Zostawisz nas samych? Proszę? - Liam spojrzał na Kuro prosząco. Demon zacisnął usta w wąską kreskę, ale posłusznie wstał i zostawił ich samych.
- Jak się czujesz maleńki?- podszedł bliżej siadając na miejscu Kuro, pochylił się odgarniając jasny kosmyk z czoła chłopca.
- Bardzo się o ciebie martwiliśmy. Liam... Ja... - chciał przeprosić. Jednak Liam przeszkodził mu przytulając się do niego.
- Słyszałem cię. Słyszałem twój głos gdy spałem. - szepnął cichutko chłopiec. Mike poczuł, że po raz pierwszy w życiu się rumieni.
- Nie przepraszaj. Zrobiłeś wszystko by mnie chronić. Narażałeś nawet własne życie, bym mógł żyć - spojrzał na niego nieśmiało.
- Jestem cały i zdrowy - uśmiechnął się delikatnie.
- Oh ty mały głuptasie - mruknął Mike dotykając jego policzka. I jak miał teraz spokojnie odejść do Nieba? Jak mógł to zrobić wiedząc, że Liam będzie w piekle, tak bardzo daleko od niego?
Czy to wszystko nie może mieć szczęśliwego zakończenia? Czemu wszyscy nie mogą być szczęśliwi? Tom i Kuro, Liam... Ten mały demon skradł jego serce. Nigdy by się do tego przed sobą nie przyznał, gdyby nie te wszystkie zdarzenia. Gdyby nie strach, że może go stracić raz na zawsze. Rozumiał ból Tom'a. Oboje stracą kogoś bardzo bliskiego. 

Oczywiście, to jeszcze nie koniec opowiadania:) niedługo zapraszam na kolejny rozdział. Zanim zacznę pisać dalej "Namiętny Interes" chcę zakończyć " Dwa Światy".
Mam nadzieję, że rozdział choć troszkę się spodobał.
Całuski :***

Wasza Maru ;3

czwartek, 21 lipca 2016

Maru come back! - Maru powraca ;3

Hey kochani,
naprawdę bardzo się za wami stęskniłam. Wiem, już wiele razy przepraszałam i odkładałam wszystko. Bardzo was za to przepraszam.
Wiele się u mnie wydarzyło, zmieniło. Staram się wrócić do bycia radosną Maru co niestety przez przeciwności losu nie jest takie łatwe.
Jednak postanowiłam do was wrócić. Trochę to trwało wiem, ale wzięłam się w garść i jestem w trakcie pisania kolejnego rozdziału, ale jakiego opka to wam nie powiem :)
Mam nadzieję, że jeszcze nie zapomnieliście o swojej Maru, która uwielbiam nadużywać słowa "delikatnie" oraz stawia wszędzie po kilka kropek, bo tak je lubi.
Jeśli jeszcze tu ktoś zagląda, mam nadzieję, że przeczyta nowy rozdział.
Tym razem wróciłam naprawdę. Za bardzo kocham pisać, by z was zrezygnować.
Chociaż wiem, że pisze tragicznie jeśli chodzi o gramatykę, to z całego serduszka dziękuje tym, którzy doceniają pomysł historii i są w stanie wybaczyć mi błędy w tekście.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie i zajrzycie czasem <3

Kocham was
Wasza oddana, zawstydzona i winna Maru :3



Wasza Maru była na Magnificonie, ktoś był? Kto chodzi na konwenty łapka w górę <3


Mhruuu <3


@_@

 KISE @_@ - cutegasm-

Marshall i Balonowy - kto ich lubi ? <3



Też chce buziaka T_T


niedziela, 27 września 2015

Wywiesza białą flagę - Nie zabijajcie mnie ! ;3

Hey kochani, 
wiem, dawno mnie tutaj nie było, nie chcę szukać wymówek ani się tłumaczyć więc powód mojej nieobecności zostawię dla siebie.
Cieszę się, że jeszcze o mnie pamiętacie, i dalej zaglądacie na bloga. Naprawdę bardzo mnie to cieszy. :)
Co do opowiadania " The allies" muszę pomyśleć nad nim od nowa co dalej napisać. Poszedł mi dysk twardy i całe opko poszło w pizdu :/ Dlatego najpierw chcę dokończyć Namiętny Interes i Dwa Światy :) 

Odezwę się już niedługo, jeśli dobrze pójdzie pojawię się z nowym rozdziałem jeszcze w tym tygodniu :)
Trzymajcie za mnie kciuki ;3

Wasza ( miejmy nadzieję dalej) kochana Maru ;3









Wasza kawaii Maru ;3 hihi :D
Siedzę i myślę nad ciągiem dalszym opowiadań :D Postęp jest xD


niedziela, 14 czerwca 2015

Namiętny Interes 7

Mhm... - chowa się pod łóżkiem-
Zapraszam do czytania.
Nie krzyczcie za bardzo dobrze? - mina niewiniątka.





