niedziela, 6 września 2026

Książę w Ramionach Mroku 39

 

Rozdział 39 – Serce płomienia

Burza nie ustępowała przez całą noc. Wiatr uderzał w mury zamku z taką siłą, jakby coś próbowało dostać się do środka, a głuche drgania pod fundamentami wracały coraz częściej. Rafael siedział na łóżku oparty o wezgłowie, nadal blady po przemianie i wyraźnie osłabiony. Czuł się dziwnie lekki. Ogień zniknął. Żadnych szeptów. Żadnego gorąca pod skórą. Żadnego bólu rozrywającego wnętrzności. Powinien czuć ulgę, a jednak pustka po nim wydawała się niemal nienaturalna.

Valmar siedział obok i nie puszczał jego dłoni ani na moment, jakby nadal próbował upewnić się, że Rafael naprawdę wrócił. Lior krążył niespokojnie po komnacie, co chwilę zerkając na chłopaka, a Gavriel stał przy oknie, obserwując ciemność za szybami.

— Zwiadowcy wrócili z dolnych korytarzy — odezwał się w końcu. — Kult opuścił stare komnaty rytualne.

Valmar uniósł wzrok powoli.

— Uciekli?

— Nie. Schodzą coraz głębiej pod zamek, jakby wszyscy zbierali się w jednym miejscu.

Rafael zesztywniał gwałtownie. Lior zauważył to pierwszy.

— Raffy?

Chłopak podniósł głowę powoli. W jego oczach pojawiło się coś pomiędzy strachem a zrozumieniem.

— On tam schodzi.

Valmar spojrzał na niego uważnie.

— Twój ojciec.

Rafael skinął głową bardzo powoli.

— Wie, że ogień mnie opuścił. Wie, że cień słabnie. Jeśli chce uratować rytuał, będzie próbował połączyć się z sercem płomienia osobiście.

W komnacie zapadła ciężka cisza. Lior pobladł wyraźnie.

— Po tym wszystkim nadal chce to kontynuować?

Rafael zaśmiał się krótko, gorzko.

— Dla niego to nigdy nie było szaleństwo. On naprawdę wierzy, że robi coś wielkiego. Matka oddała życie dla rytuału. Ja miałem zostać naczyniem. A on od początku prowadził kult.

Valmar wyprostował się powoli. W jego oczach nie było już strachu. Została tylko zimna, spokojna wściekłość.

— Zabiję go.

To zabrzmiało tak cicho, że aż gorzej.

Rafael spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem.

— Val…

— Sprzedał własne dziecko. Patrzył, jak cię niszczą. Jak próbują zamienić cię w potwora. Nie każ mi udawać, że zasługuje na litość.

Rafael spuścił wzrok. Bo część niego zgadzała się z każdym słowem.

Za oknami błysnęło gwałtownie. Zamek zatrząsł się mocniej niż wcześniej, a potem wszyscy usłyszeli niski huk dochodzący gdzieś spod ziemi. Raz. Potem drugi. Jakby coś ogromnego próbowało wyrwać się spod kamienia.

Lior zesztywniał.

— Powiedzcie mi, że to nie próbuje się wydostać.

Rafael poczuł chłód przebiegający po karku.

— Ono wie, że mnie straciło.

Valmar spojrzał na niego gwałtownie.

— Co masz na myśli?

— Cień był związany ze mną od dziecka. Teraz już mnie nie czuje. Więc wraca do źródła.

Gavriel zmarszczył brwi.

— A jeśli tam odzyska siłę?

Rafael spojrzał gdzieś przed siebie.

— Wtedy wszystko zacznie się od nowa. Kolejny nosiciel. Kolejne rytuały. Kolejne dzieci.

Cisza po tych słowach była niemal dusząca. Valmar przesunął dłonią po włosach Rafaela ostrożnie, jakby nadal nie mógł uwierzyć, że chłopak siedzi obok niego żywy.

— Powiedziałeś, że nosiciele pokazali ci sposób, żeby to zakończyć.

Rafael skinął głową.

— Serce płomienia nie może zostać zniszczone zwykłą siłą. Ono jest związane z ogniem, cieniem i duszami wszystkich nosicieli. Jeśli je roztrzaskamy, cień po prostu znajdzie nowe naczynie.

Lior pobladł jeszcze bardziej.

— Czyli nawet teraz mogłoby wrócić…?

— Tak.

W komnacie zrobiło się jeszcze ciszej. Rafael zamknął oczy na chwilę, przypominając sobie twarze wszystkich ludzi uwięzionych w ogniu. Dziesiątki głosów błagających go, żeby walczył dalej.

Jeszcze trochę.

Uwolnij nas.

Otworzył oczy gwałtownie.

— Ale pokazali mi też coś innego. Krew była kluczem od samego początku.

Valmar zmarszczył brwi lekko.

— Rafael…

— Ogień nie opuścił mnie tylko dlatego, że umarłem. Opuścił mnie po połączeniu z twoją krwią. Dlatego kult potrzebował właśnie ciebie. Nie byle jakiego wampira. Ciebie.

Valmar zesztywniał wyraźnie. A Rafael nagle zrozumiał wszystko dużo wyraźniej niż wcześniej. Ślub. Rytuały. Obudzenie ognia. Przemiana. To nigdy nie było przypadkowe.

— Oni od początku chcieli połączyć ogień i noc — wyszeptał.

Gavriel spojrzał między nimi powoli.

— Czyli cień można zniszczyć tylko dzięki wam obu.

Rafael skinął głową.

— Nosiciele pokazali mi ostrze. Specjalną broń tworzoną przez kult setki lat temu. Wykutą z metalu spod świątyni, zahartowaną krwią nosiciela i aktywowaną krwią wampira.

Lior patrzył na niego szeroko otwartymi oczami.

— Chcesz powiedzieć, że musicie stworzyć broń z własnej krwi…?

— Tak.

Valmar milczał przez chwilę. Potem spojrzał na Rafaela długo.

— I to wystarczy?

Rafael zawahał się.

— Nie wiem.

To była pierwsza całkowicie szczera odpowiedź od dawna.

Za ścianami rozległ się kolejny huk. Tym razem dużo bliżej. Kamienie podłogi zadrżały gwałtownie, a część świec zgasła jednocześnie. Rafael momentalnie zesztywniał. Przez krótką chwilę zobaczył to znowu — ogromne drzwi pod ziemią, cień wijący się wokół pulsującego serca i swojego ojca stojącego pośród ludzi kultu.

Czekającego.

Rafael gwałtownie wciągnął powietrze.

Valmar natychmiast złapał jego twarz w dłonie.

— Rafael.

Chłopak spojrzał na niego z trudem.

— On już tam jest.

— Kto?

— Mój ojciec. I myślę… że czeka na nas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz