wtorek, 3 marca 2015

The allies 23



Serio?! O_O nic nie wiedziałam o tej ustawie...
Kto to w ogóle wymyślił? Przecież internet jest dla wszystkich i każdy powinien móc czytać czyjegoś bloga. Eh... No ale chyba nic z tym nie zrobimy prawda ?
Podam wam mój numer gg i email. Będę go także co jakiś czas przypominać tutaj. Wszyscy, którzy podali mi maile lub numery gg w komentarzach zapisze jutro.

Maru ma tragedie:( Poszedł mi dysk twardy więc wszystko mi poszło, wszystkie opowiadania, znowu :( eh już raz miałam tak:(
Więc wychodzi na to, że The allies muszę pisać od nowa. Co się wydarzy w kolejnym rozdziale? Trochę pamiętam co tam było, ale to opko pisałam ze dwa lata temu jak i nie więcej :( Eh.
Jednak mniej więcej pamiętam co się tam działo.
Liczę na komentarzyki i że wam się spodoba ;3


Kocham was <3


Wasza Maru ;3

PS: numer gg: 10136531 lub 47641370
e-mail: maru20@onet.eu


Przepraszam, że tak długo to trwało ale wróciłam ;3 W końcu xD
Z góry przepraszam za błędy ale nie mam Bety :( nie krzyczcie ;3



Rozdział 23

- Pamiętaj kochanie żeby nie dać im się wedrzeć do twojego umysłu, bo dowiedzą się za dużo, a nie chcemy żeby Dumbledore też coś wiedział. Zamaskuj to, dobrze? Zastąp fałszywymi wspomnieniami. Byliśmy gdzieś w wiosce, by s ukryć. Pomagaliśmy, sprzątaliśmy, polowaliśmy i zero treningu, a te cztery istoty się z nami zaprzyjaźniły i chciały zapisać do szkoły, o której im tak dużo opowiadałeś. Taka będzie nasza wersja, zapamiętałeś? – Draco zebrał palcem z jego ust czekoladę i oblizał palec podając mu pod usta tosta.
- Jedz. Pamiętaj, że teraz musimy dbać o ciała i formę. - powiedział blondyn.

Harry skinął głową zgadzając się.
- Wiem, postaram się... Ale Veritaserum - szepnął zerkając na niego.
- Co zrobimy? Oh wiem, ale nie zdążymy zrobić eliksiru - brunet westchnął ciężko.
- Przydałby się teraz Kuro- mruknął zielonooki.
- Raz dwa i byśmy mieli eliksir. KURO !! -zawołał. Harry już się bał, że demon się nie pojawi.
- Oh jesteś- brunet odetchnął z ulgą.
- Ja się tu o ciebie martwię, a ty mi znikasz - mruknął obrażony Kociak, ale po chwili spoważniał.
- Mamy mały problem. Potrzebny nam eliksir, który zniweluje działanie Veritaserum - nagle demon zniknął.
I jak czarnowłosy się domyślał po 10 minutach dostali swoje eliksiry.
- Dziękuje Kuro, ah i nie znikaj mi tak - nadął policzki - Martwiłem się. 
- Tak tak mój panie - mruknął demon, ale był zadowolony. Cieszył się że Kociak o nim myślał. Skinął im głową, by po chwili wrócić do piekła.
 

-Dobra Harry, ubieraj się- blondyn puścił Kociaka, by ten mógł się w końcu ubrać. Natomiast blondyn wyszedł zrobić porządek z demonami. Nie będą spać w ich pokoju! Przynajmniej do końca wakacji niech korzystają z innych, pustych pokoi, a potem się zobaczy co z nimi zrobić.

Harry w tym czasie wziął prysznic, po 20 minutach wyszedł ubrany.
- To co, idziemy? -szepnął brunet stając obok swojego chłopaka i zagryzając dolną wargę.
- Chce to mieć już za sobą - westchnal Kociak po czym pochylił się i pocałował Draco krotko ale zachłannie.

- No już już Kocie, nie całuj, bo cię znów zamknę w sypialni. Chodźmy- blondyn złapał go za rękę i wyszli z dormitorium i poszli do gabinetu Dyrektora. Nie było hasła tym razem, drzwi były szeroko otwarte, a gabinet wypełniony aurorami, którzy napięli się widząc tę dwójkę wchodzącą do środka. Prawie natychmiast ich rozdzielono.
- Co to ma znaczyć Potter? Co to za przebranie? - Moody pociągnął go za ucho dość mocno, on nigdy się nie patyczkował i nie silił się na delikatność. 
 
Harry zaskoczony pisnął z bólu i prychnął zamachując się na aurora.
- Tknij mnie jeszcze raz, a nie ręczę za siebie - warknął Kociak.
- To samo tyczy się Draco - szarpnął się i podszedł do blondyna.
- Panie dyrektorze, chciał pan z nami rozmawiać, jednak my nie będziemy rozmawiać z tymi idiotami, którzy nic nie potrafią zrobić dobrze - Harry prychnął. Moody spiął się i ruszył na Harry'ego  ale czarnowłosy miał refleks, wyciągnął różdżkę i bez problemu go obezwładnił.
Nikt już nie odważył się podważyć zdania Harry'ego.
- Jesteśmy skłonni przyjąć Veritaserum, ale pod warunkiem, że jedyną osobą, która będzie zadawać pytania, będzie pan Dyrektorze - Dumbledore skinął głową i po chwili już siedzieli napojeni Veritaserum.

Oczywiście Severus Snape też był przy przesłuchaniu, w końcu on przygotowywał eliksir i pilnował, by wszystko poszło gładko. Draco mrugnął do niego, a potem bez problemu przekroczył jego bariery obronne informując Mistrza Eliksirów, że Veritaserum nie zadziała, bo brali odtrutkę, więc będą kłamać jak z nut i żeby się nie martwił i nikt o niczym się nie dowie. Blondyn objął w pasie Kociaka i leciutko pocałował go w policzek.
- Czekamy na pytania Dyrektorze. Nie mamy nic do ukrycia, a i więcej, chcemy potem porozmawiać tak w cztery oczy - powiedział znacząco Ślizgon. 

 Harry nieco się rozluźnił na kolanach Draco i już nieco spokojnie rozejrzał się dookoła.
Aurorzy przyglądali im się niepewnie, a Moody ciskał w nich pioruny ale też siedział cicho.
- Dobrze moje drogie dzieci. Najpierw powiedzcie mi jak się nazywacie i czy jesteście pod wpływem jakiegoś zaklęcia lub eliksiru poza Veritaserum - oczywiście skłamali gładko, nikt się na niczym nie poznał, po chwili posypały się kolejne pytania.
- Powiedzcie mi gdzie byliście  przez cały ten czas - Drops spojrzał na nich uważnie.
- I proszę mi wybaczyć panie Malfoy, ale dlaczego pomogłeś panu Potter'owi i dlaczego Harry jest w takim stanie? Skąd te kocie dodatki ? - spoglądał to na jednego to na drugiego.
- Po której stronie staniecie podczas wojny ? - tym razem każdy obecny w gabinecie spojrzał na nich uważnie.


Draco przytulał Harry'ego cały czas żeby się nie bał. Draco wiedział, a raczej się domyślał, że właśnie takie pytania padną.
- Pomogłem mu, bo się bardzo zaprzyjaźniliśmy jeszcze w Hogwarcie, i to na tyle, że powiedziałem mu o moim ojcu. Bardzo chce, by w końcu Czarny Pan zginął i chce pomóc Harry'emu. Jest moim chłopakiem, więc to chyba oczywiste, że obojętnie co by się nie działo będę przy nim. - odpowiedział gładko Draco.
- Co do Kocich dodatków... Próbowałem uwarzyć eliksir, już nawet nie pamiętam jaki i Harry mi wpadł do kociołka i tak już zostało. - oczywiście
to było kłamstwo. Nie mógł im przecież powiedzieć, że są Animagami.
- Byliśmy daleko stad, w Ameryce Południowej. Byłem tam kiedyś na wakacjach, a wiem, że zasięg Voldemort'a tam nie sięga, więc zabrałem tam Harry'ego żeby był bezpieczny- Draco spojrzał na Dyrektora uważnie.

Drops kiwnął zadowolony głową, co chwile sprawdzając ich myśli, które także oczywiście były fałszywymi informacjami, ale inni nie musieli o tym wiedzieć, i ważne, że Drops się nabrał.
- Harry, powiedz mi, czy pan Malfoy zmusił cię do czegoś? Mimo, że się zaprzyjaźniliście dlaczego zgodziłeś się wyjechać? Czy to Draco zabronił ci mówić o tym komukolwiek? - Harry zazgrzytał zębami słysząc pytanie Dumbledore'a.
- Nie panie Dyrektorze. Draco mnie do niczego nie zmuszał, wszystko jest prawdą co powiedział - brunet uśmiechnął się delikatnie i zastrzygł uszkami.
- Co do wyjazdu, nie powiedziałem nikomu, bo tak było bezpieczniej. Voldemort, ma wielu szpiegów, nawet w Ministerstwie - tutaj Harry spojrzał z pogardą na Aurorów.
- Nie pisaliśmy, gdyż nasze sowy mogłyby zostać przejęte przez wroga - Harry wzruszył ramionami.
- Poza tym Draco jest dla mnie bardzo ważny. Ufam mu jak nikomu innemu, jak pan wie.. nie mam przyjaciół w Gryffindor'ze,- warknął zimno.
-Dzięki szpiegom, których mi pan podesłał i którzy mnie monitorowali i donosili co robię, - warknął Kociak. Miał już dosyć tych pytań. Był wściekły, bo wiedział, że całą winę ponosił Dumbledore, gdyby nie Kuro dalej żyłby w nieświadomości, ale teraz wiedział, że Drops to tylko stary i sprytny manipulator. Po  chwili jednak się opanował, nie mógł się unosić. Dumbledore był świetnym graczem, manipulatorem. Potrafił sprawić, że każdy mu ufa, ale to już się miało skończyć. 
- Przepraszam, po prostu straciłem przyjaciół, dalej mi z tym ciężko, przepraszam - Harry udał skruszonego i wtulił się w Draco.

 - Harry kochany, proszę spokojnie - blondyn szepnął do chłopaka i bardziej go w siebie wtulił wytrzymując te spojrzenia Aurorów. W końcu chodziło tu o naprawdę jedno wielkie kłamstwo. Musieli to dobrze zagrać. Draco ugryzł Kociaka lekko w uszko, wiedział, że go to troszkę rozluźni i chłopak się odpręży. Na szczęście zrobił to dyskretnie.
- Dobrze, a co to za goście? Te kobiety i mężczyzna? - spytał Dyrektor.
Właściwie dwóch mężczyznPoznaliśmy ich własnie tam, są czarodziejami jak my i chcieliby się uczyć tu w szkole. Dowiedzieli się o Hogwarcie od nas, dlatego zabraliśmy ich ze sobą. - będzie trzeba jakoś załatwić im różdżki, ale pewnie demony doskonale będą mogły udawać. W końcu były bardzo potężne. 
- Świetnie. A tatuaże? Panie Malfoy to na szyi? - spytał nagle Drops. 
- Ach to? Lokalne ozdóbki, wiem że w szkole są zakazane ale zapuszczę trochę włosy i nie będzie widać- powiedział blondyn wzruszając ramionami wiedząc, że ujdzie im to na sucho, bo w końcu Dyrektorowi chodziło tylko o to, by byli mu posłuszni.
 
- To prawda, taka mała pamiątka, w końcu to chyba nic złego prawda? - spojrzał chłodno na Aurorów po czym uśmiechnął się nieśmiało do Dyrektora.
Przepraszam, to ja namówiłem na to Draco, ale one tylko dodają mu pikanterii - mruknął brunet i zamachał ogonkiem. Nie wstydził się swoich uczuć i nie widział potrzeby aby to ukrywać. 
- Czy możemy już kończyć? Kręci mi się w głowieskłamał Harry, dzięki Snape'owi wiedzieli jakie są skutki uboczne Veritaserum.



- Ja się zajmę panem Malfoy'em i panem Potter'em. Eliksir musiał ich osłabić, podam im coś na wzmocnienie- zaproponował Snape i Malfoy naprawdę był mu za to wdzięczny. To własnie z nim opuścili gabinet Dyrektora nie odzywając się przez całą drogę. Pierwsze słowa padły dopiero w zabezpieczonym zaklęciem gabinecie Snape'a. 
- No Potter, wyglądasz przeuroczo i zrobiłeś postępy. Od września będziesz w moim domu. Dobrze, że nie jesteś już taki chudy i zmizerniały. Uczniowie w moim domu muszą się dobrze prezentować. A teraz. Co to był za eliksir na odtrucie Veritaserum? Muszę zdobyć przepis, jest bardzo przydatny - powiedział Snape kiwając w zamyśleniu głową.


Harry szedł obok Draco niepewnie, miał ochote wykrzyczec wszystko Dropspwi ale musiał się powstrzymywać. Jednak z myśli wyrwał go głos Snape'a
- C-co? - zamrugał kilka razy brunet. 
- Chce mnie pan w  swoim domu ? Dumbledore się zgodził? - Kociak nastroszył uszka, miał ochotę rzucić się i uściskać znienawidzonego dotąd nauczyciela, jednak zamiast na niego, rzucił się na Draco.
- Bardzo panu dziękuje - szepnął Kociak szczerze. Gdyby nie interwencja Snape'a musiałby dalej męczyć się w Gryffindor'ze. 
- Eliksir... Mhm nie wiem, musi się pan spytać Kuro - powiedział niepewnie Harry, dalej nie wiedział czy mogą mu doszczętnie ufaćzerknął na blondyna. 
- Nie wiem czy Draco panu już wszystko powiedział, ale to nie  ludzie, to demony - Harry przypatrywał się uważnie profesorowi. 
- Są nam poddane i pomogą walczyć z Voldemort'em - Harry dalej czuł się niepewnie w tym wszystkim. Pierwszy raz Nietoperz nie krzyczy na niego, nie odejmuje punktów. Miła odmiana. 

 
 - Draco już mi to powiedział. Jeśli to nie problem panie Potter, chciałbym się spotkać z Kuro. Musicie tu chwile zostaćudać nieco osłabionych dlatego... - Snape podszedł do ukrytego w ścianie barku i nalał im po szklance mocnego trunku. 
- Możecie się napić. och Narcyza byłaby wściekła wiedząc, że upijam chrześniaka, a jej syna.... Uwielbiam gdy ta kobieta się złości. - Profesor roześmiał się w swój zwykły bardzo nieprzyjemny sposób ale dało się też w tym dosłyszeć nutkę prawdziwego rozbawienia.


 Harry wziął alkohol i upił spory łyk. Oj tak stres dał o sobie znać. Miał  ochotę na moment zapomnieć, że jest cholernym Chłopcem Który Przeżył, i robi za pionka Dumbledor'a. Brunet zerknął na Draco z delikatnym uśmiechem.
Jednak po niecałej godzinie, Harry był już kompletnie pijany i drzemał na kolanach Draco wtulając się w niego mocno.


Draco jednak głowę miał nieco mocniejszą, więc dalej rozmawiał ze Snape'em, ale oczywiście nie o przepowiedni. Ot tak sobie rozmawiali o wszystkich indiańskich sztuczkach, o poziomie ich zdobytych umiejętności, o tym czego się nauczyli, by Snape wiedział w jakim są momencie jeśli chodzi o naukę.
- Draco musicie wyciągnąć od Dyrektora miejsca ukrycia Horkruksów. Ja kojarzę położenie jednego z nich, jest w Gringocie - powiedział Snape. 
- Minus dziennik, który Harry kiedyś zniszczył, i Dyrektor  zniszczył pierścień, kolejnego zdołałem  wychwycić z jego myśli dzisiaj w gabinecie - powiedział spokojnie profesor.
- No dobrze. Koniec na dzisiaj, pan Potter już śpi. Zabierz go do pokoju. Spotkamy się jutro w sali eliksirów. Porozmawiamy już we troje na trzeźwo i wtedy będzie można wyruszyć po kolejnego Horkruks'a.


Następnego dnia....

Harry obudził się rano z potwornym bólem głowy i Saharą w ustach.
Jęknął kładąc po sobie uszka, siedzieli u Snape'a pili, a potem... Nie pamiętał co było dalej, odleciał .
Chciał się podnieść ale zaowocowało to takimi zawrotami głowy, że pokonany opadł z powrotem na posłanie.
- Mhm, nigdy więcej - mruknął brunet. Łeb mu pękał, a ćwierkoty ptaków w tym nie pomagały.



 Draco był już na nogach. Zdążył rozłożyć ciuchy w szafie, znaleźć dla demonów miejsce do spania, załatwił także śniadanie i lek na kaca dla Kociaka i z takim zestawem wszedł do sypialni chwile po tym, jak Kociak się obudził.
- Dzień dobry  moje słoneczko najdroższe - przywitał się blondyn  i usiadł na łóżku, całując go delikatnie. 
- Eh daje od ciebie alkoholem na kilometr. Trzymaj i zaraz uciekasz do łazienki - Draco podał mu eliksir na kaca, potem wodę z cytryna, a na koniec czekolady, by Harry się ogarnął. 
- Snape ma naprawdę mocne trunki w tym swoim barku - westchnął blondyn rozbawiony widząc jak Kociak się krzywi siadając.

- Draco ... mhm - Kociak jęknął z wdzięcznością i szybko wypił eliksir a potem wodę i zjadł czekoladę.
- Oj tak, przypomnij mi bym nigdy więcej nic od niego nie pił - Harry pokręcił głową i wtulił się mocno w blondyna.
- Prysznic - mruknął i odsunął się niechętnie od Draco.
- Musimy iść do Drops'a - westchnął brunet. Nie chciał tam znowu iść.
- Podadzą nam wnioski do czego doszli - zaśmiał się nagle Kociak. Potem przeciągnął się z głośnym pomrukiem i poszedł do łazienki pozbywając się po drodze ubrań. Nie zastanawiał się jak to mogło wyglądać, w tym momencie marzył tylko o prysznicu. Wszedł do kabiny odkręcając ciepłą wodę.
- Oh jak dobrze! - mruknął zadowolony Kociak.
 Może Harry nie zastanawiał się nad tym jak to może wyglądać, ale Draco nie tyle się zastanowił co dał się złapać na ten widok, rozbierający się Kociak, który mu znika w łaziencePolazł za nim, a jakżeRównież zdjął koszulkę, spodnie, a w łazience bokserki i wszedł do niego pod prysznicobejmując go od tyłu i mocno przycisnął go do siebie, subtelnie muskając ustami jego kark i ramie. 
- Kociaku jeśli oni doszli do jakichś wniosków, to ja z chęcią pójdę, posłucham i się pośmieje - mruknął Draco sycąc oczy idealnym ciałem Kociaka.


Harry zadrżał gdy Draco go objął, mruknął zaraz jednak zadowolony i oparł się o jego tors.
- Wiesz doskonale, że nie możesz się śmiać - Kociak uśmiechnął się i obrócił się do niego obejmując go za szyję.
- A kto ci pozwolił wejść do łazienki?- spytał psotnie Kociak uśmiechając się delikatnie. Wspiął się na palce i musnął delikatnie jego usta.
- Oh nie! Miałem wysłać Kuro do Snape'a! Zapomniałem! On mnie zabije prawda? - skrzywił się Kociak. 


Draco przesunął dłonie na jego biodra i jeszcze bardziej przyciągnął go do siebie. Hm, gdyby uczniowie wiedzieli co się w Hogwarcie wyprawia przez te wakacje... Lepiej by się nigdy nie dowiedzieli.
-Kochany Kuro wiedział, że ma się spotkać z profesorem, sam sobie wybierze termin, to takie dwa charakterki, że może się nie pozabijają ale na pewno jeden drugiego będzie wnerwiał. O nich się nie martw, Snape nie będzie złyJeśli czegoś chce, potrafi być naprawdę cierpliwy. Mam to po nim, podobno dzieci wiele cech dziedziczą po Ojcach Chrzestnych - Draco powoli umył Kociaka, uważał na uszy, by ich nie zamoczyć, i w końcu zakręcił wodę i klepnął go w ten nagi pośladek 
- Sio i nie kuś bo 
ugryzę - powiedział psotnie Draco.

- Ah -Kociak pisnął zaskoczony i spojrzał na niego spod grzywki, pokazał mu język i wyszedł z kabiny kusząco kręcąc tyłeczkiem po drodze zgarniając ręcznik, ale nie założył go. W pokoju wybrał ciuchy i ubrał się przeczesując jeszcze wilgotne włosy ręka.
- Draco, rusz się - zaśmiał się i usiadł na skraju łóżka.
- Wiesz, dobrze, że jeśli zaraz nie wyjdziemy Moody wyważy wejście do domu węża i wywlecze nas silą - Harry rozbawiony spogląda na drzwi łazienki.

 
- No juuuuuuuż, chwila. Nie widzisz, że na bóstwo się robięBędę seksi. Poderwę kilku Aureorów żeby sobie humor poprawić. A potem ich rzucę łamiąc biedne serca....Ach podoba mi się ten bezlitosny plan godny syna Śmierciożercy - to ostatnie Draco powiedział już  z wyczuwalną goryczą w głosie. Ubrał się  naprawdę ubrał seksi. Przylegające skórzane spodnie i biała koszula z rękawem 3/4 do tego nieodłączny krawat Slytherin'u.
- Mam na oku takiego jednego czarodzieja wiesz? Jest po prostu świetny, jedyny który mi tak zawrócił w głowie, ma być dzisiaj u Dyrektora. Jeśli mi się poszczęści to go zbajeruje dzisiaj i zjem z nim może.... mhm kolacje w Wieży Astronomicznej? - Draco spojrzał na Kociaka z miną niewiniątka poprawiając włosy, by zaraz cmoknąć go w czoło. 
- Bądź na Wieży o ósmej wieczorem, nie wcześniej kochanie. - mruknął Draco uśmiechając się.
 
