czwartek, 21 września 2017

The allies 24




Troszkę więcej czasu mi to zajęło, ale już jestem. Już do was wróciłam :)
Laptop kupiony, a więc i nowy post :D
Miałam szczęście i znajomy z mojego starego twardego dysku odzyskał jedno z opowiadań, którym jest "The allies", dlatego z czystym sumieniem mogę je dokończyć:D
Z czego bardzo się cieszę. Dlatego specjalnie dla was kolejna część przygód Kociaka i Draco <3
Nie oceniajcie mnie zbyt surowo, przez tak długą przerwę, troszkę wyszłam z wprawy, ale mam nadzieję, że nie zrobiłam zbyt wiele błędów :D
A teraz zapraszam do czytania :D
Randka naszej słodkiej parki ah... co się może wydarzyć podczas niewinnej kolacji przy świecach? :3
Miłego czytania ;3
Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba. Co do innych opowiadań. Spokojnie, pojawią się :D
Liczę na wasze opinie i komentarzyki <3 
Buziaczki :***
Wasza Maru ;3




- Można by poprosić dziewczyny, na pewno z chęcią poszukają horkruksy i wystarczy, że zniszczysz je tym sztyletem. – powiedział Draco i oparł się o ścianę i założył dłonie na piersi, przez chwilę mu się przyglądając. Draco pokręcił głową uśmiechając się delikatnie.

- Kolację muszę przesunąć na godzinę 22 kochanie, bo nie wyrobię sie w czasie. O 22 na wieży. Nie spóźnij się. Ah i załóż to – blondyn pstryknął palcami, a Ana i Ata przyniosły do pokoju zestaw ubrań dla kociaka. Elegancki strój, dopasowany, idealny na naprawdę wykwintną kolację we dwoje.
- Musze odwiedzić swoją rezydencję, a wiesz, że nie jestem tam zbyt mile widziany więc stąd moje opóźnienie, nie martw się. Wrócę na czas. Nikogo tam teraz nie ma, ale na wszelki wypadek wezmę ze sobą dziewczyny – Draco musiał wyjaśnić, by Kociak się nie denerwował, że znów gdzieś musi wyjść. 
 
Harry spojrzał na ubranie i zrobił wielkie oczy, po chwili przeniósł wzrok na blondyna i podszedł do niego.
- Tylko uważaj na siebie – mruknął brunet obejmując go za szyje, by złożyć na jego ustach czuły pocałunek.
- Będę czekał z niecierpliwością kochanie – brunet uśmiechnął się by po chwili zniknąć w łazience z zestawem ubrań od swojego Ślizgona. To była ważna randka, chciał idealnie wyglądać.


Draco odczekał  chwile aż Kociak zajmie się sobą i wtedy zabrał Ate na wieżę astronomiczną.
- Przygotuj tu wszystko, poduszki, pochodnie świece, koc i niski stoliczek, ale taki naprawdę niski żeby można było przy nim jeść siedząc na ziemi. Nie zapominając oczywiście o samej kolacji. To naprawdę ważna okazja. Niech Ran załatwi kwiaty. Tu ma być jak w bajce. – powiedział Draco uśmiechając się. Jedną siostrę zostawił, by zajęła się przygotowaniami, a Anastazje natomiast wziął ze sobą do swoich winnic, by zakraść się i zabrać wino, które jego Kociak tak uwielbiał. Potem skorzystał ze swojej łazienki w pokoju w zamku - rodzinnej rezydencji rodu Malfoy'ow, by się przygotować na randkę. Draco zdążył wrócić na odpowiednią godzinę do Hogwartu. Sprawdził jak to wszystko wygląda i naprawdę był dumny ze swoich pomocnic, bo naprawdę sie postarały.

Harry wyszykowany w końcu postanowił wyjść z dormitorium. Denerwował się, nie miał pojęcia dlaczego, w końcu to Draco, ale to miała być ich pierwsza prawdziwa randka,. Brunet zarumienił się wchodząc po schodach na wieże astronomiczną. Gdy dotarł na szczyt aż sie zachłysnął. Tu było cudownie! Nie wiedział jak blondyn tego dokonał, ale wieża wyglądała na prawdę jak w bajce.
- Pięknie – szepnął Kociak rozglądając się.

Draco podszedł do Kociaka od tylu i objął go w pasie, by na dzień dobry czy raczej dobry wieczór ucałować go w szyję.
- Nareszcie jesteś kochanie. Mam nadzieję, że dobrze  będziesz się ze mną dzisiaj bawił, załatwiłem twoje ulubione winko – rozbawiony wskazał mu na stolik.



-Draco! - Harry obrócił się i objął go mocno za szyje całując delikatnie.
- Na pewno będę – szepnął brunet nie wypuszczając go z objęć. Lecz gdy usłyszał o swoim winie zaraz znalazł się przy stoliku.
- Jesteś cudowny, a najlepsze jest to, że jesteś mój – Harry naprawdę zdawał sobie sprawę jakie ma szczęście mając przy sobie Draco. Blondyn był dla niego wszystkim i nie wyobrażał sobie już życia bez niego. Kochał go.
- Nigdy nie zapomnę tego wieczora- szepnął Harry wpatrując się w oczy swojego chłopaka.



- To dobrze, to ma być niezapomniana noc dla nas obu skarbie – szepnął Draco siadając obok niego na poduszkach, jak kiedyś podczas ich pierwszego spotkania. Draco napełnił kieliszki winem i podał jeden Kociakowi.
- Bardzo lubię gdy historia zatacza koło, wiesz? To w końcu tutaj Shadow wyszedł z cienia, prawda? To miejsce zawsze będzie dla mnie bardzo ważne i nie z powodu  W z astronomii, a dlatego, że powiązane jest z tobą – blondyn mówiąc to przysunął się bliżej stukając się z Harry’m kieliszkami.
Brunet nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Naprawdę to wiele dla niego znaczyło. Wiedział, że zależy mu na nim i na odwrót ale słysząc to co mówił Draco sprawiło, że jego serce zabiło szybciej. Chcąc ukryć zawstydzenie Harry uniósł kieliszek do ust, by zaraz uśmiechnąć się i przymknął oczy.
- Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że Draco Malfoy zostanie moim chłopakiem, pomyślałbym, że zwariowali, jednak teraz… Teraz cieszę, że Shadow z listów to właśnie ty. Wybrałeś mnie, zaakceptowałeś mnie takiego jakim jestem naprawdę, tak samo ja wiedząc jaki jesteś wziąłem ciebie. Jesteś moim Ślizgonem – powiedział Harry z czułym uśmiechem.

Po chwili Harry spuścił głowę.  
- Wiesz, że przez treningi w wiosce, w końcu nie udało mi się wydać ci przyjęcia urodzinowego?  - szepnął Harry spoglądając na blondyna.
- Planowałem to z Takane, ale w końcu przez całe to zmęczenie i całodniowe ćwiczenia, wyleciało mi to z głowy. Wybacz kochanie, wynagrodzę ci to. – szepnął Kociak robiąc słodką minkę i kładąc po sobie uszka.


- Moje urodziny były miesiąc temu. Kochanie, nie przejmuj się takimi rzeczami. Następne spędzimy razem. Zrobimy przyjęcie  ale nie myślmy teraz o tym, dzisiaj po prostu pozwól mi tu z tobą być. – Draco wyciągnął dłoń dotykając jego policzka z delikatnym uśmiechem. Ta randka była naprawdę cudowna, blondyn karmił swojego Kociaka, tulili się i całowali i tak zleciały im dwie godziny aż nadeszła w końcu północ.  Wtedy Draco wyjął spod poduszek mały pakunek.
- Przez te nasze treningi kochanie i powrót do Hogwart'u zapomniałeś również o swoich urodzinach. Od kilku sekund jesteś starszy o rok – Draco z wesołym uśmiechem podał mu pakunek. W pudełeczku znajdowała się srebrna bransoletka z zawieszkami z kocią łapką, z literką D i H oraz orlim piórkiem.
- Wszystkiego najlepszego Kociaku.- szepnął Draco.


Harry nie wiedział co powiedzieć. Czuł napływające do oczu łzy. Prezent był piękny, a zawieszki przypominały jak wiele razem przeszli. Wyciągnął dłoń, by Draco zapiął mu bransoletkę.  Ze łzami szczęścia popchnął blondyna na poduszki i zawisł nad nim całując go namiętnie.
- Dziękuje, dziękuje! Jest piękna - szepnął brunet i ponownie go pocałował wygodnie się na nim układając. 
 - Kocham cię Draco – szepnął brunet patrząc mu w oczy.
- Najmocniej na świecie - Harry uśmiechnął się delikatnie. Był taki szczęśliwy.



- Własnie Harry... To miała być główna część mojego prezentu, bo ja… Bo ja ciebie też kocham. Kocham cię Kociaku, słyszysz? Kocham -
powiedział Draco. To był pierwszy raz, gdy Draco otwarcie powiedział co do niego czuje. Wcześniej to nie tak, że nie był pewien swoich uczuć, po prostu jakoś nie był w stanie tego powiedzieć. Ale teraz był pewien, teraz mógł wypowiedzieć te słowa z pewnością w swoim głosie. Dzisiaj gotów był to powiedzieć całemu światu!


Harry zrobił wielkie oczy po czym z szerokim uśmiechem i łzami w oczach wtulił się mocno w niego.
Czarnowłosy nie mógł uwierzyć, że usłyszał te słowa od blondyna. Kociak spojrzał mu w oczy po czym ponownie tego wieczoru wpił się w jego usta.
- Draco…Draco… - szeptał Kociak leżąc na nim i tuląc się.
- Tak bardzo cię kocham – brunet spojrzał mu w oczy i uśmiechnął się delikatnie.
Był w tym momencie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Nie było dla niego nikogo bardziej ważniejszego od tego blondyna.

Draco złapał go sprawnie i zaraz to Kociak znalazł się pod nim. Blondyn pochylił się i polizał go za uszkiem, by po chwili delikatnie je podgryźć.
Dłonie wsunął w jego ciemne włosy i spojrzał mu w oczy. Dla Draco to był ważny moment. Malfoy, gdy raz coś sobie postanowił nigdy nie rezygnował z tego. Dlatego teraz Kociak był jego, a on należał do Harry’ego.

Blondyn cieszył się, że w końcu mógł mu to powiedzieć. Był zaskoczony z jaką łatwością mu to przyszło, aż się dziwił czemu wcześniej nie zdobył się na odwagę, by wyznać mu wprost wszystkie swoje uczucia. Kociak był wyraźnie szczęśliwy, a to było dla Draco najważniejsze. 

- Drrraco - mruknął mu Harry do uszka. To był znak, że kociak ma ochotę na pieszczoty.
Przesunął noskiem po szyi blondyna wcześniej przyciągając go bardziej w dół do siebie,  a po chwili powtórzył zabieg tyle, że językiem.
Harry ułożył się pod nim wygodniej i spojrzał na niego z delikatnym rumieńcem.
- D…Draco – szepnął brunet trochę nieśmiało. Dzisiaj wszystko było bardziej emocjonalne. Bardziej widoczne…. Wszystko było bardziej! Nawet serce Harry’ego jakby biło szybciej. Tak samo ciało Kociaka było bardziej wrażliwe. Kochał go i chciał go. 



Draco takich zabiegów nie mógł bagatelizować. Nie mógł nie zwracać na nie uwagi.  Wiedział czego potrzebuje jego Kociaczek i miał zamiar dać mu to czego tylko chciał. Blondyn położył dłonie na jego biodrach. Widok Kociaka leżącego pod nim był bardzo pobudzający.
- Proś, a dostaniesz- szepnął Draco. Cały Malfoy. Jednak widok rumieniącego się Kociaka był cudowny. Nie mógł sobie tego odmówić.


Harry prychnął niby urażony lecz, po chwili spojrzał na niego i zarumienił się zaraz zasłaniając dłońmi twarz.
- P...przecież wiesz – szepnął zawstydzony brunet poruszając się pod nim niespokojnie przez co, przez przypadek otarł się o blondyna. Harry sapnął cicho zaskoczony jak taki niewinny dotyk może sprawić, że serce o mało nie wyskoczy ci z piersi.  Wstydził się, ale kochał Draco i także pragnął tej bliskości. Zaraz dłonie, które zasłaniały twarz znalazły się na szyi blondyna ponownie przyciągając go bliżej.
- Drrraco- mruknął Kociak patrząc na niego pożądliwie.
- Proszę… - szepnął patrząc blondynowi w oczy.



Draco wiedział ale i tak chciał to od chłopaka usłyszeć. Może to były tortury ale naprawdę chciał, by Harry to powiedział.
- O co prosisz Harry ? Powiedz mi Harry – mruknął mu na uszko, by zaraz delikatnie zacisnąć na nim zęby. Oj będzie go tak jeszcze męczył.
Harry zarumienił się mocniej i nadął policzki. Nie to nie brunet postanowił, że sam sobie weźmie to co chce. Przyciągnął Draco mocniej, bliżej i pocałował zachłannie.
- Czy to nie oczywiste? Chce ciebie! Teraz! Już! – Harry spojrzał na niego hardo z coraz większym rumieńcem na twarzy. Długo jednak nie wytrzymał i po chwili odwrócił wzrok zawstydzony.


Na to właśnie blondyn czekał. Machnął dłonią w kierunku pochodni, by kilka z nich przygasić robiąc tym lepszy klimat. Warto było czekać, Harry pod nim taki chętny, namiętny. To było coś wspaniałego.
- Coś za coś kochany. Dostaniesz mnie, gdy dasz mi też siebie -
po tych słowach Draco już nie zważając na to, że pewnie zabrzmiało to dziwnie, wpił się w usta Kociaka i docisnął go całym swoim ciałem w miękkie poduszki. W jedną dłoń chwycił jego udo, które założył sobie na biodro, drugą wplótł  w dłoń ukochanego i ścisnął ją delikatnie, dając mu poczucie bezpieczeństwa. Powoli. Nigdzie im się nie spieszyło. Mogli na spokojnie poznawać siebie, swoje ciała.

Harry nie bał się, nie miał czego. Kochał Draco i ufał mu. Owszem denerwował się nieco, ale to chyba normalne. Brunet nie chciał dłużej czekać. Zaczął się wić pod blondynem, celowo ocierając się o niego. Oh jak on uwielbiał ciężar ciała blondyna na sobie.
Czarnowłosy wsunął dłonie pod koszule Draco i zaczął ją drżącymi dłońmi ściągać. Harry nie należał do cierpliwych.




Draco z niczym nie chciał się spieszyć. Był gotów przerwać to, w każdej chwili, gdyby Harry go o to poprosił. Blondyn powoli uniósł ręce pomagając brunetowi ze swoją koszulką. Po czym powoli i z lekkim wahaniem zaczął rozbierać swojego Kociaka. Każdy dotyk był czuły, delikatny, by Harry się rozluźnił, a nie bardziej spinał. Draco chciał, by Harry tę noc naprawdę na długo zapamiętał.



Kociak spojrzał uważnie na swojego chłopaka i uśmiechnął się nieśmiało, jego oczach widać było zawstydzenie, ale i przyzwolenie na dalsze działania. Harry przejechał dłońmi po już nagim torsie  blondyna. Dłonie błądziły po ciele Ślizgon'a niespiesznie jakby się bał, że Draco ten dotyk może się nie spodobać. Po chwili, z wahaniem Harry wsunął kciuki w spodnie blondyna zerkając na niego nieśmiało.
Widząc ten uśmiech wiedział, że Draco daje mu przyzwolenie na dalsze zwiedzanie jego ciała. Brunet w końcu dotarł do zamka spodni, majstrując przy nim i klnąc na czym świat stoi. Dłonie Kociaka drżały nie pozwalając rozpiąć cholernego guzika.
- Cholerne ubranie – mruknął brunet sprawiając, że Draco zaśmiał się cicho i pochylił się całując go czule.
- Spokojnie kochanie. Powoli. – pomógł mu wyswobodzić się ze swoich spodni po czym Draco ujął delikatnie brodę Kociaka całując go, by odwrócić jego uwagę od zmniejszającej się ilości ubrań jaką brunet miał na sobie. Draco rozsunął delikatnie nogi Kociaka sprawnie wyswobadzając go ze spodni, dłoń zostawił na kroczu Harry’ego. To już mieli za sobą. To terytorium było jeszcze znane, więc był pewien, że brunet się nie wystraszy.



 Harry jęknął głośno wprost w usta blondyna, bardziej rozsuwając uda.
Nieświadomie zaczął się ocierać o jego dłoń, a sam też nie pozostawał dłużny. Kociak wsunął dłoń w bokserki Draco i chwycił jego męskość.
Nieco nieśmiało zaczął poruszać dłonią samemu pojękując cichutko. Trudno było mu się skupić na sprawianiu przyjemność blondynowi, gdy ten także go dotykał. Poza tym Harry ciągle miał w głowie jedno.
Jego pierwszy raz! Miał przeżyć właśnie swój pierwszy raz! Cieszył się, że oddaje swoja niewinność Draco. Kochał go i także pożądał.
Harry miał tylko nadzieję, że go nie rozczaruje. Nigdy się z nikim nie kochał, a tym bardziej z chłopakiem. Mniej więcej wiedział jak to jest z dziewczyną. No cóż myślał, że jest hetero, wtedy jeszcze z Ron'em oglądali pornosy.
Nie kręciło go to już wtedy ale nie wiedział co to znaczy. Jednak na jego drodze stanął pewien blondyn i wszystko stało się jasne jak słońce.





Draco nie mógł przestać patrzeć się na Kociaka. Jego reakcje były takie niewinne i urocze. Kochał to w nim, tę delikatność lecz także ten czas, gdy zamieniał się w groźnego kociaka, który pokazuje pazurki. Tak… Jego chłopak był cudowny i teraz był jego. Blondyn wiedział, że życie bez Harry’ego nie miało sensu.


Harry zarumienił się pod  spojrzeniem blondyna i odwrócił wzrok zawstydzony. Uważał, że ma okropne ciało. W bliznach po Dudley’u i wujku Vernonie którzy go bili, po spotkaniach z Voldemortem.
- N…nie patrz - poprosił cicho brunet unikając jego wzroku. 



Draco uważał, że Harry ma naprawdę piękne ciało. Widział je już wiele razy podczas ich kąpieli i wspólnych treningów i teraz też potwierdzało się to co myślał. Kociak był ładnie zbudowany, ładnie opalony, w ogóle był idealny. I takiemu ciału należy się dłuższa chwila niemej adoracji. Blondyn w końcu ułożył się miedzy nogami Kociaka pozbawiając go możliwości dotykania go, uśmiechnął się widząc zawód na twarzy Kociaka. Jednak zaraz na twarzy bruneta pokazała się inna emocja. Przyjemność, gdy Draco zaczął pieścić dolną partię ciała chłopaka. 




Harry wygiął się w delikatny łuk i jęknął głośniej, spojrzał na niego zamglonym wzrokiem, wiercąc się pod nim.
- Draco – Harry jęknął przymykając oczy.
- Obiecaj… Ah mhm, że nigdy mnie nie…mhm… Nie zostawisz - brunet miał problem ze składaniem zdań. Uwielbiał dotyk Draco.
- Kociaku. Nigdy cię nie zostawię, rozumiesz? Nigdy! Zawsze będziesz mój, a ja zawsze będę przy tobie. – i Draco naprawdę w to wierzył i był pewien. On nigdy nie zostawi Kociaka. Zawsze będzie go chronił i wspierał. Razem przejdą przez życie. Razem ze wszystkim sobie poradzą. Po chwili blondyn zamknął mu już usta kolejnym pocałunkiem. Draco zabrał rękę z jego przyrodzenia, by usiąść wygodniej między jego nogami. Jedno udo chłopaka założył sobie ponownie na biodro, a dłoń wcisnął między ich ciała, by już  zwilżonym palcem  delikatnie podrażnić jego wejście.
- Jesteś gotowy kochanie? Obiecuję, że cie przygotuje tak, by bolało jak najmniej - szepnął Draco sam starając się zachować spokój. Po pierwsze nie chciał sprawić Kociakowi bólu, ale z drugiej strony pragnął go tak bardzo! Nie mógł się doczekać, aż połączą się i stworzą jedność.



Harry poruszył się pod nim zerkając na blondyna zawstydzony.
- Ufam ci Draco - szepnął drżącym głosem. Harry trochę się denerwował, bo tak naprawdę nie wiedział czego ma się spodziewać. Jednak chęć bycia z blondynem szybko pozwoliła mu zapomnieć o zdenerwowaniu.
- Chce cie Draco. Bardzo cię chcę – zawstydzony brunet odwrócił wzrok i zasłonił twarz dłońmi. To zachowanie, takie niewinne sprawiało, że Draco naprawdę ledwo nad sobą panował.

Draco ostrożnie wsunął w niego palec. To brunet był  najważniejszy. Poprzez dotyk chciał mu pokazać jak bardzo go kocha. Harry wyglądał  tak wspaniale, tak bosko... Naprawdę te zamglone spojrzenie i ciało wyginające się w łuk, sprawiały, że męskość Draco stała na baczność, aż bolało. Jednak nie schrzani tego. Najważniejszy był Kociak. To był jego pierwszy raz. Draco sprawnie i powoli rozciągał chłopaka leżącego pod sobą. Kiedy poczuł luz ostrożnie dodał drugi palec.


Harry spiął się zagryzając delikatnie dolną wargę i poruszył się niespokojnie. Oddychał ciężko przez szeroko uchylone usta, spojrzał na blondyna. Brunet oblizał usta patrząc mu w oczy. Każdy kawałek jego ciała płonął. Po dłuższej chwili sam zaczął się nabijać na jego palce pojękując głośno.



Blondyn czuł jaki kociak jest ciasny, nowy, świeży i nigdy nie ruszany, aż się przestraszył, że mu zrobi krzywdę. Teraz dwa palce leniwie rozciągały Kociaka zahaczając o prostatę i wyrywając z ust chłopaka słodkie jęki. Mogło to wprawdzie trwać dość długo, bo Draco sam już boleśnie wręcz ocierał się swoją erekcją o kolano Kociaka ale uznał w końcu, gdy trzeci palec śmiało poczynał sobie w wejściu chłopaka, że na tyle przygotowań już chyba jest idealnie. Draco zwilżył mocno swoją męskość i chwytając ją w dłoń ostrożnie nakierował na wejście Kociaka.
- Harry, kochanie. Postaraj się rozluźnić. Oddychaj. Będzie trochę bolało, ale przez chwilkę tylko- szepnął blondyn. Kropelki potu zrosiły jego czoło. Nie mógł dłużej czekać nawet gdyby chciał. Spalał się od środka.



Harry odczuwał lekki dyskomfort czując trzeci palec w sobie, mały ból który szybko zamienił się w przyjemność.
Kociak spojrzał na niego zamglonym wzrokiem i szerzej rozsunął nogi.
- Draco. Proszę...  Szybko! Chcę cie już. - jęknął brunet odrzucając głowę do tyłu.  To oczekiwanie jeszcze bardziej go podniecało, ale chciał już poczuć Draco w sobie.



Nie bez powodu Draco tak długo go przetrzymywał w niepewności, a już najbardziej chciał być pewny, że Harry tego naprawdę chce, że jest na to gotowy i nie będzie żałował. Gdy blondyn był pewien, że wszystko jest dobrze, słodka prośba Harry'ego przesądziła sprawę. Draco wsunął się w Kociaka ostrożnie, tak jakby sprawdzał teren, czy wszystko jest ok. Cały czas uważnie obserwował twarz chłopaka, by w razie gdyby pojawił się na niej grymas bólu, przerwać swoja czynność. Jednak dla Draco to nie było też takie łatwe. Harry był tak cholernie ciasny! Trudno byłoby mu teraz przerwać. Ledwo panował nad sobą, by się nie poruszyć.



 Czarnowłosy wciągnął głośno powietrze i zacisnął mocno dłonie w pieści.
- A...Ah - Harry uchylił szeroko usta, zaciskając mocno powieki.
Bolało, strasznie bolało. Jednak nie zamierzał się wycofać, Widząc, że blondyn chce przerwać, objął Draco w pasie nogami pochłaniając go w całości z cichym krzykiem.
Po jego policzku spłynęło kilka łez, lecz po chwili przyciągnął Draco do pocałunku i poruszył na próbę biodrami.

Draco starał się, naprawdę się starał robić wszystko delikatnie ale pierwszego bólu naprawdę nie dało się uniknąć. Na szczęście to jakoś przeczekali. Blondyn zebrał pocałunkami łezki z jego policzków, wygodniej ułożył go pod sobą na poduszkach. Czując, że Harry przyzwyczaił się do tego uczucia rozciągania poruszył biodrami, by w końcu miarowo wprawić je w kołyszący ruch.

 

Na twarzy Harry’ego po chwili dało się widzieć tylko czystą rozkosz.
Brunet jęczał pod nim głośno samemu poruszając biodrami i obejmując go mocno za szyje paznokciami znacząc plecy blondyna.
Harry co chwile całował go zachłannie, nie panował już nad sobą. Był teraz w innym świecie. W świecie rozkoszy. 
  
Kociak go nieźle oznaczył, wprawdzie wolałby malinki, a nie tak podrapane plecy ale to też miało w sobie swój urok. Takie ślady kociej obecności. Draco poruszał się w nim coraz szybciej i szybciej. i mocniej tez, bo w końcu czuł już ten luz. Kociak był już dobrze porozciągany, można było nieco spuścić z hamulca. 

Harry długo nie wytrzymał, w końcu to było jego pierwsze takie zbliżenie.
Doszedł z głośnym krzykiem wyginając ciało w łuk zaciskając się mocno na męskości blondyna, dla którego to było już za wiele i także doszedł z głośnym jękiem. Gdy Draco spojrzał na swojego Kociaka, ten leżał w poduszkach z zamkniętymi oczami. Brunet oddychał przez szeroko otwarte usta, jego policzki były zarumienione, a ciało zroszone potem. Dla Draco nie było piękniejszego widoku, niż to co prezentował sobą teraz jego chłopak.

Harry był zbyt zmęczony, wiec tylko mocniej  objął Draco nie chcąc by się odsunął i zaraz zasnął z delikatnym uśmiechem na twarzy.
Draco zaklęciem oczyścił ich i transmutował jedną z poduszek w ciepłą kołdrę, rzucił także zaklęcie, aby temperatura nie była zbyt niska.
Pocałował bruneta w czoło szepcąc ciche "dobranoc" i sam ułożył się wygodnie przy nim zaraz przytulając go do swojej piersi i zasypiając.

Harry rano obudził się pierwszy. Przeciągnął się i skrzywił delikatnie. Dolne partie ciała dały o sobie znać. Jednak nie żałował ani sekundy z wczorajszego wieczora. To była cudowna randka i cudowna noc. Brunet zerknął na Draco i uśmiechnął się by zaraz pochylić się i zbudzić swojego Księcia pocałunkiem.

Draco czując słodkie usta swojego Kociaka na swoich, mruknął zadowolony powoli otwierając oczy, by zaraz zasłonić się dłońmi. Był strasznym śpiochem i Harry o tym wiedział.  
- Dzień dobry kochanie - mruknął blondyn zaraz przekręcając się na brzuch. Poranny rytuał budzenia  czas zacząć. Czyli poranne marudzenie Malfoy'a.
- Zgaś to słońce Harry, no zgaś je- mruknął blondyn stłumionym przez poduszkę głosem.
- Dlaczego to słońce musi tak wcześnie wstawać. Niedopuszczalne - o tak. Draco nie przepadał za porankami.
 






środa, 2 sierpnia 2017

Wyjaśnienia- To nie koniec bloga


Witajcie moi kochani, trochę to trwało, wiem. Jednak nie zamierzam opuszczać bloga. Nie chcę! Chcę być z wami jak wcześniej <3

Było wiele spraw w moim życiu, które sprawiły, że tak długo mnie nie było.
Jedne mniej ważne drugiej bardziej a inne ... tragedia...
Wiem, że mocno was zaniedbałam, większość z was straciłam... wiem o tym lecz wiem. że to wyłącznie moja wina.
Nie chce się tłumaczyć, bo wiem, że to nic nie da.
Jak to jest w życiu dopadł mnie straszny okres... wyjść mi z tego pomogło jedno.
( nie zrobiłam nic strasznego ani nie miałam żadnej tragedii, żeby nie było że Maru coś zrobiła xD)
Jednak można rzec... depresja... niby człowiek myśli, że cię to nie dotyczy dopóki nie dotknie cię osobiście... Nie martwcie się. Nie cięłam się ani nie myślałam o samobójstwie...
Wiele osób właśnie myśli, że na tym to polega... może u niektórych.. u mnie na szczęście nie.
Udało mi się stanąć na nogi dzięki ... WOJSKU.
Tak zgadza się... Wasza Maru poszła do wojska. Nie było tam przebacz, nie było taryf ulgowych.
Jednak jestem z siebie dumna. Dałam radę a egzaminy i poligon zaliczyłam na 4 i 5 :)
4 miesiące a tak wiele zmieniły w moim życiu. Stałam się mhm... może tak... dorosłam, dojrzałam.
Jednak nie zamierzam opuszczać bloga. Chcę wrócić do was.
Wiem, że odbudować zaufanie trudno, jednak mam nadzieję małymi kroczkami dojść do chociaż zalążku tego co było wcześniej.
Tyle na dzisiaj ode mnie...
Nie powiem kiedy dokładnie pojawi się post. Aktualnie jestem za granicą w pracy, nie mam tutaj laptopa. (padł) dlatego zarabiam by kupić nowy.
Z powodu. że udało mi się dostać do internetu i laptopa( wychwalam swoją koleżankę), po dłuższym wahaniu postanowiłam do was napisać.. Uwierzcie mi, nie było to proste. Bałam sie i dalej się boję ale jestem dobrej myśli. W końcu zaczęłam myśleć pozytywnie :)
Za miesiąc wracam do Polski i jak tylko kupię laptop postaram się wrzucić post.
Chyba , że kochana koleżanka będzie częściej wpadać i użyczy lapka.

Kocham was mocno moi kochani. <3

Wasza malutka Maru ;3











poniedziałek, 5 września 2016

Dwa Światy 13

Miłego czytania!
Mam nadzieję, że nie znajdziecie tam zbyt wiele błędów, a rozdział przypadnie wam do gustu <3




Tom nie miał pojęcia co się stało, gdy odzyskiwał świadomość żałował, że miało to miejsce teraz, jego głowa pękała z bólu. Usiadł rozglądając się niepewnie. Miał przedziwny sen. Włamanie, ciemne płomienie, krzyki Liam'a, a potem ciemność. 
- To nie był sen - usłyszał głos. Tom obrócił się w stronę drzwi wpatrując się w mężczyznę, którego w ogóle nie poznawał. Jednak ten głos, włosy, tak bardzo znajome.
- K...Kuro? Ale... jak ty wyglądasz? Czy mamy dzisiaj Halloween? - zażartował jednak coś czuł, że nie spodoba mu się to co usłyszy. Te skrzydła, ta mroczna aura. Bał się trochę. 
- Nie Tommy. Posłuchaj, - podszedł bliżej i przysiadł na skraju łóżka.
- Osoba, która was zaatakowała była egzorcystą, Liam, ja jesteśmy demonami, przez naszą obecność tutaj, Richardson was zaata ...- jednak nie zdążył skończyć, gdy Tom poderwał się z łóżka.
- Liam? Co mu się stało? Wszystko z nim dobrze? Moment... Demonem? - Tom spojrzał na niego zaskoczony.
- To nie jest dobry moment na żarty Kuro. - powiedział stanowczo Tom. Chciał czym prędzej iść do chłopca i sprawdzić co  z nim.
- Domyślałem, że mi nie uwierzysz - nagle na jego oczach demon przybrał swoją ludzką postać, tak bardzo znaną Tom'iemu, a tak inną od tej, którą przedstawiał sobą jeszcze kilka sekund temu.
- Jak?- szok to zamało, by opisać, to co teraz czuł. Jednak to nie było teraz ważne!
-Liam! Gdzie on jest!- spojrzał stanowczo na mężczyznę przed sobą. Owszem nie spodziewał się usłyszeć czegoś takiego, jednak na szok i pytania przyjdzie czas później, teraz bardziej martwił się o chłopca. Przyzwyczaił się do jego obecności tutaj, polubił, traktował jak swojego młodszego brata.
- Spokojnie Tom. Liam śpi. Może trochę minąć zanim się obudzi. Jest magicznie wyczerpany - powiedział kładąc dłonie na ramionach młodszego mężczyzny.
- Dziękuje i przepraszam. Byłeś narażony przez nas na niebezpieczeństwo. Mało cię nie straciłem - szepnął Kuro dotykając jego policzka. 
- Opowiedz mi o tym. Opowiedz mi o was - poprosił Tom siadając z nim z powrotem na łóżko.
I Kuro opowiadał. Powiedział mu wszystko, o tym gdzie żyją, jak kuszą ludzi i jakie są ich stosunki z aniołami. Cierpliwie odpowiadał na pytania mężczyzny.
Tom starał się to na spokojnie poukładać w głowie, co było strasznie trudne. Demony, Aniołowie. Owszem był wierzący jednak nigdy nie sądził, że doświadczy czegoś takiego.
Jednak najbardziej nurtowała go jeszcze inna sprawa.
- Czyli po tym wszystkim wrócisz do siebie prawda? - spytał unikając jego wzroku.
Mikael go ostrzegał, że będzie cierpiał. Teraz rozumiał co miał na myśli jego przyjaciel, który okazał sie być Aniołem. To wszystko brzmiało tak nierealnie.
- Tom. Kochanie... - chwycił jego dłonie w swoje. Musiał wrócić. Był następcą tronu. 
To prawda, na początku chciał się zabawić, pobawić w zdobywcę. Jednak wszystko się zmieniło. Zakochał się, do tego w śmiertelniku. Jednak miał obowiązek wrócić do swojego Królestwa.
- Zostawisz mnie prawda?- spojrzał na niego z takim bólem wypisanym w oczach, że Kuro czuł się strasznie. Nie chciał go zostawiać.
- Nie rozmawiajmy teraz o tym - poprosił przytulając go do siebie, by nie patrzeć w te smutne oczy. Zranił go. Kiedyś nie obeszłoby go to nic. Jednak teraz... Teraz było inaczej. 
Była jeszcze jedna sprawa. Tom nie mógł o nich wiedzieć. Musiał o nich zapomnieć.
To sprawiało, że Kuro po raz pierwszy w życiu żałował tego kim był. 
- Połóż się i odpocznij jeszcze trochę. Przygotuje coś do jedzenia- ułożył go na poduszkach i okrył.
Tom miał ochotę się rozpłakać, jednak starał się być twardy, nie pokazywać jak bardzo cierpi.
Po tak długim czasie, w końcu komuś zaufał, zakochał się... Jednak czekało go znowu to samo, cierpienie.
Zakopał się pod kołdrę chowając twarz w poduszce. 


Kuro zszedł na dół wzdychając cicho i bez słowa zabrał  się za przygotowywanie posiłku dla Tom'a. Mikael spojrzał na niego uważnie jednak nie powiedział ani słowa. Wyczuł, że Tommy się obudził, domyślił się, że przeszli wraz z demonem trudną rozmowę. 
Mike był wściekły, Kazał demonowi trzymać się z dala od jego przyjaciela, by ten nie dawał mu nadziei. Jednak skończyło się na tym, że Tom znowu będzie cierpiał. On jako jedyny nie zasługiwał na to całe zło i cierpienie, które go spotykało.
Była także jeszcze jedna sprawa. Liam. Wiedział, że chłopcu już nic nie zagraża i obudzi się gdy tylko jego moc się zregeneruje, ale na Miłość Boską, trwało to już 4 dni!
- Mike spokojnie. - Brian postawił przed nim kubek z kawą. Przez te cztery dni zdążyli cóż... nie można tego nazwać przyjaźnią, Tymczasowe zawieszenie broni brzmi lepiej.
W tym momencie nie było znaczenia, czy było się Demonem czy Aniołem. Granica zatarła się, gdy dwa tak różne od siebie światy stanęły ramię w ramię, by uratować życie.
Anioł spojrzał z nikłym uśmiechem na demona i skinieniem głowy podziękował za troskę.
Nagle do domu wparował Mirel, a za nim nieodłącznie Kami.
- Nareszcie! - powiedział Mikael podrywając się z krzesła. Wszyscy byli ciekawi co stanie się  Richardson'em.
- Belial i Stwórca postanowili, że Richardson odrodzi się na nowo. - powiedział Mirel opadając na krzesło łapiąc oddech.
- Odrodzenie!? To za mała kara za to co zrobił! Powinien zginąć na zawsze! By jego dusza nigdy się nie odrodziła! - Mike nie był zadowolony z decyzji mężczyzn.
- Mikael proszę cię. Nie możesz podważać decyzji Stwórcy- powiedział łagodnie Kami.
- Poza tym to nie wszystko. - odezwał się nagle Mirel.
- Odrodzi się jako biedny, schorowany człowiek. Poczuje co to smutek, samotność i żal. Gdy jego życie dobiegnie końca jego dusza zostanie zniszczona na zawsze - powiedział Mirel a Kami przytaknął.
- Niech więc tak będzie. - powiedział Brian patrząc na brata stanowczo, by ani się ważył podważać zdania ich Ojca.
- Oh na wszystkie ciemności! Nic przecież nie mówię- warknął Kuro i z tacą ruszył do pokoju Tom'a.


Minęły jeszcze 3 długie dni zanim Liam się obudził. Tom z Mikael'em siedzieli w salonie rozmawiając o Niebie. Mężczyzna musiał przyznać, że to wszystko było takie fascynujące.
Co do Kuro... Unikał go jak ognia, co było niestety trudne gdy znajdowali się w jednym domu.
- To tak bardzo boli Mike. Ja naprawdę mu ufałem. Wiem, że nie mogliście mi nic powiedzieć, ale ... - pokręcił głową i wtulił się w przyjaciela. Sam też wiedział, co musi zostać zrobione. Dzięki temu Tom nie będzie cierpiał. Gdy Liam się obudzi i wrócą do siebie Tom zapomni wszystko. Nawet to, że byli przyjaciółmi. Mike czuł się z tym okropnie, ale tak będzie dla niego lepiej.
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz- uśmiechnął się delikatnie oddając uścisk.

W tym samym czasie w pokoju na górze.

Liam przeciągnął się, by po chwili przetrzeć oczy. Chociaż się budził, czuł się zmęczony, tak jakby przespał zaledwie kilka godzin. Jednak coś było nie tak. Wyczuwał dokładnie aurę każdego, kto znajdował się w domu. Przecież jego moce nigdy nie był aż tak silny magicznie.
Dopiero po chwili wydarzenia sprzed... no właśnie kiedy? Spadły na niego jak kubeł zimnej wody.
Richardson, Tom i ten straszny ból i czarne płonienie pochłaniające go. Zdezorientowany i wystraszony zaniósł się krzykiem. Po chwili do pokoju wpadł Kuro a za nim Mike, Brian i Tom.
- Braciszku! - Kuro przytulił go mocno.
- Już dobrze Liam. Już ciiii.... Jestem tutaj. - szeptał Kuro kołysząc braciszka w ramionach. Brian patrząc na to, nie wytrzymał i rozpłakał się zaraz przytulając ich obu.
- Liam. Tak bardzo się bałem - szepnął Brian. Mike poczuł dziwne ukłucie w piersi. Czuł się niepotrzebny. Liam już go nie potrzebował. Zaciskając dłonie w pięści razem z Tom'em wycofali się zostawiając braci samych.
- Lubisz go - stwierdził Tom wpatrując się w przyjaciela.
- Widziałem to już wcześniej ale teraz... Nie chcę żebyś cierpiał tak jak ja. - powiedział Mike siadając na kanapę obok niego.
- Nie wiem o czym mówisz. - mruknął Mike, jednak widząc wzrok przyjaciela westchnął.
- Jesteśmy z różnych światów, tak jak ty i Kuro. Im szybciej moja znajomość z Liam'em się zakończy tym lepiej. Gdyby zabrnęłoby to za daleko. Liam także by cierpiał, a tak myśli o mnie jak o znajomym Aniele- wzruszył ramionami.
- Jesteś głupcem jeśli tak sądzisz. Jednak sam musisz zdecydować co zrobisz. Ja tylko chcę byś był szczęśliwy- Mike spojrzał na swojego przyjaciela. Tom przeszedł tak wiele, a jednak nie załamał się, co więcej starał się ich zrozumieć, martwił się o nich wszystkich i troszczył zupełnie nie myśląc o sobie. Nawet wśród aniołów nie ma tak dobrych i ciepłych duszyczek.
- Jesteś naprawdę wyjątkowy Tom. Cieszę się, że jesteś moim przyjacielem - Mike uśmiechnął się delikatnie. Będzie mu go bardzo brakowało. Nie wyobrażał sobie, że gdy ponownie pojawi się na ziemi Tom nie będzie wiedział kim jest, co więcej, nigdy więcej się nie spotkają.
Jego rozmyślania przerwało pojawienie się Brian'a w salonie.
- Liam, Wszystko z nim dobrze. Jest jeszcze słaby jednak jego aura i moce zregenerowały się całkowicie... Chcę cię zobaczyć- Brian spojrzał na Mike'a, który z nieodgadnionym wyrazem twarzy wstał i poszedł na górę.
- Zostawisz nas samych? Proszę? - Liam spojrzał na Kuro prosząco. Demon zacisnął usta w wąską kreskę, ale posłusznie wstał i zostawił ich samych.
- Jak się czujesz maleńki?- podszedł bliżej siadając na miejscu Kuro, pochylił się odgarniając jasny kosmyk z czoła chłopca.
- Bardzo się o ciebie martwiliśmy. Liam... Ja... - chciał przeprosić. Jednak Liam przeszkodził mu przytulając się do niego.
- Słyszałem cię. Słyszałem twój głos gdy spałem. - szepnął cichutko chłopiec. Mike poczuł, że po raz pierwszy w życiu się rumieni.
- Nie przepraszaj. Zrobiłeś wszystko by mnie chronić. Narażałeś nawet własne życie, bym mógł żyć - spojrzał na niego nieśmiało.
- Jestem cały i zdrowy - uśmiechnął się delikatnie.
- Oh ty mały głuptasie - mruknął Mike dotykając jego policzka. I jak miał teraz spokojnie odejść do Nieba? Jak mógł to zrobić wiedząc, że Liam będzie w piekle, tak bardzo daleko od niego?
Czy to wszystko nie może mieć szczęśliwego zakończenia? Czemu wszyscy nie mogą być szczęśliwi? Tom i Kuro, Liam... Ten mały demon skradł jego serce. Nigdy by się do tego przed sobą nie przyznał, gdyby nie te wszystkie zdarzenia. Gdyby nie strach, że może go stracić raz na zawsze. Rozumiał ból Tom'a. Oboje stracą kogoś bardzo bliskiego. 

Oczywiście, to jeszcze nie koniec opowiadania:) niedługo zapraszam na kolejny rozdział. Zanim zacznę pisać dalej "Namiętny Interes" chcę zakończyć " Dwa Światy".
Mam nadzieję, że rozdział choć troszkę się spodobał.
Całuski :***

Wasza Maru ;3

czwartek, 21 lipca 2016

Maru come back! - Maru powraca ;3

Hey kochani,
naprawdę bardzo się za wami stęskniłam. Wiem, już wiele razy przepraszałam i odkładałam wszystko. Bardzo was za to przepraszam.
Wiele się u mnie wydarzyło, zmieniło. Staram się wrócić do bycia radosną Maru co niestety przez przeciwności losu nie jest takie łatwe.
Jednak postanowiłam do was wrócić. Trochę to trwało wiem, ale wzięłam się w garść i jestem w trakcie pisania kolejnego rozdziału, ale jakiego opka to wam nie powiem :)
Mam nadzieję, że jeszcze nie zapomnieliście o swojej Maru, która uwielbiam nadużywać słowa "delikatnie" oraz stawia wszędzie po kilka kropek, bo tak je lubi.
Jeśli jeszcze tu ktoś zagląda, mam nadzieję, że przeczyta nowy rozdział.
Tym razem wróciłam naprawdę. Za bardzo kocham pisać, by z was zrezygnować.
Chociaż wiem, że pisze tragicznie jeśli chodzi o gramatykę, to z całego serduszka dziękuje tym, którzy doceniają pomysł historii i są w stanie wybaczyć mi błędy w tekście.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie i zajrzycie czasem <3

Kocham was
Wasza oddana, zawstydzona i winna Maru :3



Wasza Maru była na Magnificonie, ktoś był? Kto chodzi na konwenty łapka w górę <3


Mhruuu <3


@_@

 KISE @_@ - cutegasm-

Marshall i Balonowy - kto ich lubi ? <3



Też chce buziaka T_T


niedziela, 27 września 2015

Wywiesza białą flagę - Nie zabijajcie mnie ! ;3

Hey kochani, 
wiem, dawno mnie tutaj nie było, nie chcę szukać wymówek ani się tłumaczyć więc powód mojej nieobecności zostawię dla siebie.
Cieszę się, że jeszcze o mnie pamiętacie, i dalej zaglądacie na bloga. Naprawdę bardzo mnie to cieszy. :)
Co do opowiadania " The allies" muszę pomyśleć nad nim od nowa co dalej napisać. Poszedł mi dysk twardy i całe opko poszło w pizdu :/ Dlatego najpierw chcę dokończyć Namiętny Interes i Dwa Światy :) 

Odezwę się już niedługo, jeśli dobrze pójdzie pojawię się z nowym rozdziałem jeszcze w tym tygodniu :)
Trzymajcie za mnie kciuki ;3

Wasza ( miejmy nadzieję dalej) kochana Maru ;3









Wasza kawaii Maru ;3 hihi :D
Siedzę i myślę nad ciągiem dalszym opowiadań :D Postęp jest xD


niedziela, 14 czerwca 2015

Namiętny Interes 7

Mhm... - chowa się pod łóżkiem-
Zapraszam do czytania.
Nie krzyczcie za bardzo dobrze? - mina niewiniątka.





Rozdział 7

Akai leżał w łóżku nudząc się niemiłosiernie. Przecież nie był umierający, więc dlaczego zabrioniono mu opuszczać łóżko? Miał dość tej bezczynności. Wiedział, że braciszek się o niego martwił jednak nic nie mógł na to poradzić, że umierał z nudów! Przeczytał już książkę, obejrzał serial, ale ile można ? Chciał wyjść na zewnątrz. Chciał wrócić do pracy. Nagle nie wiadomo skąd wpadł mu do głowy pewien pomysł.
Akai sam nie wiedział czemu zadzwonił. Poza tym nie sądził, że mężczyzna odbierze. Zapewne był bardzo zajęty pracą. Dlatego też słysząc głos w słuchawce zarumienił się mocno.
- Pan Josh, j-ja... Dzień dobry – odezwał się cicho chłopiec. Nie wiedział co powiedzieć. Jakoś wcześniej ten pomysł wydawał mu się lepszy. Co powiedzieć? Zapytać o pracę? A może się rozłączyć? Skłamać, że zadzwonił przez pomyłkę? Nie wiedział czemu ale pan Josh go onieśmielał, a rozmiawli przecież tylko przez telefon! Więc czemu?! Nie rozumiał tego.
- J-ja nie chciałem przeszkadzać. N-nudziłem się i ...- chłopiec zająknął się. Mężczyzna nie był w stanie powstrzymać uśmiechu. Chłopiec był naprawdę uroczy.
- Dzień dobry maleńki. Cieszę się, że dzwonisz. Jak noga? - spytał Josh wciskając przycisk i czekając na windę.
- O-Oh. Mhm tak. Już tak nie boli. - powiedział uśmiechając się szeroko.
- Wybacz maleńki ale mam teraz ważne spotkanie. Zadzwonię wieczorem. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy. Bądź grzecznym chłopcem i uważaj na siebie- powiedział Josh i pożegnali się. Mężczyzna wsiadł do windy. Czekała go trudna rozmowa.
Akai cały w skowronkach leżał w łóżku tuląc poduszkę. Ta rozmowa poprawiła mu humor.

~~~~~~

Chwile potem Josh stanął przed gabinetem Matt'a. Nie było nikogo tak jak powiedziała Mary. Obawiał się tego spotkania. Wiedział, że zachował się jak ostatni drań, jednak dalej zależało mu na Matt'ie, na jego przyjaźni. Obaj wiedzieli, że nienadają się na parę, dlatego zostali sex przyjaciółmi. Jednak sprawy wymknęły się spod kontroli gdy w gre weszła ich praca. Dwie duże firmy, które konkurowały ze sobą od zawsze. Ich ojcowie szanowali się i choć stali po przeciwnych stronach nie mieli nic przeciwko by ich synowie się przyjaźnili. Jednak jak to w życiu bywa. Gdy w grę wchodzą pieniądze... No cóż. Potrafi to człowiekowi zamącić w głowie. Wziął głęboki wdech i zapukał. Słyszać „proszę”, wszedł do środka stając twarzą w twarz ze swoim przyjacielem.
- Witaj Matt – powiedział spokojnie patrząc na mężczyznę przed sobą.
Matt aż się zapowietrzył. Był w szoku. Czego ten drań tutaj szukał? I kto do cholery go tutaj wpuścił?!
- Co ty tutaj robisz? Wynoś się.- powiedział lodowato nie ruszając się ze swojego miejsca.
- Jakie miłe powitanie. - mruknął sarkastycznie Josh. No cóż, nie było to nic czego się nie spodziewał.
- Nie mam ochoty na żarty! Czy nie wyraziłem się wystarczająco jasno? - Matt zmrużył gniewnie oczy.
- Nie przyszedłem tu by żartować. Chce porozmawiać. I nie wyjdę stąd dopóki mnie nie wysłuchasz Matt – powiedział stanowczo brunet.
- Masz dwie minuty, potem wynoś się – powiedział lodowato Matt. Znał Josh'a nie od dziś i wiedział, że nie było sensu tak stać i drzeć koty. Wysłucha go, a on potem zniknie na zawsze, tak jak powinno być. Od tego incydentu minęły prawie 2 miesiące. Westchnął cicho. Nie było sensu o tym myśleć.
- Wiem, że mnie nienawidzisz i nie dziwię się temu. Jednak dalej jesteś dla mnie kimś ważnym Matt. - powiedział patrząc na niego uważnie.
- Nie chrzań! Kimś ważnym?! Nie wciskaj mi takiego kitu – Matt miał ochotę dać mu w pysk.
- Zachowałem się jak ostatni drań. Najgorszy epitet  nie jest w stanie tego opisać. Zawaliłem na całej linii. Zdradziłem najlepszego przyjaciela – w jego oczach Matt mógł zobaczyć ból i gniew.
- Skoro to wiesz, to wyjdź i nie wracaj – powiedział zimno. Nie mógł mu wybaczyć. Zdradził go.
- Byłem głupi, żądny pieniędzy. Jednak teraz już wiem, że to nie było najważniejsze. Pieniądze potrafią zmienić człowieka. Byłem zaślepiony i chciwy. Wiem, że nic mnie nie usprawiedliwia. - Josh odwrócił wzrok.
- Nie proszę cię byś mi wybaczył, bo jest na to stanowczo za wcześnie. Jednak proszę cię o jedno. Chce być twoim przyjacielem. Chce cię widywać, rozmawiać. Tak jak kiedyś. Spotkajmy się w sobotę. Naprawdę chcę to naprawić. - widząc, że Matt chce coś powiedzieć, uniósł dłoń uciszając go.
- Nie odpowiadaj mi teraz. Przemyśl to. - Josh spojrzał na niego uśmiechając się smutno.
- Tęsknie za tobą Matty – szepnął. - Przepraszam, że zająłem ci przerwę. Pójdę już. Znasz mój numer – powiedział i wyszedł zostawiając Matt'a z mętlikiem w głowie.
- Ja też za tobą tęsknie- szepnął Matt gdy tylko drzwi się zamknęły. Byli przyjaciółmi przez tyle lat. Nie da się tego tak szybko i łatwo zapomnieć. Co powinien zrobić? Wahał się. Z jednej strony chciał mu wybaczyć lecz z drugiej, bał się, że sytuacja może się powtórzyć. Lecz ten ból w oczach Josh'a.
To będzie długi dzień...

~~~~~

W końcu nastała godzina 17 i Matt mógł wrócić do domu. Jednak jego myśli cały czas zaprzątał Josh. Przez cały dzień nie był w stanie myśleć o niczym innym tylko o tym co powiedział mężczyzna. Czy powinien mu zaufać? Jednak wiedział, że to co powiedział było szczere. Nie wiedział skąd. Może po prostu chciał by to okazało się prawdą? Że Josh żałuje, że naprawdę mu przykro?
- Już jestem !- krzyknął od drzwi wchodząc do domu i rzucając marynarkę na kanapę. Był tak pochłonięty myślami o Josh'u, że zapomniał jak co dzień zadzwonić do ojca.
Jednak widząc radosną buzie braciszka nie mógł się nie uśmiechnąć.
- Hey łobuzie. - przywitał się targają mu włosy przysiadając po chwili na skraju łóżka.
- Nie jestem łobuzem. Byłem dzisiaj grzeczny i nawet nie wychodziłem z łóżka- mruknął zerkając na niego.
- Stało się coś? - spytał cicho Akai patrząc uważnie na brata.
- Co? Oh nie. Nic. Po prostu jestem zmęczony. - uśmiechnął się znikomo.
- Zamówmy dzisiaj pizzę dobrze? Nie mam ochoty dzisiaj gotować – pogłaskał go po głowie.
- Wezmę prysznic, a ty w tym czasie zamów dobrze? - poprosił Matt znikając zaraz za drzwiami łazienki. Dopiero tam odetchnął głośno.
Ciepła woda pozwoliła mu się odrobinę odprężyć. Musiał wszystko na spokojnie przemyśleć.
- D-dobrze- powiedział Akai wpatrując się w znikającego w łazience brata. Czyżby coś się stało? Matt nie umiał kłamać. Akai jednak nie chciał naciskać.

~~~~~~

O równej 7 dało się słyszeć dzwonek do drzwi. Po chwili stanęła w nich piękna kobieta, tym razem jej włosy były rozpuszczone a długa czerwona suknia z delikatnym rozcięciem tylko podkreślała jej idealną sylwetkę.
- Punktualnie jak zawsze – Mary uśmiechnęła się czule spoglądając na mężczyznę przed sobą.
- Piękna jak zawsze – odbił piłeczkę John podając kobiecie bukiet róż.
- Dziękuje, wejdź proszę. Wstawię je do wazonu i możemy wychodzić – powiedziała idąc w stronę kuchni. John choć był dojrzałym mężczyzną, wlepiał cielęce spojrzenie w Mary. Jej kuszące kształty, rozpuszczone włosy, olśniewający uśmiech, ich słowne utarczki, to jak zakłada długopis za ucho lub gdy go karci gdy coś zbroi jakby był krnąbrnym dzieckiem. Kochał w niej wszystko.
- Możemy iść – powiedziała podchodząc do mężczyzny z delikatnym uśmiechem. John podał jej ramię jak prawdziwy dżentelmen.
Wieczór zapowiadał się bardzo obiecująco.
~~~~~~
- Tak, wszystkie. Żadnego ale, odwołaj wszystkie moje sobotnie spotkania. Przełuż je nadzielę. Nie marudź Chris. Zrób jak mówię. Tak, do jutra- Josh rozłączył się odkładając telefon na stolik. Chwycił szklankę patrząc na złowtawy napój. Matt nigdy nie przepadał za Whiskey. Wolał zdecydowanie łagodniejsze trunki. Mimowolnie uśmiechnął się upijając łyk ze szklanki.
Choć wiedział, że nie zasługuje to miał nadzieję, że Matt jednak zadzwoni i z czasem ich relację się poprawią.
Jednak jego myśli zaprzątała jeszcze jedna osoba. Słodki Akai. Chętnie by go znów zobaczył. Jednak na razie nie było to możliwe biorąc pod uwagę jego nogę. Chłopiec wpadł mu w oko i jak sądził po reakcjach chłopca on jemu również. Chwycił za telefon i znalazł numer chłopca. Uśmiechnął się na samą myśl, że usłyszy jego głos.
- Hey maleńki – powiedział słysząc nieśmiałe „halo” w słuchawce.

~~~~~~

Akai zamówił pizze i czekał grzecznie na braciszka, gdy nagle rozdzwonił się jego telefon. Widząc kto dzwoni szybko odebrał.
- H-Halo? - spytał cichutko.
- Hey maleńki – Josh uśmiechnął się delikatnie rozsiadając się wygodnie w fotelu.
- Jak ci minął dzień? - spytał mężczyzna obracając w drugiej dłoni szklankę z alkoholem.
- Nudno – poskarżył się chłopiec robiąc nadąsaną minę.
- Ale na szczęście brat wrócił już z pracy. Zamówiliśmy dzisiaj pizzę. - powiedział entuzjastycznie chłopiec.
- Ah ta okropna nuda. Nie martw się, niedługo zdejmą ci gips i będziemy mogli wyjść razem na coś słodkiego -powiedział rozbawiony mężczyzna.
- Naprawdę?! Oh tak! Już nie mogę się doczekać! - Akai był w siódmym niebie. Mężczyzna chciał się z nim spotkać!
- Akai! Pizza przyszła! - krzyknął Matt odbierając zamówienie.
- Oh muszę kończyć. D-Dobranoc panie Josh – powiedział chłopiec.
- Dobranoc maleńki – odpowiedział Josh. Chyba zwariował. Był pewien, że słyszał głos Matt'a. E tam. Niemożliwe. Powinien na moment przestać o tym myśleć, bo zaczynał wariować.

Matt wszedł do sypialni, a widząc jak chłopiec wpatruje się w telefon z głupkowatym uśmiechem podszedł bliżej.
- Stało się coś dobrego ? - spytał biorąc go na ręce, by zanieść go do salonu.
- Dzwonił ten pan co mnie uratował! - powiedział entuzjastycznie.
- Powiedział, że jak wyzdrowieje to pójdziemy na coś słodkiego! - Matt uśmiechnął się pod nosem. To była historia jak z bajki. Książę ratuje śliczną damę, a potem żyją długo i szczęśliwie. Czyżby jego braciszek zadurzył się w swoim „Księciu?”. Matt pokręcił głową.
- Spokojnie. Najpierw wyzdrowiej, a teraz jedz- posadził go na kanapie.
- Poza tym nie znasz tego mężczyzny. Nie powinieneś mu od tak ufać. - mruknął Matt już widząc czarny scenariusz co się stanie gdy pozwoli spotkać się chłopcu z tym mężczyzną.
- Oh nie dramatyzuj tak – powiedział rozbawiony Akai. Spojrzał powątpiewająco na brata.
- Nie oddam mojego słodkiego braciszka jakiemuś pierwszemu lepszemu facetowi -zaperzył się Matt.
- Dziękuję – szepnął cicho chłopiec. - Że tak się o mnie martwisz. - Akai spojrzał na brata uśmiechając się ciepło. Matt kucnął przed nim chwytając jego dłonie w swoje.
- Od tego właśnie jest rodzina. - powiedział uśmiechając się wesoło Matt.

środa, 29 kwietnia 2015

Żyje!

Gomme! Ale z pewnych powodów nie mogłam wstawić rozdziału, bardzo was przepraszam za tak długą zwłokę. Jednak uwaga:) Rozdział pojawi się dzisiaj wieczorem lub jutro :)
W końcu mogę odsapnąć i zabrać się za rozdział :)
Noże i widelce i wszystkie ostre przedmioty możecie pochować, Maru do was wróciła :D
Mam nadzieję, że nie gniewacie się za bardzo :3

Całuje i tulam

Maru;3


PS: Kogo spotkałam na Pyrkonie w Poznaniu? :D


Wasza Maru :D



Moje skarby *_* <3