poniedziałek, 24 grudnia 2012

Mist 3


Teraz zaczyna się robić nieprzyjemnie dla naszego małego bohatera.... 
Zapraszam do czytania i komentowania ;3



Rozdział 3

Gdy mężczyzna podwijał jego koszulkę zdał sobie sprawę jak naprawdę jest słaby, gdyby szef puścił go wcześniej, nigdy by coś takiego nie wydarzyło. Zdążyłby na autobus i teraz zapewne biegł by do pracy i zacząłby kolejny nudny dzień. A tak, niestety los naprawdę uwziął się na nim. Właśnie jakiś nieznajomy oprych dobiera się do niego, a on jedynie może drżeć ze strachu co nastąpi za chwilę.
Czy mężczyzna go zabiję od razu? Czy go zgwałci? Jakie są jego zamiary i dlaczego on? Dlaczego to musiał być właśnie on?!
Ta niepewność była z tego wszystkiego najgorsza.
Jun drżał za każdym razem gdy dłonie musnęły jego brzuch, tors. Starał się nie poruszyć mając nadzieję, że nieznajomy zaprzestanie czynności. Jednak jego nadzieje zniknęła tak nagle, jak to robi mgła gdy przebijają się przez nią promienie słońca.

Gdy jego oprawca pochylił się dotykając ustami jego szyi, wciągnął głośno powietrze, a jego ciało ponownie zadrżało ze strachu, mógł jedynie wyszeptać ciche "nie" które jakimś cudem wydostało się z jego sinych ze strachu ust... jednak wiedział jedno. Nie było już dla niego ratunku.
Prawa ręka mężczyzny zsunęła się z jego nadgarstka, zostawiając chłodny ślad dotyku na jego ramieniu i szyi, zatrzymując swój bieg na sercu młodzieńca. Czuł, jak szybko bije. Cóż za piękna pieśń! Dreszcz podniecenia przebiegł po jego całym ciele, a czarne oczy zalśniły, przywodząc na myśl dwa kamienie wyłowione z dna górskiego potoku.
Bez słowa w ten wyjątkowy, niemal czuły sposób uniósł głowę, by scałować słone łzy chłopaka, jakby chciał go uspokoić. Jakby mówił "Najgorsze dopiero przed tobą". Wilgotne teraz usta mężczyzny uchyliły się delikatnie, jakby gotowe do wyznania, jednak milczał, nie wiedząc, czy naprawdę chce przerywać tę chwilę czymś tak błahym jak słowa.

Odsunął się od chłopca tak samo powoli i ostrożnie, jak się zbliżył. Miał ochotę na coś innego, niż gwałt. Gwałty były zwieńczeniem zabawy. A ta dopiero się rozkręcała, w końcu tyle jeszcze mógł zrobić!
Wyszedł z pokoju, zostawiając za sobą zamknięte drzwi. Na poddaszu było jeszcze jedno pomieszczenie. Niewielka komórka bez okien, zamykana na klucz. Grubych dębowych drzwi nie dało się otworzyć inaczej, niż kluczem. Nawet siekiera nie skutkowała.

Włączył światło: wisząca na kablu żarówka bez osłony zakołysała się, rzucając cienie na ustawione przy każdej ze ścian półki. Nie było tutaj jednej wolnej płaszczyzny. Wszystkie miejsca zajmowały leki, które potrafił kupić (legalnie albo i nie) lub ukraść, narkotyki, których zdobycie było dosyć łatwe, jeśli miało się odpowiednie pieniądze i wszelkiej maści narzędzia medyczne. Gwayne zdjął swoją jedwabną, czarną rękawiczkę z lewej ręki, obrzucając niechętnym spojrzeniem swoją pomarszczoną dłoń. Była trochę mniejsza od prawej, ale tylko dlatego, że miała mniej skóry, a kości i nerwy były trochę uszkodzone. Rozmiar dłoni jednak nie różnił się od siebie. Lewa po prostu była mniej estetyczna, utworzona z blizn po niewyobrażalnie poważnym poparzeniu. 
Gwayne wziął do blaszanej miseczki kilka przedmiotów z komórki, zakładając na ręce lateksowe rękawiczki. Był lekarzem. Dobrze wiedział co i w jaki sposób robić, by nie zabić, by utrzymać przy życiu.

Tym razem zamknął za sobą drzwi, miseczkę stawiając na stoliku nocnym, którego mały i tak nie mógł dosięgnąć.
- Pływałeś kiedyś? - zapytał go - Wiesz, jakie to uczucie, kiedy jeden mięsień nagle się kurczy? - mówił, a jego spokój nadał tylko grozy całej tej sytuacji. Podniósł strzykawkę, napełniając ją bladożółtą cieczą.
- A wiesz, co się stanie, kiedy skurczą się wszystkie twoje mięśnie w tej samej chwili? Umiesz sobie wyobrazić ten ból..? - pytał, budując nastój grozy. Właśnie ten efekt zamierzał wywołać, kiedy wbijał chłopcu igłę w szyję. Z sadystycznym uśmiechem i perwersyjną przyjemnością patrzył, jak chłopiec wije się i szarpie z bólu, który nastąpił podczas działania leku. A on tylko powoli podkręcał  mały gazowy palnik, ogrzewając niewielki, żelazny instrument.

Rozpacz i przerażenie jakie zawładnęło ciałem chłopca było nie do opisania. Jun dokładnie czuł każde miejsce które zostało dotknięte przez mężczyznę. Chciał jakoś zaprotestować, zrobić cokolwiek. jednak strach dogłębnie go sparaliżował. Czuł się jakby przebiegł wiele kilometrów a jego serce dalej nie chciało się uspokoić. Czuł ten ucisk w klatce piersiowej, powoli wkradała się do jego umysłu panika. Która już miała zawładnąć ciałem chłopca gdy nagle mężczyzna odsunął się. Chłopak odetchnął cicho, starając się uspokoić rozkołatane serce i nerwy.

Musiał wziąć się w garść, musi być stąd jakieś wyjście, jakaś szansa na ucieczkę prawda? To był tylko cichy głosik nadziei, który wciąż jeszcze tlił się w rozgorączkowanym sercu chłopca. Gdy nieznajomy zniknął mu z oczu, Jun mógł tylko spekulować i domyślać się co znajduje się za tymi mosiężnymi, drewnianymi drzwiami. Jego wyobraźnia szalała podsuwając mu najciemniejsze scenariusze, tym bardziej, że nie wiedział z kim ma do czynienia, sprawiło, że serce chłopca wznowiło swój bieg. Dlaczego mężczyzna wyszedł? Czego on tam szuka?

Każde stuknięcie, odgłos towarzyszący zakładaniu rękawiczek... wszystko, słuch chłopca w tym momencie był wyczulony na najmniejszy szmer. Jun w pewnym momencie zastanawiał się czy oprawca nie chce sprawić by on po prostu oszalał z bezsilności i wiedzy co się z nim stanie. A to zdawało mu się jak najbardziej prawdopodobne.
Jego rozmyślania znowu przerwało przybycie nieznajomego.  Miska z i narzędzia w jego ręku sprawiły, że zbladł. nagle dostrzegł coś jeszcze. Strzykawka!! Przypomniał sobie.

Zatrzymał się samochód, a potem wszystko potoczyło się szybko, o wiele za szybko, lecz teraz obrazy w głowie chłopca przewijały się w zwolnionym tempie. Został czymś odurzony i przywieziony tutaj. Ale dlaczego? Czy to on zawinił?
Jun zdał sobie sprawę, że za dużo myśli, a najwięcej o tym co nie trzeba. Nie ważne po co, ważne jak może się stąd wydostać.

Po chwili wrócił do rzeczywistości, widział jak strzykawka powoli zbliża się do jego szyi. To co mówił mężczyzna... nie chciał tego słuchać! Nie chciał wiedzieć! Ale było na to za późno. Jego ciało ogarnął straszliwy ból, nie mógł złapać tchu. Szarpał się jakby to mogło mu w jakimś stopniu pomóc. Modlił się chociaż o odrobinę przerwy, aby spowiła go ciemność, aby mógł chwilę odetchnąć. Jednak nadzieja tak szybko jak się pokazała tak szybko zgasła. Ukojenie nie nadchodziło, za to ból się zwiększał. Czuł, że gardło ma już zdarte od krzyków.

Nadgarstki i kostki pozdzierane miał do krwi. Czy to jest właśnie piekło? Za co? Dlaczego  on?
Nigdy nikomu nie zawinił, nie wychylał się, nie zrobił nic by zasłużyć na taki los. Jak to mówił jeden z kelnerów w kawiarni, " chłopak po prostu przyciągał kłopoty". Ale czy on to chciał? Oczywiście, że nie. Dlaczego nie mógł żyć spokojnie jak dotychczas?!
- N,,niee - wychrypiał walcząc o każdy oddech. Pierś paliła żywym ogniem. Policzki były mokre od łez, a chłopak był zdolny jedynie by szamotać się, nawet jego głos milkł... Zdarte gardło dało o sobie znać, po chwili nawet zmęczone ciało opadło na pościel nie będąc w stanie wykonać żadnego ruchu.

piątek, 21 grudnia 2012

Mist 2


Kolejny rozdział nowego opka, powoli zacznę przechodzić do drastycznych scen. Ten rozdział jest jeszcze że tak powiem "delikatny" ale nastpęony już taki nie będzie... więc jeśli jesteście wrażliwi.. radzę dobrze się nastawić na kolejną notkę... psychicznie.
A teraz zapraszam do czytania... i komentowania...
 



Rozdział 2 


Gwayne obudził się dosyć późno. Zawsze tak było, pracował wieczorami, czasem zarywał noc, żeby coś skończyć, a przespać potrafił cały dzień. Nocna, jesienna mgła nie pozwalała mu zasnąć.
Wziął długi, gorący prysznic, dokładnie myjąc włosy. Bardzo o siebie dbał. Musiał, bo w biznesie niezwykle liczył się wygląd. Kto jak kto, ale ten mężczyzna znał się doskonale na ludzkiej próżności.

Rozczesując długie, sięgające ramion, hebanowe kosmyki, oczy kierował wprost na swoje odbicie. Patrzył na siebie krytycznym spojrzeniem, każdego dnia na nowo oceniał swój wygląd. 
Był przystojnym mężczyzną. Dla jednych sprawiał wrażenie tajemniczego, innym naprawdę się podobał. Uroda tego człowieka była co najmniej oryginalna. Włosy i oczy miał nieskazitelnie czarne. Skórę białą - naprawdę białą, niczym śnieg czy też kości, daleką od tej różowo-beżowej barwy, którą zazwyczaj ludzie nazywają bladą cerą. Założył jedne z czarnych, garniturowych spodni i takiego samego koloru koszulę z najczystszego jedwabiu, ubierał tylko takie rzeczy, podkoszulków w szafie miał tylko kilka, swetrów czy bluz nie miał wcale. Całość jego wyglądu sprawiała wrażenie, jakby mężczyzna wyszedł właśnie z czarno-białej fotografii. Był całkowicie nierealny. Nieosiągalny dla zwykłego śmiertelnika.

Zjadł lekkie śniadanie: kilka grzanek po hawajsku, które przygotowała mu Laura. I kawę, oczywiście. Czarną, gorzką kawę w porcelanowym, białym kubku, z niewielkim serduszkiem na przedzie barwy krwistej czerwieni. Linia była nierówna, wyraźnie rysowało je dziecko. To był prezent od Ariela, jego młodszego brata, którego teraz nie było w posiadłości. Wyjechał na rehabilitacje, które zalecił mu lekarz, być może wróci dopiero na Boże Narodzenie.
Po śniadaniu oglądał wiadomości. Nic ciekawego. Kurs franka spadał, jakiś aktor miał wypadek, krajowa reprezentacja w koszykówce przegrała ważny mecz, a mgła będzie utrzymywała się nad miastem jeszcze jakiś czas.

Miał iść do swojej ofiary, ale jeszcze się rozmyślił. Włączył sobie laptopa, załatwiając sprawy związane z firmą. Do sypialni na poddaszu poszedł przed obiadem, kilka godzin po południu.
- Wyspałeś się, Mój Piękny? - zapytał. Jego cichy, ochrypły głos był wyraźnie słyszalny w ciszy, jaka nagle zaległa. 
- Nie wierć się tak, bo zostaną ci brzydkie ślady na rękach - pouczył go, powoli podchodząc do łóżka. Lęk, niepewność i zagubienie chłopaka tylko go pobudzały. To było perwersyjne podniecenie. Nie erotycznie. Zmysły Gwayne'a szalały z obłędu, kiedy na niego patrzył. Kochał ten moment, kiedy ofiara nic jeszcze nie wie. Zanim się z nim oswoi, zanim zacznie błagać albo się buntować. Niemy lęk był najpiękniejszy. I te szkliste, jasne oczy. Gdyby był do tego zdolny, mógłby się w nich zakochać.
Powoli zimne, duże dłonie podwijały koszulkę chłopaka. Mężczyzna celowo każdy ruch wykonywał powoli, celowo dotykał jego skóry przy każdym ruchu. Niemal czuł bicie jego małego, pięknego serca. I z każdą chwilą bardziej pragnął je wyrwać, ale dobrze wiedział, że przedwczesna śmierć ofiary popsułaby zabawę.
Pochylił się nad chłopcem, boleśnie zaciskając dłonie na drobnych nadgarstkach i zalewając chłopca zapachem swojego żelu pod prysznic i wody toaletowej. Czarne włosy osunęły się, kiedy wąskie, jasne, miękkie usta Gwayne'a, dotknęły drżącej, delikatnej szyi chłopca.

Oto on, ułożony, elegancki i zawsze poważny Gwayne Crawford. Seryjny morderca, atakujący już od jedenastu lat. I nigdy nikt nawet nie otarł się o właściwy, prowadzący do niego trop. Bo i któż by o tym pomyślał? 

 ~~~~~~

Czy życie naprawdę aż tak wzięło sobie za cel jego nieszczęście? Czy to zawsze on musi stać się tym kogo prześladuje los?
Takie myśli kłębiły się w głowie chłopca, który starał się nie panikować a racjonalnie myśleć. Ale czy było to takie proste?
Oczywiście, że nie!! Został porwany, nie miał pojęcia gdzie jest i ile godzin spał. Czy był dzień czy noc? Tego także nie dane mu było się dowiedzieć. Okna były zasłonięte zasłonami, które wręcz jakby mogły nigdy nie wpuściłyby ciepłych słonecznych promieni.
Jednak nie czas było na rozglądanie się i rozmyślanie, chociaż może to drugie powinien wziąć pod uwagę.
Jak miał się stąd wydostać? Szarpał się, starając się pozbyć więzów, które go krępowały.  Jednak na nic się to nie zdało.
Więzy były zawiązane tak, że można je było jedynie przeciąć, a delikatna postura chłopca nie pozwalała na wiele.
Ale czy to znaczyło, że powinien się poddać? Nie!! Nigdy!

.....

Nadgarstki miał pozdzierane od szamotania się, powoli tracił nadzieję, na cokolwiek. Czyżby w końcu nadszedł czas? Umrze?
Mógłby tak bić się z myślami jeszcze przez długi czas, jednak fakt, że był bezsilny sprawił, że zaprzestał prób uwolnienia się.
Leżał bezwładnie na pościeli, a z jego pięknych jasnych oczu płynęły łzy. Jednak nie wiedział sam czy lały się one strumieniami z powodu bezsilności czy strachu. Miał totalny mętlik w głowie. Jednak najgorsze właśnie miało nadejść.

Dało się słyszeć odgłos kroków. Ktoś wchodził po schodach i był coraz bliżej. Instynktownie chłopak ponownie zaczął się szarpać.
Teraz górę wziął nad nim strach. Gdy w końcu drzwi się otworzyły, mógł dojrzeć swojego oprawcę.
Serce wręcz mu zamarło gdy nieznajomy zaczął się do niego zbliżać, nawet nie wiedział, że przestał oddychać dopóki, mężczyzna nie podszedł bliżej łóżka. Serce zaczęło pracować ze zdwojoną siłą. Biło jakby miało mu wyskoczyć z piersi.
Jun miał szeroko otwarte oczy, które wręcz śledziły nawet najmniejszy ruch nieznajomego. Nie mógł wydusić z siebie słowa, żadnego protestu.

czwartek, 20 grudnia 2012

Zagubiony w czasie 16

Rozdział 16


Ryu swój niepokój przeniósł na dokładne zwiedzanie domu. Zaglądał dosłownie wszędzie i wciskał wszystko co się da. Isamu i Toru podeszli do zwiedzania ze spokojem z ciekawością oglądając wszelakie urządzenia powoli i zastanawiając się do czego mogą one służyć. Nagle z głębi domu dało się słyszeć wystraszony pisk Ryu. Wciskanie wszystkich guzików nie wyszło mu na dobre. Tym razem dobrał się do telefonu komórkowego. Ale czemu tak się wystraszył? To oczywiste po drugiej stronie usłyszał czyjś głos. Isa i Toru wpadli do pokoju gdzie znajdował się ich przyjaciel i spojrzeli na niego, potem na urządzenie z którego ktoś coś do nich mówił. Toru nie miał pojęcia jak jakiś człowiek zmieścił się w tak małej rzeczy. Wziął ją niepewnie od wystraszonego młodego, który zaraz schował się za plecami Isamu.

- Hallo? Hallo!!? Jest tam ktoś? Co to za głupie żarty! – krzyczał ktoś z drugiej strony.
- Pan wybaczy ale kim pan jest i czemu mówi  pan do nas z tego dziwnego … czegoś? – powiedział książę szczerze ciekawy. Jednak głoś po drugiej stronie nie wyglądał na zadowolony a raczej na coraz bardziej zirytowany i zły.
- Wstrętne dzieciaki! Żartów wam się zachciało! – po czym się rozłączył. Wszyscy trzej spojrzeli na dziwne urządzenie po czym  ostrożnie je odłożyli.
- Lepiej już nic nie dotykaj – powiedział nie znoszącym sprzeciwem głosem do chowającego się chłopaka, który pokiwał głową energicznie, a jego mina mówiła „ już nic więcej nie dotknę, słowo”.

Po małej przygodzie z telefonem minęło zaledwie 5 minut a już dało się słyszeć kolejny krzyk Ryu, tym razem nie wystraszony a szczęśliwy. Znalazł dziwną skrzynkę na jedzenie. Wszyscy trzej bardzo zgłodnieli, ale niezbyt chętnie chcieli kosztować czegoś co było w tej dziwnej skrzynce. Jednak po krótkiej naradzie doszli do wniosku, że skoro Shinji pożywia się czymś takim, to oni też mogą. W końcu ich księżniczka na pewno nie miała żadnych trujących rzeczy… chyba. 

Jednak to nie był koniec przygód na dziś. Ryu zaszył się w pokoju chłopca. Pozostali mężczyźnie byli zbyt zmęczeni by go pilnować więc rozsiedli się na kanapie w salonie. Ryu oglądał kolejną w jego mniemaniu dziwną rzecz. Tym razem była to kwadratowa skrzyneczka, z dziwnym okrągłym lusterkiem z przodu. A czerwony guziczek aż kusił by go wcisnąć. Po chwili zabłysło na moment światło. Na nieszczęście chłopaka, Ryu skierował obiektyw w swoją stronę, więc flesz błysnął mu prosto w oczy. Z piskiem upuścił urządzenie patrząc z przestrachem na to „coś”.

- Co znowu.. – jęknął cicho Isamu masując skroń. Wszedł do pokoju gdzie Ryu chował się pod łóżkiem.
- Kociątko co się stało tym razem? – spytał spokojnie Isa. „Normalnie jak z dzieckiem” – pomyślał rozbawiony mężczyzna. Ryu wskazał tylko palcem na czarne pudełeczko, które mężczyzna szybko podniósł ale za chwile także wystraszony je wypuścił. Na małym ekraniku widniała podobizna Ryu.
- Co do… ?!- Isa spojrzał na Ryu niepewnie. Po chwili w drzwiach pojawił się Toru. Postanowili zebrać się razem salonie gdzie na stoliku leżało narzędzie zbrodni, które miało w sobie Ryu.
- Może to jakiś rodzaj portretu ?– powiedział zamyślony książę. W końcu oni mieli malarzy, ci ludzie mogą mieć to..”coś”.
- Nie ważne, po prostu następnym razem trzeba uważać i nic nie dotykać – powiedział zmęczonym głosem Toru.
- A poza tym Ryu. Co ja ci mówiłem? Miałeś nic nie dotykać! – powiedział już nieco rozdrażniony Toru. Książę jednak nie był zły na chłopaka. Bardziej denerwował się tym, że Shinji jeszcze nie wrócił a już się ściemniło. Po daniu niezłego kazania Ryu, każdy rozszedł się do swojej sypialni. Na szczęście znaleźli w ich mniemaniu jedną pożyteczną rzecz… źródło światła, choć wydawało im się to dziwne, nie chcieli siedzieć po ciemku. Ryu w końcu się na coś przydał. 

Isamu stał w oknie spoglądając na ogród spowity w ciemności. Był tak zamyślony, że nawet nie usłyszał jak ktoś wchodzi do pokoju. Drgnął dopiero czując dotyk na ramieniu. Zaskoczony obrócił się stając twarzą w twarz z Ryu, który przyglądał mu się z delikatnymi rumieńcami.
- Co cię do mnie sprowadza kociątko? – spytał Isa z delikatnym uśmiechem. Domyślał się, po co przyszedł ale chciał to usłyszeć od niego.
- J,,ja.. mogę z tobą spać? Proszę – spytał niepewnie i odwrócił wzrok. Nie miał zamiaru się przyznać, że to przez to, że się boi a przy nim czuje się bezpiecznie. Rozbawiony mężczyzna objął go ramieniem i poprowadził w stronę łóżka.
- A jak ładnie mnie prosisz? – spytał z błyskiem w oku Isamu. Miał ochotę poczuć te słodkie usta ponownie.
- Należy mi się coś w zamian prawda? – spytał z niewinną miną starszy mężczyzna. Ryu na moment się nadąsał. Bo jak Isa może coś jeszcze od niego chcieć?... Nagrodą samą w sobie była jego osoba. Prychnął cicho po czym pocałowało go w policzek.

- P,,Proszę.. mogę?- ponowił pytanie patrząc na niego hardo. Chciał się już położyć a raczej przytulić do ciepłego torsu przyjaciela, a śpiąc z nim miał do tego niezły pretekst.  Isamu nie odpowiedział. Objął go stanowczo w pasie i przywarł łakomie do jego ust. Na ten atak Ryu nie był przygotowany. Zaskoczony sapnął głośno wprost w jego usta. Westchnienie zamieniło się w cichy jęk , gdy język przyjaciela zaatakował jego, zachęcając go do zabawy. Ryu poddał się już po kilku sekundach choć nieporadnie to z całego serca odwzajemniając pieszczotę. Nawet nie zauważył kiedy został położony na łóżku, ani kiedy zniknęła jego koszulka, a usta Isamu zaatakowały jego sutek. Wygiął się delikatnie i westchnął z przyjemności. Nie miał sił się przed tym bronić, a może nawet nie chciał?… Jednak to nie zmieniało faktu, że on nigdy z mężczyzną,…. Nigdy nikt go tak nie dotykał. Bał się trochę, ale nie mężczyzny… jemu był w stanie powierzyć bez zastanowienia swoje życie. Bał się bardziej tego, że nie wiedział nic o stosunku z mężczyzną. Ta niewiedza była najgorszym strachem. Jego rozmyślania zostały przerwane gdy ciepłe usta znalazły się blisko jego krocza. Jęknął głośno wypinając biodra do góry wręcz błagając o uwagę w tamtych rejonach. Jednak Isamu nie zamierzał przestać drażnić chłopaka. Chciał go rozpalić tak by ten sam go błagał o dotyk. Zaczął delikatnie podgryzać wewnętrzną stronę ud chłopaka, jego dłonie w tym czasie zajmowały się masowaniem podbrzusza. 

- Isa … - jęknął chłopak wijąc się w pościeli. Nie mógł znieść tej słodkiej tortury. Z jednej strony chciał by nigdy się nie skończyła, ale z drugiej nie mógł doczekać się spełnienia… nie chciał czekać, chciał go już teraz! Ryu zwinnie przetoczył się na mężczyznę i uśmiechnął się jak kot, który właśnie dobrał się do śmietanki. Jednak jego zwycięstwo nie trwało długo. Zwinny palec powoli zaczął się w nim zagłębiać. Ryu sapnął głośno opadając na kochanka.

- Kochanie to ja tutaj jestem na górze – Isamu szepnął mu na uszko delikatnie je podgryzając co wywołało cichy jęk ze strony młodszego. Isamu nigdzie  się nie spieszył. Dokładnie i wręcz z delikatnością obchodził się z ciałem ukochanego. To Ryu był w tym momencie najważniejszy. Chciał by ich pierwsze zbliżenie było także dla Ryu niezapomnianym przeżyciem. Ryu sapał, drżał i pojękiwał głośno. Słodka tortura wręcz odebrała mu zdolność myślenia, a 3 palce które dokładnie go rozciągały dosięgały jakiegoś punku w nim, które sprawiało, że tylko siłą woli powstrzymywał się od dojścia. Ale właśnie o to Isi’e chodziło. Chciał by chłopak doszedł. Dla niego… Palce to było zdecydowanie za wiele, ale usta który właśnie zamknęły się na jego członku przelały czarę. Chłopak wygiął się w ponętny łuk dochodząc obficie. Jego ciało jeszcze długo drżało po przeżytym orgazmie. Zasnute mgiełką oczy Ryu spotkały się z czułym spojrzeniem Isamu.

- Śpij kociątko – szepnął mężczyzna okrywając go kołdrą i całując w spocone czoło.
- A,,.ale ty – zająknął się młodszy, ale zaraz został uciszony delikatnym pocałunkiem.
- Ciii… śpij kochanie. Nie jesteś jeszcze gotów – Ryu chciał się jeszcze o to spierać ale widząc tyle miłości w jego spojrzeniu nie mógł wydusić z siebie słowa. Skapitulowany i zmęczony zasnął po kilku minutach. Natomiast Isamu zaszył się w łazience by po niedługiej chwili z imieniem kochanka na ustach osiągnąć spełnienie. Wrócił do kociątka do łóżka i przytulił go.
- Kocham cię, tak bardzo cię kocham – jednak Ryu nie mógł tego usłyszeć. Spał smacznie wtulony w ukochane ciało.


Tymczasem Toru opatulony szlafrokiem stał na balkonie spoglądając w dal. Chciał już go zobaczyć. Wiedzieć, że z nim wszystko dobrze, że jest bezpieczny… Po prostu chciał go już mieć blisko, móc go przytulić i nie pozwolić by ponownie go opuścił. Niebo było zasnute ciemnymi chmurami. To nie był dobry znak. Toru podświadomie czuł, że z księżniczką jest coś nie tak. Muszą go znaleźć i to jak najszybciej. A więc postanowione. Jutro w końcu opuszczą dom i choćby mieli przeszukać cały ten dziwny świat… zrobią to. Po to by go odnaleźć.

- Shinji…dlaczego? – szepnął książę w przestrzeń. Toru długo nad tym rozmyślał. Jaki był powód. Dlaczego Shinji ich opuścił… Dlaczego opuścił jego? Zacisnął dłonie na poręczy w geście bezradności. W końcu koło 2 w nocy postanowił się położyć. Była mu potrzebna odrobina snu. Musiał odpocząć przed poszukiwaniami.
- Znajdę cię… i już nigdy nie opuszczę – szepnął zanim zapadł w sen.

środa, 19 grudnia 2012

Mist 1


Nowe opowiadanie pierwszy rozdział.... eh,,,, co za okropny dzień.,,, 
Miłego czytania... 
 



Rozdział 1


     Mgła otuliła miasto jeszcze przed wieczorem. Kiedy dwie godziny później czarnowłosy wyszedł z firmy, odczuwał przede wszystkim głód i zmęczenie. Ale było coś jeszcze. Pożądanie. Odkrył to już dawno, wchodził wtedy w nastoletni wiek. I od tamtej pory od czasu do czasu pozwalał temu pragnieniu wychodzić na światło dzienne. Zwykle to dziwne uczucie nasilało się własnie wtedy, kiedy gruba kołdra z mgły otulała miasto. Nigdy nie było to erotycznie pożądanie. To było łaknienie. Mrok uzależnił go od siebie, od czasu do czasu Gwayne oddawał się swoim rytuałom. Jesień była okresem, w którym był szczególnie podatny na ich działanie.  Czarny Mercedes klasy S powoli przesuwał się przez mgłę. Chociaż wiedział, że mógł jechać szybciej, bo znał tę drogę na pamięć, chciał mieć pobocza w zasięgu wzroku. Polował. Czarne oczy mężczyzny natrafiły w końcu na samotnego wędrowca. Był drobny, szczupły. Gwayne nie miał wątpliwości, że to bardzo młoda osoba. Ale nie miał skrupułów. Otworzył schowek w nadziei, że jeszcze jedna strzykawka ze środkiem usypiającym się w nim znajdzie. I miał szczęście, bo się nie przeliczył. Był lekarzem, wiedział, co robi.  - Mógłbyś mi pomóc? - zapytał, uchylając szybę. Wracał z ważnego spotkania, miał na sobie swój najlepszy, szyty na miarę garnitur i ułożone, surowo zaczesane do tyłu włosy. Łagodne spojrzenie fałszywie zachęcało do rozmowy. Jeśli chciał, umiał być miły, mimo swojej wycofanej natury. Kiedy chłopak podszedł, szybko się wychylił i przytrzymał go, i wbił mu igłę w szyję. Patrzył, jak młode ciało opada na trawę przysypaną barwnymi liśćmi. Wrzucił go na tyle siedzenie samochodu i przykrył swoją marynarką. Zabrał też wszystkie rzeczy swojej ofiary, nie było świadków, gęsta mgła dawała mu wolną rękę. Mgła była po jego stronie. Zawsze.

  [...]

  Ogromny dom wybudowany w wiktoriańskim stylu górował nad miastem. Posiadłość Crawfordów stała na wzniesieniu poza granicami miasta. Mgła była poniżej rezydencji, która przypominała samotny statek dryfujący po bezkresnym oceanie bieli. Pokojówka, Laura i jej brat Gilbert, byli przyzwyczajeni do podwójnego życia swojego gospodarza. Uratował im życie, kiedy mieli kłopoty, zaoferował schronienie i bezpieczeństwo. Milczeli wiedząc, że może im wszystko tak samo szybko odebrać.  Mężczyzna zaniósł chłopca do jednej z sypialni. Na poddaszu. Okna były zakratowane, a ściany i podłogi tak spreparowane, by nie przepuszczały dźwięków. Ułożył drobne, delikatne ciało na ogromnym łożu i otulił go szkarłatną, aksamitną pościelą. Duża dłoń mężczyzny przesunęła się wprawnie pod koszulką chłopca, dotykając jego ciepłej skóry, zostawiając na niej zimny ślad swojej dłoni. Przerwał nagle i odsunął się gwałtownie, jakby przypomniał sobie, co ma jeszcze zrobić. Do rzeźbionych, dębowych filarów na czterech rogach łóżka przywiązał młodzieńca. Jego nogi do dolnych, po jednej do każdego, jego ręce - do górnych, w taki sam sposób. Kiedy był pewien, że mały się nie uwolni, wyszedł, zamykając za sobą drzwi na klucz.  Zszedł na dół. Był głodny i zmęczony, a miał pewność, że ofiarę czeka jeszcze długi sen. Mógł odpocząć, zanim zacznie się z nim naprawdę bawić.

 Młody chłopak po raz kolejny z wymuszonym uśmiechem odebrał zamówienie od natrętnych klientów. Był już bardzo zmęczony, a fakt, że miasto było otulone mgłą wprawiało go w wisielczy nastrój. Zawsze tak było, nienawidził jesieni, było wiele powodów, jedne mniejsze drugie większe, ale czy to ważne? Owszem jeden powód był dla niego bardzo ważny, jesień była okresem gdy stracił swoich rodziców. Okres gdy dotychczas szczęśliwy chłopiec, który był otoczony miłością, ciepłem rodzinnego spokoju, stracił to dosłownie w kilka sekund, które w tamtym dniu były wręcz dla niego wiecznością.
 Październik, jego największa zmora. Deszczowe dni, pełne tych przeklętych kolorów, ludzi na ulicy którzy cieszyli się życiem. To wszystko sprawiało, że jego samotne, żałosne życie stawało się jeszcze gorsze. A jeśli doliczyć do tego dzień 14 października, kolejna już rocznica wypadku i tragicznej śmierci, świat chłopca walił się wtedy doszczętnie. Zawsze tego jednego dnia w roku żałował, że żyje. Dlaczego dane było mu przeżyć? Dlaczego nie mógł dołączyć do rodziców? Dlaczego nie mógł ponownie poczuć tego ciepła i miłości?
Tak jesień zdecydowanie należała do rzeczy których nienawidził.

.....

Kolejny męczący dzień w pracy i kolejne narzekania szefa. Jednak był do tego przyzwyczajony, co dzień ta sama śpiewka.
Z ulgą powitał świeże powietrze, gdy dane mu było wyjść z zatłoczonej i dusznej kawiarni. Jednak gdy tylko dostrzegł gęstą mgłę która wręcz brała w objęcia każdego przechodnia, który odważył się wyjść o tej godzinie. Czuł wręcz jak owija się wręcz dookoła niego wbijając w jego ciało mroźne igiełki. Wszystko dzisiejszego dnia sprawiało, że miał ochotę po prostu skulić się w kącie i zostać już tak na zawsze.
Jun przerzucił torbę na drugie ramię i westchnął cicho. Czekała go długa droga do domu. Do pustego domu. Ostatni autobus odjechał ponad godzinę temu. Dlaczego los musiał być dla niego aż tak okrutny? Ale to już dawno przestało być ważne. Egzystował tylko dlatego, że wykonywał wszystko rutynowo, wręcz z zimną obojętnością. Bał się zbliżyć do kogokolwiek, odezwać się... Bał się, że gdy znajdzie kogoś na kim będzie mu zależało, odejdzie, i znowu będzie zostawiony sam sobie.
Myślał sobie - kolejny nudny, monotonny dzień tygodnia- jednak zmieniło się to gdy obok niego zatrzymał się samochód.

Jun nieco niepewnie podszedł do samochodu, już chciał się spytać, "co się stało" gdy nieznajomy przyciągnął go bliżej. Był zbyt zaskoczony tym co się działo by nawet zauważyć strzykawkę. Potem już nie było nic, spowiła go ciemność.
"Czy ja umarłem?"- takie myśli krążyły po jego głowie.

(...)

Chłopak powoli zaczął się budzić. "Jak wygodnie i ciepło"- myślał. Ale moment! Jego łóżko na pewno nie było tak miękkie, a ta pościel! Chciał się przeciągnąć ale, jego ruchy były ograniczone. Spanikowany otworzył raptownie oczy i rozejrzał się.
- G..gdzie ja jestem? - szepnął wystraszony. Jego umysł zasnuty jeszcze mgiełką snu budził się powoli pozwalając chłopcu spekulować nad tym, co się właściwie stało, jednak nic nie pamiętał. Jedynie ciemność jaka go ogarnęła.