Rozdział 41 – Połączone krwią
Światło eksplodowało tak
gwałtownie, że wszyscy odruchowo zasłonili oczy. Płomienie buchnęły z paleniska
wysoko pod sam sufit, a symbole wyryte w ścianach rozjarzyły się czerwienią i
złotem jednocześnie. Cała kuźnia zatrzęsła się gwałtownie. Z góry posypał się
pył i drobne kamienie, a niski ryk rozszedł się gdzieś głęboko pod ziemią.
Rafael zachwiał się od razu. Valmar złapał go natychmiast za ramię.
— Rafael.
Chłopak oddychał szybko. Za szybko. Czuł gorąco rozlewające się po całym ciele, ale tym razem nie przypominało ognia, który wcześniej rozrywał go od środka. To było coś innego. Jakby jego krew odpowiadała na serce płomienia. A ono odpowiadało jemu. Metal na stole zaczął się poruszać.
Powoli.
Jak żywy.
Czarna powierzchnia topiła się pod krwią Valmar'a i Rafael'a, a potem zaczęła formować nowy kształt. Długi, smukły fragment ostrza wyłaniał się z płynnego metalu centymetr po centymetrze, jakby coś niewidzialnego kuło go na ich oczach. Krew nie spływała już po metalu. Wsiąkała w niego.
Dosłownie.
Czerwień Valmar'a mieszała się
ze złotawą krwią Rafaela, tworząc pod powierzchnią cienkie żyły światła
przypominające rozżarzone pęknięcia.
Płomienie wokół paleniska zawyły gwałtownie. A potem ostrze uniosło się samo. Lior zaklął pod nosem. Gavriel momentalnie wyciągnął miecz. Valmar zasłonił Rafaela własnym ciałem instynktownie.
Ale broń nie zaatakowała. Zawisła pośrodku sali, otoczona wirującym światłem. I wtedy rękojeść zaczęła się formować.
Czarny metal skręcał się
powoli, tworząc ciemną, niemal organiczną strukturę przypominającą splecione
gałęzie. Po chwili pomiędzy nimi pojawiły się czerwone zdobienia. Cienkie linie
przypominające żyły lub płomienie rozchodziły się po całej rękojeści, pulsując
tym samym światłem co symbole na ścianach.
Rafael poczuł chłód
przebiegający po karku.
— Ono żyje…
Valmar spojrzał na niego
uważnie.
— Ostrze?
Rafael pokręcił głową powoli.
— Serce płomienia. Ono czuje,
co robimy.
Jakby w odpowiedzi podziemia zatrzęsły
się gwałtownie. Tym razem dużo mocniej niż wcześniej. Część kamieni odpadła od
sufitu, a jeden ze strażników ledwo uskoczył przed fragmentem skały.
— Wasza Wysokość! — krzyknął
jeden z nich. — Tunele zaczynają pękać!
Gavriel zaklął cicho.
— Nie mamy dużo czasu.
Ostrze nagle opadło gwałtownie
prosto w dłonie Rafaela.
Chłopak syknął z bólu. Metal był gorący. Nie parzył skóry, ale pulsował pod jego palcami jak żywe serce. I wtedy wszystko zobaczył wyraźniej. Ogromne wrota pod ziemią. Krąg rytualny. Dziesiątki ludzi kultu klęczących wokół serca płomienia. I swojego ojca stojącego pośrodku.
Czekającego.
Rafael gwałtownie wciągnął powietrze. Valmar od razu znalazł się przy nim.
— Co widziałeś?
Chłopak spojrzał na niego z
trudem.
— Oni już zaczęli rytuał.
Cisza zrobiła się ciężka.
— Co to znaczy? — zapytał
Gavriel.
Rafael ścisnął ostrze mocniej.
— Ojciec chce połączyć cień z
sercem płomienia zanim tam dotrzemy. Jeśli mu się uda… nie będziemy walczyć
tylko z cieniem.
Lior pobladł wyraźnie.
— Tylko z czym?
Rafael spojrzał gdzieś przed
siebie.
— Z czymś dużo gorszym.
Kolejny wstrząs przeszedł
przez kuźnię. Tym razem płomienie buchnęły gwałtownie wokół nich, a symbole na
ścianach zaczęły pulsować nieregularnie.
Valmar spojrzał na ostrze w
dłoniach Rafaela.
— Potrafisz tego użyć?
Chłopak zawahał się.
— Nie wiem.
I właśnie to było najgorsze. Bo broń wyglądała bardziej jak część rytuału niż miecz. Rafael czuł ją pod skórą. Jakby była połączona z jego krwią i oddechem. Valmar wyciągnął dłoń powoli.
— Pokaż.
Rafael oddał mu ostrze bez słowa. W chwili, gdy Valmar dotknął rękojeści, czerwone zdobienia rozjarzyły się gwałtownie. Ostrze zawibrowało nisko, niemal jak warknięcie.
Gavriel uniósł brwi.
— Ono naprawdę reaguje na was
obu.
Valmar patrzył na broń przez
chwilę w milczeniu.
— Kult od początku chciał
stworzyć coś takiego.
Rafael skinął głową powoli.
— Tylko oni chcieli użyć tego
do kontrolowania cienia. Nie do jego zniszczenia.
Lior spojrzał między nimi
nerwowo.
— Czy tylko ja mam wrażenie,
że wszystko w tej historii robi się coraz bardziej przeklęte?
— Nie tylko ty — mruknął
Gavriel.
Nagle Rafael zesztywniał gwałtownie. Jego nowe zmysły wychwyciły coś dużo wcześniej niż reszta.
Kroki.
Dziesiątki kroków.
W tunelach.
Coraz bliżej.
Chłopak uniósł głowę powoli.
— Kult nas znalazł.
I niemal natychmiast z
ciemności korytarzy rozległy się pierwsze krzyki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz