środa, 1 kwietnia 2026

Książę w Ramionach Mroku 14 part 1 i 2

 Trochę mnie nie było, wybaczcie. Ciekawe czy jeszcze ktoś tu zagląda. Mam cichą nadzieję, że tak. Jeśli ktoś obchodzi to Wesołych Świąt Wielkanocnych, a jeśli nie, to miłego długiego weekendu. <3 

Rozdział 14 –  Part 1 - "Tarcze i rany"

Rafael siedział przy biurku, palcami obracając niedokończony list. Kartka papieru miała na sobie zaledwie kilka słów, zbyt osobistych, by je skończyć, zbyt wrażliwych, by je spalić. Valmar jeszcze spał, jego ciało rozluźniono spoczywało w łożu, jednym ramieniem obejmując poduszkę, którą Rafael zostawił po swojej stronie.

Poranek był cichy. Ale niespokojny.

Od tygodnia życie na zamku toczyło się w dziwnej zawiesinie. Lordowie opuścili radę, znikając do swoich posiadłości. Nikt nie powiedział tego wprost, ale wszyscy wiedzieli: zbierają się czarne chmury.

Rafael zniżył wzrok do listu. Był adresowany do jego matki. Do kogoś, kogo nie miał już szansy zobaczyć. Ale czasami musiał mówić słowami, które nie miały trafić do adresata, tylko wyjść z niego samego.

Valmar obudził się dopiero, gdy Rafael przebrał się i ruszył do drzwi.

– Nie chcesz nawet powiedzieć "dzień dobry"? – zapytał król zaspanym głosem.

Rafael odwrócił się powoli. – Dzień dobry. – I wyszedł.

………………………….

Lior czekał na niego przy zbrojowni. Gavriel już był na miejscu, stojąc oparty o kamienną ścianę z rękami skrzyżowanymi na piersi. Patrzyli na siebie z odrobiną napięcia, które narastało przez dni.

– Coś się stało? – zapytał Lior, kiedy tylko Rafael zbliżył się na odległość szeptu.

– Nie wiem. Może wszystko.

Gavriel spojrzał na niego uważnie. – Valmar zaczyna planować kolejne posunięcia. Chce zebrać lojalnych lordów i zmusić neutralnych do deklaracji. Rafaelu... ty jesteś teraz kartą przetargową.

Chłopak spojrzał na niego ostro. – Kartą? Myślałem, że już przestałem być towarem.

Lior uniosł brew. – Valmar cię nie sprzedaje. Ale wszyscy myślą, że może. Dlatego to bardziej niebezpieczne.

………………………………………

Kłótnia wybuchła tego samego wieczoru.

Zaczęło się od drobiazgu. Od spotkania Valmara z jednym z zachodnich wysłanników, na którym Rafael miał być obecny, ale go nie zaproszono. Potem przeszło na ton głosu. Na niedopowiedzenia. Na gniew, który zbierał się tygodniami.

– Traktujesz mnie jak pionka! – rzucił Rafael, gdy drzwi komnaty zamknęły się za ostatnim doradcą.

– A ty myślisz, że rozumiesz, co znaczy rządzić?! – Valmar podszedł bliżej, oczy płonęły. – To nie bajka, Rafael’u. Tu nie chodzi o równość. Tu chodzi o przetrwanie.

– Mówiłeś, że nie jestem twoją zabawką. A teraz robię za ozdobę polityczną. Dlaczego mnie pocałowałeś, Valmar? Dla efektu?

Valmar zamarł. Jego twarz stwardniała.

– Bo wtedy cię pragnąłem. Bo wierzę, że jesteś czymś więcej niż środkiem do celu. Ale jeśli nie potrafisz zrozumieć, jak cienka jest granica między uczuciem a strategią, to może nie jesteś gotowy, by stać obok mnie.

Cisza. Ciężka. Duszna.

Rafael wyszedł, trzaskając drzwiami.

 

Wieczorem spotkał Liora. Nie musieli rozmawiać. Lior tylko podał mu kielich i usiadł obok.

– Też się kłóciłem z Gavrielem. Pierwszy raz, gdy powiedział, że powinienem przestać się wszystkiego bać.

Rafael spojrzał na niego.

– I co zrobiłeś?

– Zgodziłem się z nim. Ale dopiero po tygodniu milczenia.

Rafael uśmiechnął się smutno. – Nie wiem, czy Valmar umie milczeć.

– To ty naucz się pierwszego kroku.

Następnego dnia Rafael wrócił do oranżerii. Bez słowa. Znalazł Valmara przy fontannie, tej samej, przy której pierwszy raz się pocałowali.

Podszedł powoli.

– Jeśli mam stać obok ciebie... naucz mnie, jak przetrwać.

Valmar uniosł wzrok. Długo patrzyli sobie w oczy, zanim król odpowiedział:

– Wtedy i ja nauczę się, jak nie ranić tych, na których mi zależy.

Ich palce znów się splotły.

Nie na znak zgody. Na znak woli, by znów walczyć razem.

Part 2 - "Zbroje i Skóry"

Lior nie należał do ludzi, którzy wchodzili w życie innych bez ostrzeżenia. Ale Gavriel... Gavriel był burzą. Od początku.

Ich drugie spotkanie odbyło się na dziedzińcu zamku, gdy Gavriel – jeszcze nowy w zamku – trenował z dwoma młodymi rekrutami. Jego ruchy były ostre, precyzyjne, zupełnie inne niż pozory, które stwarzał. Mógłby być tancerzem, gdyby nie był dowódcą.

Lior zatrzymał się w cieniu kolumny i obserwował.

– Podobno masz być moim przełożonym – powiedział sucho, gdy w końcu do niego podszedł. Nie był zbyt zadowolony, gdy Valmar przekazał mu tą informację.

– A ty moim cieniem – odpowiedział Gavriel z lekkim uśmiechem. – Chodź, pokaż mi, czy umiesz więcej niż milczeć.

Ich pierwszy sparing trwał krótko. Lior był szybki, ale Gavriel – bezwzględny. Zakończyło się tym, że obaj wylądowali na ziemi, z ranami i śmiechem, który nie miał prawa pojawić się wśród zbroi.

Od tamtej chwili stali się nierozłączni. Ale nie było to proste.

Każda rozmowa między nimi była jak walka. Jak testowanie granic.

– Wiesz, że cię lubię? – powiedział kiedyś Gavriel podczas wspólnego patrolu.

– Nie – odparł Lior. – I lepiej, żebyś nie mówił tego głośno.

– Dlaczego?

– Bo nie wiem, co bym z tym zrobił.

Pierwszy pocałunek nie był romantyczny.

Była noc. Strażnicy wymieniali się zmianą. Lior i Gavriel zostali chwilowo sami w zbrojowni. Cienie ognia z paleniska tańczyły na ich twarzach. Gavriel patrzył długo na Liora, aż w końcu powiedział:

– Każdego dnia próbujesz mnie zniechęcić.

– Bo to działało na wszystkich wcześniej – wyszeptał Lior.

Gavriel podszedł bliżej. – Na mnie nie działa.

I wtedy go pocałował.

Twardo. Krótko. Ale wystarczająco mocno, by zburzyć wszystko, co Lior trzymał w ryzach przez lata.

Nie odpowiedział od razu.

Dopiero trzy dni później, kiedy patrolowali zachodni mur, Lior zatrzymał się nagle, chwycił Gavriela za kołnierz i pocałował go jak człowiek, który długo się tego bał.

– Teraz jesteśmy kwita – mruknął.

Gavriel tylko się uśmiechnął.

Miłość wśród kamieni zamku nie była prosta.

Była oparta na wspólnych misjach, ukradkowych spojrzeniach, dotyku dłoni pod stołem narad i niepewności, czy kolejny dzień przyniesie zdradę czy śmierć.

Ale była.

Lior bał się czułości. Gavriel – bał się tego, że ją straci.

Kiedy Valmar wysłał Gavriela na tygodniową ekspedycję do górskiej placówki, Lior nie spał przez kilka nocy. Kiedy Gavriel wrócił – poraniony, z krwią na hełmie i zmęczeniem w oczach – Lior przywitał go na murze.

– Wyglądasz jak śmierć.

– A ty jak ktoś, kto nie jadł od dni.

– Może nie jadłem. Może nie spałem. Ale teraz... jesteś tu.

I wtedy, bez słów, przytulili się. Tam, na murze. Bez świadków. Tylko oni.

Zamek miał wielu żołnierzy. Ale tylko jednego, który znał Lior’a tak, jak Gavriel. I tylko jednego, którego Lior nie próbował już odepchnąć.

Ciekawe czy ktoś przeczyta ?