Rozdział 7

Akai leżał w łóżku nudząc się niemiłosiernie. Przecież nie był umierający, więc dlaczego zabrioniono mu opuszczać łóżko? Miał dość tej bezczynności. Wiedział, że braciszek się o niego martwił jednak nic nie mógł na to poradzić, że umierał z nudów! Przeczytał już książkę, obejrzał serial, ale ile można ? Chciał wyjść na zewnątrz. Chciał wrócić do pracy. Nagle nie wiadomo skąd wpadł mu do głowy pewien pomysł.
Akai sam nie wiedział czemu zadzwonił. Poza tym nie sądził, że mężczyzna odbierze. Zapewne był bardzo zajęty pracą. Dlatego też słysząc głos w słuchawce zarumienił się mocno.
- Pan Josh, j-ja... Dzień dobry – odezwał się cicho chłopiec. Nie wiedział co powiedzieć. Jakoś wcześniej ten pomysł wydawał mu się lepszy. Co powiedzieć? Zapytać o pracę? A może się rozłączyć? Skłamać, że zadzwonił przez pomyłkę? Nie wiedział czemu ale pan Josh go onieśmielał, a rozmiawli przecież tylko przez telefon! Więc czemu?! Nie rozumiał tego.
- J-ja nie chciałem przeszkadzać. N-nudziłem się i ...- chłopiec zająknął się. Mężczyzna nie był w stanie powstrzymać uśmiechu. Chłopiec był naprawdę uroczy.
- Dzień dobry maleńki. Cieszę się, że dzwonisz. Jak noga? - spytał Josh wciskając przycisk i czekając na windę.
- O-Oh. Mhm tak. Już tak nie boli. - powiedział uśmiechając się szeroko.
- Wybacz maleńki ale mam teraz ważne spotkanie. Zadzwonię wieczorem. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy. Bądź grzecznym chłopcem i uważaj na siebie- powiedział Josh i pożegnali się. Mężczyzna wsiadł do windy. Czekała go trudna rozmowa.
Akai cały w skowronkach leżał w łóżku tuląc poduszkę. Ta rozmowa poprawiła mu humor.

~~~~~~

Chwile potem Josh stanął przed gabinetem Matt'a. Nie było nikogo tak jak powiedziała Mary. Obawiał się tego spotkania. Wiedział, że zachował się jak ostatni drań, jednak dalej zależało mu na Matt'ie, na jego przyjaźni. Obaj wiedzieli, że nienadają się na parę, dlatego zostali sex przyjaciółmi. Jednak sprawy wymknęły się spod kontroli gdy w gre weszła ich praca. Dwie duże firmy, które konkurowały ze sobą od zawsze. Ich ojcowie szanowali się i choć stali po przeciwnych stronach nie mieli nic przeciwko by ich synowie się przyjaźnili. Jednak jak to w życiu bywa. Gdy w grę wchodzą pieniądze... No cóż. Potrafi to człowiekowi zamącić w głowie. Wziął głęboki wdech i zapukał. Słyszać „proszę”, wszedł do środka stając twarzą w twarz ze swoim przyjacielem.
- Witaj Matt – powiedział spokojnie patrząc na mężczyznę przed sobą.
Matt aż się zapowietrzył. Był w szoku. Czego ten drań tutaj szukał? I kto do cholery go tutaj wpuścił?!
- Co ty tutaj robisz? Wynoś się.- powiedział lodowato nie ruszając się ze swojego miejsca.
- Jakie miłe powitanie. - mruknął sarkastycznie Josh. No cóż, nie było to nic czego się nie spodziewał.
- Nie mam ochoty na żarty! Czy nie wyraziłem się wystarczająco jasno? - Matt zmrużył gniewnie oczy.
- Nie przyszedłem tu by żartować. Chce porozmawiać. I nie wyjdę stąd dopóki mnie nie wysłuchasz Matt – powiedział stanowczo brunet.
- Masz dwie minuty, potem wynoś się – powiedział lodowato Matt. Znał Josh'a nie od dziś i wiedział, że nie było sensu tak stać i drzeć koty. Wysłucha go, a on potem zniknie na zawsze, tak jak powinno być. Od tego incydentu minęły prawie 2 miesiące. Westchnął cicho. Nie było sensu o tym myśleć.
- Wiem, że mnie nienawidzisz i nie dziwię się temu. Jednak dalej jesteś dla mnie kimś ważnym Matt. - powiedział patrząc na niego uważnie.
- Nie chrzań! Kimś ważnym?! Nie wciskaj mi takiego kitu – Matt miał ochotę dać mu w pysk.
- Zachowałem się jak ostatni drań. Najgorszy epitet  nie jest w stanie tego opisać. Zawaliłem na całej linii. Zdradziłem najlepszego przyjaciela – w jego oczach Matt mógł zobaczyć ból i gniew.
- Skoro to wiesz, to wyjdź i nie wracaj – powiedział zimno. Nie mógł mu wybaczyć. Zdradził go.
- Byłem głupi, żądny pieniędzy. Jednak teraz już wiem, że to nie było najważniejsze. Pieniądze potrafią zmienić człowieka. Byłem zaślepiony i chciwy. Wiem, że nic mnie nie usprawiedliwia. - Josh odwrócił wzrok.
- Nie proszę cię byś mi wybaczył, bo jest na to stanowczo za wcześnie. Jednak proszę cię o jedno. Chce być twoim przyjacielem. Chce cię widywać, rozmawiać. Tak jak kiedyś. Spotkajmy się w sobotę. Naprawdę chcę to naprawić. - widząc, że Matt chce coś powiedzieć, uniósł dłoń uciszając go.
- Nie odpowiadaj mi teraz. Przemyśl to. - Josh spojrzał na niego uśmiechając się smutno.
- Tęsknie za tobą Matty – szepnął. - Przepraszam, że zająłem ci przerwę. Pójdę już. Znasz mój numer – powiedział i wyszedł zostawiając Matt'a z mętlikiem w głowie.
- Ja też za tobą tęsknie- szepnął Matt gdy tylko drzwi się zamknęły. Byli przyjaciółmi przez tyle lat. Nie da się tego tak szybko i łatwo zapomnieć. Co powinien zrobić? Wahał się. Z jednej strony chciał mu wybaczyć lecz z drugiej, bał się, że sytuacja może się powtórzyć. Lecz ten ból w oczach Josh'a.
To będzie długi dzień...

~~~~~

W końcu nastała godzina 17 i Matt mógł wrócić do domu. Jednak jego myśli cały czas zaprzątał Josh. Przez cały dzień nie był w stanie myśleć o niczym innym tylko o tym co powiedział mężczyzna. Czy powinien mu zaufać? Jednak wiedział, że to co powiedział było szczere. Nie wiedział skąd. Może po prostu chciał by to okazało się prawdą? Że Josh żałuje, że naprawdę mu przykro?
- Już jestem !- krzyknął od drzwi wchodząc do domu i rzucając marynarkę na kanapę. Był tak pochłonięty myślami o Josh'u, że zapomniał jak co dzień zadzwonić do ojca.
Jednak widząc radosną buzie braciszka nie mógł się nie uśmiechnąć.
- Hey łobuzie. - przywitał się targają mu włosy przysiadając po chwili na skraju łóżka.
- Nie jestem łobuzem. Byłem dzisiaj grzeczny i nawet nie wychodziłem z łóżka- mruknął zerkając na niego.
- Stało się coś? - spytał cicho Akai patrząc uważnie na brata.
- Co? Oh nie. Nic. Po prostu jestem zmęczony. - uśmiechnął się znikomo.
- Zamówmy dzisiaj pizzę dobrze? Nie mam ochoty dzisiaj gotować – pogłaskał go po głowie.
- Wezmę prysznic, a ty w tym czasie zamów dobrze? - poprosił Matt znikając zaraz za drzwiami łazienki. Dopiero tam odetchnął głośno.
Ciepła woda pozwoliła mu się odrobinę odprężyć. Musiał wszystko na spokojnie przemyśleć.
- D-dobrze- powiedział Akai wpatrując się w znikającego w łazience brata. Czyżby coś się stało? Matt nie umiał kłamać. Akai jednak nie chciał naciskać.

~~~~~~

O równej 7 dało się słyszeć dzwonek do drzwi. Po chwili stanęła w nich piękna kobieta, tym razem jej włosy były rozpuszczone a długa czerwona suknia z delikatnym rozcięciem tylko podkreślała jej idealną sylwetkę.
- Punktualnie jak zawsze – Mary uśmiechnęła się czule spoglądając na mężczyznę przed sobą.
- Piękna jak zawsze – odbił piłeczkę John podając kobiecie bukiet róż.
- Dziękuje, wejdź proszę. Wstawię je do wazonu i możemy wychodzić – powiedziała idąc w stronę kuchni. John choć był dojrzałym mężczyzną, wlepiał cielęce spojrzenie w Mary. Jej kuszące kształty, rozpuszczone włosy, olśniewający uśmiech, ich słowne utarczki, to jak zakłada długopis za ucho lub gdy go karci gdy coś zbroi jakby był krnąbrnym dzieckiem. Kochał w niej wszystko.
- Możemy iść – powiedziała podchodząc do mężczyzny z delikatnym uśmiechem. John podał jej ramię jak prawdziwy dżentelmen.
Wieczór zapowiadał się bardzo obiecująco.
~~~~~~
- Tak, wszystkie. Żadnego ale, odwołaj wszystkie moje sobotnie spotkania. Przełuż je nadzielę. Nie marudź Chris. Zrób jak mówię. Tak, do jutra- Josh rozłączył się odkładając telefon na stolik. Chwycił szklankę patrząc na złowtawy napój. Matt nigdy nie przepadał za Whiskey. Wolał zdecydowanie łagodniejsze trunki. Mimowolnie uśmiechnął się upijając łyk ze szklanki.
Choć wiedział, że nie zasługuje to miał nadzieję, że Matt jednak zadzwoni i z czasem ich relację się poprawią.
Jednak jego myśli zaprzątała jeszcze jedna osoba. Słodki Akai. Chętnie by go znów zobaczył. Jednak na razie nie było to możliwe biorąc pod uwagę jego nogę. Chłopiec wpadł mu w oko i jak sądził po reakcjach chłopca on jemu również. Chwycił za telefon i znalazł numer chłopca. Uśmiechnął się na samą myśl, że usłyszy jego głos.
- Hey maleńki – powiedział słysząc nieśmiałe „halo” w słuchawce.

~~~~~~

Akai zamówił pizze i czekał grzecznie na braciszka, gdy nagle rozdzwonił się jego telefon. Widząc kto dzwoni szybko odebrał.
- H-Halo? - spytał cichutko.
- Hey maleńki – Josh uśmiechnął się delikatnie rozsiadając się wygodnie w fotelu.
- Jak ci minął dzień? - spytał mężczyzna obracając w drugiej dłoni szklankę z alkoholem.
- Nudno – poskarżył się chłopiec robiąc nadąsaną minę.
- Ale na szczęście brat wrócił już z pracy. Zamówiliśmy dzisiaj pizzę. - powiedział entuzjastycznie chłopiec.
- Ah ta okropna nuda. Nie martw się, niedługo zdejmą ci gips i będziemy mogli wyjść razem na coś słodkiego -powiedział rozbawiony mężczyzna.
- Naprawdę?! Oh tak! Już nie mogę się doczekać! - Akai był w siódmym niebie. Mężczyzna chciał się z nim spotkać!
- Akai! Pizza przyszła! - krzyknął Matt odbierając zamówienie.
- Oh muszę kończyć. D-Dobranoc panie Josh – powiedział chłopiec.
- Dobranoc maleńki – odpowiedział Josh. Chyba zwariował. Był pewien, że słyszał głos Matt'a. E tam. Niemożliwe. Powinien na moment przestać o tym myśleć, bo zaczynał wariować.

Matt wszedł do sypialni, a widząc jak chłopiec wpatruje się w telefon z głupkowatym uśmiechem podszedł bliżej.
- Stało się coś dobrego ? - spytał biorąc go na ręce, by zanieść go do salonu.
- Dzwonił ten pan co mnie uratował! - powiedział entuzjastycznie.
- Powiedział, że jak wyzdrowieje to pójdziemy na coś słodkiego! - Matt uśmiechnął się pod nosem. To była historia jak z bajki. Książę ratuje śliczną damę, a potem żyją długo i szczęśliwie. Czyżby jego braciszek zadurzył się w swoim „Księciu?”. Matt pokręcił głową.
- Spokojnie. Najpierw wyzdrowiej, a teraz jedz- posadził go na kanapie.
- Poza tym nie znasz tego mężczyzny. Nie powinieneś mu od tak ufać. - mruknął Matt już widząc czarny scenariusz co się stanie gdy pozwoli spotkać się chłopcu z tym mężczyzną.
- Oh nie dramatyzuj tak – powiedział rozbawiony Akai. Spojrzał powątpiewająco na brata.
- Nie oddam mojego słodkiego braciszka jakiemuś pierwszemu lepszemu facetowi -zaperzył się Matt.
- Dziękuję – szepnął cicho chłopiec. - Że tak się o mnie martwisz. - Akai spojrzał na brata uśmiechając się ciepło. Matt kucnął przed nim chwytając jego dłonie w swoje.
- Od tego właśnie jest rodzina. - powiedział uśmiechając się wesoło Matt.

środa, 29 kwietnia 2015

Żyje!

Gomme! Ale z pewnych powodów nie mogłam wstawić rozdziału, bardzo was przepraszam za tak długą zwłokę. Jednak uwaga:) Rozdział pojawi się dzisiaj wieczorem lub jutro :)
W końcu mogę odsapnąć i zabrać się za rozdział :)
Noże i widelce i wszystkie ostre przedmioty możecie pochować, Maru do was wróciła :D
Mam nadzieję, że nie gniewacie się za bardzo :3

Całuje i tulam

Maru;3


PS: Kogo spotkałam na Pyrkonie w Poznaniu? :D


Wasza Maru :D



Moje skarby *_* <3

wtorek, 3 marca 2015

The allies 23



Serio?! O_O nic nie wiedziałam o tej ustawie...
Kto to w ogóle wymyślił? Przecież internet jest dla wszystkich i każdy powinien móc czytać czyjegoś bloga. Eh... No ale chyba nic z tym nie zrobimy prawda ?
Podam wam mój numer gg i email. Będę go także co jakiś czas przypominać tutaj. Wszyscy, którzy podali mi maile lub numery gg w komentarzach zapisze jutro.

Maru ma tragedie:( Poszedł mi dysk twardy więc wszystko mi poszło, wszystkie opowiadania, znowu :( eh już raz miałam tak:(
Więc wychodzi na to, że The allies muszę pisać od nowa. Co się wydarzy w kolejnym rozdziale? Trochę pamiętam co tam było, ale to opko pisałam ze dwa lata temu jak i nie więcej :( Eh.
Jednak mniej więcej pamiętam co się tam działo.
Liczę na komentarzyki i że wam się spodoba ;3


Kocham was <3


Wasza Maru ;3

PS: numer gg: 10136531 lub 47641370
e-mail: maru20@onet.eu


Przepraszam, że tak długo to trwało ale wróciłam ;3 W końcu xD
Z góry przepraszam za błędy ale nie mam Bety :( nie krzyczcie ;3



Rozdział 23

- Pamiętaj kochanie żeby nie dać im się wedrzeć do twojego umysłu, bo dowiedzą się za dużo, a nie chcemy żeby Dumbledore też coś wiedział. Zamaskuj to, dobrze? Zastąp fałszywymi wspomnieniami. Byliśmy gdzieś w wiosce, by s ukryć. Pomagaliśmy, sprzątaliśmy, polowaliśmy i zero treningu, a te cztery istoty się z nami zaprzyjaźniły i chciały zapisać do szkoły, o której im tak dużo opowiadałeś. Taka będzie nasza wersja, zapamiętałeś? – Draco zebrał palcem z jego ust czekoladę i oblizał palec podając mu pod usta tosta.
- Jedz. Pamiętaj, że teraz musimy dbać o ciała i formę. - powiedział blondyn.

Harry skinął głową zgadzając się.
- Wiem, postaram się... Ale Veritaserum - szepnął zerkając na niego.
- Co zrobimy? Oh wiem, ale nie zdążymy zrobić eliksiru - brunet westchnął ciężko.
- Przydałby się teraz Kuro- mruknął zielonooki.
- Raz dwa i byśmy mieli eliksir. KURO !! -zawołał. Harry już się bał, że demon się nie pojawi.
- Oh jesteś- brunet odetchnął z ulgą.
- Ja się tu o ciebie martwię, a ty mi znikasz - mruknął obrażony Kociak, ale po chwili spoważniał.
- Mamy mały problem. Potrzebny nam eliksir, który zniweluje działanie Veritaserum - nagle demon zniknął.
I jak czarnowłosy się domyślał po 10 minutach dostali swoje eliksiry.
- Dziękuje Kuro, ah i nie znikaj mi tak - nadął policzki - Martwiłem się. 
- Tak tak mój panie - mruknął demon, ale był zadowolony. Cieszył się że Kociak o nim myślał. Skinął im głową, by po chwili wrócić do piekła.
 

-Dobra Harry, ubieraj się- blondyn puścił Kociaka, by ten mógł się w końcu ubrać. Natomiast blondyn wyszedł zrobić porządek z demonami. Nie będą spać w ich pokoju! Przynajmniej do końca wakacji niech korzystają z innych, pustych pokoi, a potem się zobaczy co z nimi zrobić.

Harry w tym czasie wziął prysznic, po 20 minutach wyszedł ubrany.
- To co, idziemy? -szepnął brunet stając obok swojego chłopaka i zagryzając dolną wargę.
- Chce to mieć już za sobą - westchnal Kociak po czym pochylił się i pocałował Draco krotko ale zachłannie.

- No już już Kocie, nie całuj, bo cię znów zamknę w sypialni. Chodźmy- blondyn złapał go za rękę i wyszli z dormitorium i poszli do gabinetu Dyrektora. Nie było hasła tym razem, drzwi były szeroko otwarte, a gabinet wypełniony aurorami, którzy napięli się widząc tę dwójkę wchodzącą do środka. Prawie natychmiast ich rozdzielono.
- Co to ma znaczyć Potter? Co to za przebranie? - Moody pociągnął go za ucho dość mocno, on nigdy się nie patyczkował i nie silił się na delikatność. 
 
Harry zaskoczony pisnął z bólu i prychnął zamachując się na aurora.
- Tknij mnie jeszcze raz, a nie ręczę za siebie - warknął Kociak.
- To samo tyczy się Draco - szarpnął się i podszedł do blondyna.
- Panie dyrektorze, chciał pan z nami rozmawiać, jednak my nie będziemy rozmawiać z tymi idiotami, którzy nic nie potrafią zrobić dobrze - Harry prychnął. Moody spiął się i ruszył na Harry'ego  ale czarnowłosy miał refleks, wyciągnął różdżkę i bez problemu go obezwładnił.
Nikt już nie odważył się podważyć zdania Harry'ego.
- Jesteśmy skłonni przyjąć Veritaserum, ale pod warunkiem, że jedyną osobą, która będzie zadawać pytania, będzie pan Dyrektorze - Dumbledore skinął głową i po chwili już siedzieli napojeni Veritaserum.

Oczywiście Severus Snape też był przy przesłuchaniu, w końcu on przygotowywał eliksir i pilnował, by wszystko poszło gładko. Draco mrugnął do niego, a potem bez problemu przekroczył jego bariery obronne informując Mistrza Eliksirów, że Veritaserum nie zadziała, bo brali odtrutkę, więc będą kłamać jak z nut i żeby się nie martwił i nikt o niczym się nie dowie. Blondyn objął w pasie Kociaka i leciutko pocałował go w policzek.
- Czekamy na pytania Dyrektorze. Nie mamy nic do ukrycia, a i więcej, chcemy potem porozmawiać tak w cztery oczy - powiedział znacząco Ślizgon. 

 Harry nieco się rozluźnił na kolanach Draco i już nieco spokojnie rozejrzał się dookoła.
Aurorzy przyglądali im się niepewnie, a Moody ciskał w nich pioruny ale też siedział cicho.
- Dobrze moje drogie dzieci. Najpierw powiedzcie mi jak się nazywacie i czy jesteście pod wpływem jakiegoś zaklęcia lub eliksiru poza Veritaserum - oczywiście skłamali gładko, nikt się na niczym nie poznał, po chwili posypały się kolejne pytania.
- Powiedzcie mi gdzie byliście  przez cały ten czas - Drops spojrzał na nich uważnie.
- I proszę mi wybaczyć panie Malfoy, ale dlaczego pomogłeś panu Potter'owi i dlaczego Harry jest w takim stanie? Skąd te kocie dodatki ? - spoglądał to na jednego to na drugiego.
- Po której stronie staniecie podczas wojny ? - tym razem każdy obecny w gabinecie spojrzał na nich uważnie.


Draco przytulał Harry'ego cały czas żeby się nie bał. Draco wiedział, a raczej się domyślał, że właśnie takie pytania padną.
- Pomogłem mu, bo się bardzo zaprzyjaźniliśmy jeszcze w Hogwarcie, i to na tyle, że powiedziałem mu o moim ojcu. Bardzo chce, by w końcu Czarny Pan zginął i chce pomóc Harry'emu. Jest moim chłopakiem, więc to chyba oczywiste, że obojętnie co by się nie działo będę przy nim. - odpowiedział gładko Draco.
- Co do Kocich dodatków... Próbowałem uwarzyć eliksir, już nawet nie pamiętam jaki i Harry mi wpadł do kociołka i tak już zostało. - oczywiście
to było kłamstwo. Nie mógł im przecież powiedzieć, że są Animagami.
- Byliśmy daleko stad, w Ameryce Południowej. Byłem tam kiedyś na wakacjach, a wiem, że zasięg Voldemort'a tam nie sięga, więc zabrałem tam Harry'ego żeby był bezpieczny- Draco spojrzał na Dyrektora uważnie.

Drops kiwnął zadowolony głową, co chwile sprawdzając ich myśli, które także oczywiście były fałszywymi informacjami, ale inni nie musieli o tym wiedzieć, i ważne, że Drops się nabrał.
- Harry, powiedz mi, czy pan Malfoy zmusił cię do czegoś? Mimo, że się zaprzyjaźniliście dlaczego zgodziłeś się wyjechać? Czy to Draco zabronił ci mówić o tym komukolwiek? - Harry zazgrzytał zębami słysząc pytanie Dumbledore'a.
- Nie panie Dyrektorze. Draco mnie do niczego nie zmuszał, wszystko jest prawdą co powiedział - brunet uśmiechnął się delikatnie i zastrzygł uszkami.
- Co do wyjazdu, nie powiedziałem nikomu, bo tak było bezpieczniej. Voldemort, ma wielu szpiegów, nawet w Ministerstwie - tutaj Harry spojrzał z pogardą na Aurorów.
- Nie pisaliśmy, gdyż nasze sowy mogłyby zostać przejęte przez wroga - Harry wzruszył ramionami.
- Poza tym Draco jest dla mnie bardzo ważny. Ufam mu jak nikomu innemu, jak pan wie.. nie mam przyjaciół w Gryffindor'ze,- warknął zimno.
-Dzięki szpiegom, których mi pan podesłał i którzy mnie monitorowali i donosili co robię, - warknął Kociak. Miał już dosyć tych pytań. Był wściekły, bo wiedział, że całą winę ponosił Dumbledore, gdyby nie Kuro dalej żyłby w nieświadomości, ale teraz wiedział, że Drops to tylko stary i sprytny manipulator. Po  chwili jednak się opanował, nie mógł się unosić. Dumbledore był świetnym graczem, manipulatorem. Potrafił sprawić, że każdy mu ufa, ale to już się miało skończyć. 
- Przepraszam, po prostu straciłem przyjaciół, dalej mi z tym ciężko, przepraszam - Harry udał skruszonego i wtulił się w Draco.

 - Harry kochany, proszę spokojnie - blondyn szepnął do chłopaka i bardziej go w siebie wtulił wytrzymując te spojrzenia Aurorów. W końcu chodziło tu o naprawdę jedno wielkie kłamstwo. Musieli to dobrze zagrać. Draco ugryzł Kociaka lekko w uszko, wiedział, że go to troszkę rozluźni i chłopak się odpręży. Na szczęście zrobił to dyskretnie.
- Dobrze, a co to za goście? Te kobiety i mężczyzna? - spytał Dyrektor.
Właściwie dwóch mężczyznPoznaliśmy ich własnie tam, są czarodziejami jak my i chcieliby się uczyć tu w szkole. Dowiedzieli się o Hogwarcie od nas, dlatego zabraliśmy ich ze sobą. - będzie trzeba jakoś załatwić im różdżki, ale pewnie demony doskonale będą mogły udawać. W końcu były bardzo potężne. 
- Świetnie. A tatuaże? Panie Malfoy to na szyi? - spytał nagle Drops. 
- Ach to? Lokalne ozdóbki, wiem że w szkole są zakazane ale zapuszczę trochę włosy i nie będzie widać- powiedział blondyn wzruszając ramionami wiedząc, że ujdzie im to na sucho, bo w końcu Dyrektorowi chodziło tylko o to, by byli mu posłuszni.
 
- To prawda, taka mała pamiątka, w końcu to chyba nic złego prawda? - spojrzał chłodno na Aurorów po czym uśmiechnął się nieśmiało do Dyrektora.
Przepraszam, to ja namówiłem na to Draco, ale one tylko dodają mu pikanterii - mruknął brunet i zamachał ogonkiem. Nie wstydził się swoich uczuć i nie widział potrzeby aby to ukrywać. 
- Czy możemy już kończyć? Kręci mi się w głowieskłamał Harry, dzięki Snape'owi wiedzieli jakie są skutki uboczne Veritaserum.



- Ja się zajmę panem Malfoy'em i panem Potter'em. Eliksir musiał ich osłabić, podam im coś na wzmocnienie- zaproponował Snape i Malfoy naprawdę był mu za to wdzięczny. To własnie z nim opuścili gabinet Dyrektora nie odzywając się przez całą drogę. Pierwsze słowa padły dopiero w zabezpieczonym zaklęciem gabinecie Snape'a. 
- No Potter, wyglądasz przeuroczo i zrobiłeś postępy. Od września będziesz w moim domu. Dobrze, że nie jesteś już taki chudy i zmizerniały. Uczniowie w moim domu muszą się dobrze prezentować. A teraz. Co to był za eliksir na odtrucie Veritaserum? Muszę zdobyć przepis, jest bardzo przydatny - powiedział Snape kiwając w zamyśleniu głową.


Harry szedł obok Draco niepewnie, miał ochote wykrzyczec wszystko Dropspwi ale musiał się powstrzymywać. Jednak z myśli wyrwał go głos Snape'a
- C-co? - zamrugał kilka razy brunet. 
- Chce mnie pan w  swoim domu ? Dumbledore się zgodził? - Kociak nastroszył uszka, miał ochotę rzucić się i uściskać znienawidzonego dotąd nauczyciela, jednak zamiast na niego, rzucił się na Draco.
- Bardzo panu dziękuje - szepnął Kociak szczerze. Gdyby nie interwencja Snape'a musiałby dalej męczyć się w Gryffindor'ze. 
- Eliksir... Mhm nie wiem, musi się pan spytać Kuro - powiedział niepewnie Harry, dalej nie wiedział czy mogą mu doszczętnie ufaćzerknął na blondyna. 
- Nie wiem czy Draco panu już wszystko powiedział, ale to nie  ludzie, to demony - Harry przypatrywał się uważnie profesorowi. 
- Są nam poddane i pomogą walczyć z Voldemort'em - Harry dalej czuł się niepewnie w tym wszystkim. Pierwszy raz Nietoperz nie krzyczy na niego, nie odejmuje punktów. Miła odmiana. 

 
 - Draco już mi to powiedział. Jeśli to nie problem panie Potter, chciałbym się spotkać z Kuro. Musicie tu chwile zostaćudać nieco osłabionych dlatego... - Snape podszedł do ukrytego w ścianie barku i nalał im po szklance mocnego trunku. 
- Możecie się napić. och Narcyza byłaby wściekła wiedząc, że upijam chrześniaka, a jej syna.... Uwielbiam gdy ta kobieta się złości. - Profesor roześmiał się w swój zwykły bardzo nieprzyjemny sposób ale dało się też w tym dosłyszeć nutkę prawdziwego rozbawienia.


 Harry wziął alkohol i upił spory łyk. Oj tak stres dał o sobie znać. Miał  ochotę na moment zapomnieć, że jest cholernym Chłopcem Który Przeżył, i robi za pionka Dumbledor'a. Brunet zerknął na Draco z delikatnym uśmiechem.
Jednak po niecałej godzinie, Harry był już kompletnie pijany i drzemał na kolanach Draco wtulając się w niego mocno.


Draco jednak głowę miał nieco mocniejszą, więc dalej rozmawiał ze Snape'em, ale oczywiście nie o przepowiedni. Ot tak sobie rozmawiali o wszystkich indiańskich sztuczkach, o poziomie ich zdobytych umiejętności, o tym czego się nauczyli, by Snape wiedział w jakim są momencie jeśli chodzi o naukę.
- Draco musicie wyciągnąć od Dyrektora miejsca ukrycia Horkruksów. Ja kojarzę położenie jednego z nich, jest w Gringocie - powiedział Snape. 
- Minus dziennik, który Harry kiedyś zniszczył, i Dyrektor  zniszczył pierścień, kolejnego zdołałem  wychwycić z jego myśli dzisiaj w gabinecie - powiedział spokojnie profesor.
- No dobrze. Koniec na dzisiaj, pan Potter już śpi. Zabierz go do pokoju. Spotkamy się jutro w sali eliksirów. Porozmawiamy już we troje na trzeźwo i wtedy będzie można wyruszyć po kolejnego Horkruks'a.


Następnego dnia....

Harry obudził się rano z potwornym bólem głowy i Saharą w ustach.
Jęknął kładąc po sobie uszka, siedzieli u Snape'a pili, a potem... Nie pamiętał co było dalej, odleciał .
Chciał się podnieść ale zaowocowało to takimi zawrotami głowy, że pokonany opadł z powrotem na posłanie.
- Mhm, nigdy więcej - mruknął brunet. Łeb mu pękał, a ćwierkoty ptaków w tym nie pomagały.



 Draco był już na nogach. Zdążył rozłożyć ciuchy w szafie, znaleźć dla demonów miejsce do spania, załatwił także śniadanie i lek na kaca dla Kociaka i z takim zestawem wszedł do sypialni chwile po tym, jak Kociak się obudził.
- Dzień dobry  moje słoneczko najdroższe - przywitał się blondyn  i usiadł na łóżku, całując go delikatnie. 
- Eh daje od ciebie alkoholem na kilometr. Trzymaj i zaraz uciekasz do łazienki - Draco podał mu eliksir na kaca, potem wodę z cytryna, a na koniec czekolady, by Harry się ogarnął. 
- Snape ma naprawdę mocne trunki w tym swoim barku - westchnął blondyn rozbawiony widząc jak Kociak się krzywi siadając.

- Draco ... mhm - Kociak jęknął z wdzięcznością i szybko wypił eliksir a potem wodę i zjadł czekoladę.
- Oj tak, przypomnij mi bym nigdy więcej nic od niego nie pił - Harry pokręcił głową i wtulił się mocno w blondyna.
- Prysznic - mruknął i odsunął się niechętnie od Draco.
- Musimy iść do Drops'a - westchnął brunet. Nie chciał tam znowu iść.
- Podadzą nam wnioski do czego doszli - zaśmiał się nagle Kociak. Potem przeciągnął się z głośnym pomrukiem i poszedł do łazienki pozbywając się po drodze ubrań. Nie zastanawiał się jak to mogło wyglądać, w tym momencie marzył tylko o prysznicu. Wszedł do kabiny odkręcając ciepłą wodę.
- Oh jak dobrze! - mruknął zadowolony Kociak.
 Może Harry nie zastanawiał się nad tym jak to może wyglądać, ale Draco nie tyle się zastanowił co dał się złapać na ten widok, rozbierający się Kociak, który mu znika w łaziencePolazł za nim, a jakżeRównież zdjął koszulkę, spodnie, a w łazience bokserki i wszedł do niego pod prysznicobejmując go od tyłu i mocno przycisnął go do siebie, subtelnie muskając ustami jego kark i ramie. 
- Kociaku jeśli oni doszli do jakichś wniosków, to ja z chęcią pójdę, posłucham i się pośmieje - mruknął Draco sycąc oczy idealnym ciałem Kociaka.


Harry zadrżał gdy Draco go objął, mruknął zaraz jednak zadowolony i oparł się o jego tors.
- Wiesz doskonale, że nie możesz się śmiać - Kociak uśmiechnął się i obrócił się do niego obejmując go za szyję.
- A kto ci pozwolił wejść do łazienki?- spytał psotnie Kociak uśmiechając się delikatnie. Wspiął się na palce i musnął delikatnie jego usta.
- Oh nie! Miałem wysłać Kuro do Snape'a! Zapomniałem! On mnie zabije prawda? - skrzywił się Kociak. 


Draco przesunął dłonie na jego biodra i jeszcze bardziej przyciągnął go do siebie. Hm, gdyby uczniowie wiedzieli co się w Hogwarcie wyprawia przez te wakacje... Lepiej by się nigdy nie dowiedzieli.
-Kochany Kuro wiedział, że ma się spotkać z profesorem, sam sobie wybierze termin, to takie dwa charakterki, że może się nie pozabijają ale na pewno jeden drugiego będzie wnerwiał. O nich się nie martw, Snape nie będzie złyJeśli czegoś chce, potrafi być naprawdę cierpliwy. Mam to po nim, podobno dzieci wiele cech dziedziczą po Ojcach Chrzestnych - Draco powoli umył Kociaka, uważał na uszy, by ich nie zamoczyć, i w końcu zakręcił wodę i klepnął go w ten nagi pośladek 
- Sio i nie kuś bo 
ugryzę - powiedział psotnie Draco.

- Ah -Kociak pisnął zaskoczony i spojrzał na niego spod grzywki, pokazał mu język i wyszedł z kabiny kusząco kręcąc tyłeczkiem po drodze zgarniając ręcznik, ale nie założył go. W pokoju wybrał ciuchy i ubrał się przeczesując jeszcze wilgotne włosy ręka.
- Draco, rusz się - zaśmiał się i usiadł na skraju łóżka.
- Wiesz, dobrze, że jeśli zaraz nie wyjdziemy Moody wyważy wejście do domu węża i wywlecze nas silą - Harry rozbawiony spogląda na drzwi łazienki.

 
- No juuuuuuuż, chwila. Nie widzisz, że na bóstwo się robięBędę seksi. Poderwę kilku Aureorów żeby sobie humor poprawić. A potem ich rzucę łamiąc biedne serca....Ach podoba mi się ten bezlitosny plan godny syna Śmierciożercy - to ostatnie Draco powiedział już  z wyczuwalną goryczą w głosie. Ubrał się  naprawdę ubrał seksi. Przylegające skórzane spodnie i biała koszula z rękawem 3/4 do tego nieodłączny krawat Slytherin'u.
- Mam na oku takiego jednego czarodzieja wiesz? Jest po prostu świetny, jedyny który mi tak zawrócił w głowie, ma być dzisiaj u Dyrektora. Jeśli mi się poszczęści to go zbajeruje dzisiaj i zjem z nim może.... mhm kolacje w Wieży Astronomicznej? - Draco spojrzał na Kociaka z miną niewiniątka poprawiając włosy, by zaraz cmoknąć go w czoło. 
- Bądź na Wieży o ósmej wieczorem, nie wcześniej kochanie. - mruknął Draco uśmiechając się.
 
  Harry już miał prychnąc obrażony, że Draco chce kogoś podrywać, już miał rzucić w niego poduszką, gdy doszło do niego, ze to on jest tym czarodziejem. 
- Draco ! - Harry pokręcił głową rozbawiony.
- Znasz mnie, wiesz dobrze, ze będę. W końcu dla ciebie wszystko ty mój sexi czarodzieju - Kociak puścił mu oczko i chwycił jego dłoń wyciągając go na korytarz.
- A poza tym, dla mnie jesteś już wystarczająco sexi. Nie potrzebujesz zmian - brunet uśmiechnął się delikatnie  i zamachał wesoło ogonkiem.
Po chwili dotarli już do gabinetu Dyrektora, gdzie czekał Moody i jeszcze dwóch innych Aurorów i oczywiście sam Dumbledore.
- Oh witajcie chłopcy, auror Moody zaraz wam wszystko powie. - na co Auror prychnął i spojrzał na nich uważnie.
- Jesteście czyści, nie kłamaliście ale nie myślcie, że damy się nabrać -Moody warknął niezadowolony. 
Będziemy was mieli cały czas na oku - powiedział, a jego wszystko widzące oko latało na boki jak szalone.
Harry  zagryzł wargę i zawarczał cicho, był wściekły.
- Oh no cóż, - zaczął nagle słodko Kociak.
- Zgodnie z regulaminem Aurorów, nie macie prawa śledzić uczniów - Harry spojrzał na wściekłego Aurora mrużąc oczy.
Chętnie was pozwę, gdy zobaczę was w tej szkole - Harry uśmiechnął się niewinnie, a Moody aż kipiał ze złości.


 Draco był dumny ze swojego chłopca. 
 Kociak się nieźle przygotował jeśli chodzi o prawa i obowiązki poszczególnych pracowników ministerstwa magii. Cmoknął go w nagrodę w skroń. Brawo Harry Kociaku, będzie nagroda ~ pomyślał Draco.
- Panie Dyrektorze myślałem, że jeśli będziemy pod pana opieką to Harry'emu nic się nie stanie i nie  potrzebni ci goście. W końcu tak potężny Czarodziej jak pan, jest w stanie sam poradzić sobie z uczniami, nie potrzebując do tego Aurorów - Draco chwile tak jeszcze robił do dyrektora maślane oczka, by mu troszkę popieścić to durne Dumbledor'skie ego i w ten sposób Aurorzy opuścili gabinet klnąc pod nosem. 
- Panie profesorze, co z naszą misją? Chcemy już w te teraz zacząć szukać części duszy Voldemort'a, im szybciej tym lepiej, możemy liczy na pana pomoc, prawda?- Draco uśmiechnął się delikatnie. Bleh! Aż mu się niedobrze robiło na myśl, że musi się tak się łasić do Dropsa.


 Gdy niepotrzebni goście wyszli Kociak uśmiechnął się do dyrektora.
Proszę mi wybaczyć panie Dyrektorze, ale jeśli Aurorzy, by mnie szpiegowali, na pewno dostałoby się wszystko co robię do Proroka Codziennego, a Voldemort nie może się dowiedzieć, że poszukuje Horkruksów, nieprawdaż? - Harry uśmiechnął się uroczo i położył po sobie uszka.
-  Dlatego, tak jak Draco mówi, chcemy zabrać się do pracy najszybciej jak tylko się da. Nie ma czasu na siedzenie w miejscu, dlatego musi nam pan pomoc. Nie chce, by ludzie znowu ginęli - brunet spuścił wzrok, jednak dyskretnie zerknął na Dropsa czy zrobił dobre wrażenie. 

 Dyrektor  bardzo łatwo dał się nabrać i omamić. Te niewinne minki Potter'a, to oddanie i wierność, że zawsze zwraca się do Dropsa i nikogo innego. To zaufanie, oczywiście wszystko na pokaz, ale działało
- Znam miejsce ukrycia kilku Horkruksów - powiedział Drops zabrał ich do myślodsiewni, by pokazać im wspomnienia swoje i innych bliskich ludzi Czarnego Pana. Potem w ciągu kolejnej godziny przekazał im wszystkie swoje obserwacje i informacje i ewentualne miejsca gdzie mogą być ukryte części duszy, w jakich cennych przedmiotach i powiedział, że mogą rozpocząć poszukiwania,on zajmie się Auror'ami.


Harry zadowolony wszedł do sypialni, a gdy tylko drzwi zamknęły się za Draco przytulił się do niego i pocałował delikatnie.
- Nieźli z nas aktorzy -Kociak uśmiechnął się szeroko.
- Jak myślisz? Czy demony dałyby radę znaleźć te Horkruksy jeśli podamy im informację i dane gdzie one się znajdują? - zamyślił się, dalej się do niego tuląc.
- To by nam ułatwiło zadanie plus Drops o niczym by nie wiedział, dosłownie - spojrzał na blondyna pytająco.
- Ah, ktoś mi tu obiecał kolację na Wieży Astronomicznej o 8 - puścił blondynowi oczko.
- Jak myślisz co powinienem założyć, by spodobać się mojemu chłopakowi? - Harry rozbawiony przeszedł przez pokój kusząco kręcąc tyłeczkiem po czym schylił się otwierając szufladę.
- Czy ta bielizna jest odpowiednia? - zrobił minę niewiniątka pokazując mu zielone bokserki, wiedział ,że Draco uwielbia go w kolorach Slytherin'u.