  Harry już miał prychnąc obrażony, że Draco chce kogoś podrywać, już miał rzucić w niego poduszką, gdy doszło do niego, ze to on jest tym czarodziejem. 
- Draco ! - Harry pokręcił głową rozbawiony.
- Znasz mnie, wiesz dobrze, ze będę. W końcu dla ciebie wszystko ty mój sexi czarodzieju - Kociak puścił mu oczko i chwycił jego dłoń wyciągając go na korytarz.
- A poza tym, dla mnie jesteś już wystarczająco sexi. Nie potrzebujesz zmian - brunet uśmiechnął się delikatnie  i zamachał wesoło ogonkiem.
Po chwili dotarli już do gabinetu Dyrektora, gdzie czekał Moody i jeszcze dwóch innych Aurorów i oczywiście sam Dumbledore.
- Oh witajcie chłopcy, auror Moody zaraz wam wszystko powie. - na co Auror prychnął i spojrzał na nich uważnie.
- Jesteście czyści, nie kłamaliście ale nie myślcie, że damy się nabrać -Moody warknął niezadowolony. 
Będziemy was mieli cały czas na oku - powiedział, a jego wszystko widzące oko latało na boki jak szalone.
Harry  zagryzł wargę i zawarczał cicho, był wściekły.
- Oh no cóż, - zaczął nagle słodko Kociak.
- Zgodnie z regulaminem Aurorów, nie macie prawa śledzić uczniów - Harry spojrzał na wściekłego Aurora mrużąc oczy.
Chętnie was pozwę, gdy zobaczę was w tej szkole - Harry uśmiechnął się niewinnie, a Moody aż kipiał ze złości.


 Draco był dumny ze swojego chłopca. 
 Kociak się nieźle przygotował jeśli chodzi o prawa i obowiązki poszczególnych pracowników ministerstwa magii. Cmoknął go w nagrodę w skroń. Brawo Harry Kociaku, będzie nagroda ~ pomyślał Draco.
- Panie Dyrektorze myślałem, że jeśli będziemy pod pana opieką to Harry'emu nic się nie stanie i nie  potrzebni ci goście. W końcu tak potężny Czarodziej jak pan, jest w stanie sam poradzić sobie z uczniami, nie potrzebując do tego Aurorów - Draco chwile tak jeszcze robił do dyrektora maślane oczka, by mu troszkę popieścić to durne Dumbledor'skie ego i w ten sposób Aurorzy opuścili gabinet klnąc pod nosem. 
- Panie profesorze, co z naszą misją? Chcemy już w te teraz zacząć szukać części duszy Voldemort'a, im szybciej tym lepiej, możemy liczy na pana pomoc, prawda?- Draco uśmiechnął się delikatnie. Bleh! Aż mu się niedobrze robiło na myśl, że musi się tak się łasić do Dropsa.


 Gdy niepotrzebni goście wyszli Kociak uśmiechnął się do dyrektora.
Proszę mi wybaczyć panie Dyrektorze, ale jeśli Aurorzy, by mnie szpiegowali, na pewno dostałoby się wszystko co robię do Proroka Codziennego, a Voldemort nie może się dowiedzieć, że poszukuje Horkruksów, nieprawdaż? - Harry uśmiechnął się uroczo i położył po sobie uszka.
-  Dlatego, tak jak Draco mówi, chcemy zabrać się do pracy najszybciej jak tylko się da. Nie ma czasu na siedzenie w miejscu, dlatego musi nam pan pomoc. Nie chce, by ludzie znowu ginęli - brunet spuścił wzrok, jednak dyskretnie zerknął na Dropsa czy zrobił dobre wrażenie. 

 Dyrektor  bardzo łatwo dał się nabrać i omamić. Te niewinne minki Potter'a, to oddanie i wierność, że zawsze zwraca się do Dropsa i nikogo innego. To zaufanie, oczywiście wszystko na pokaz, ale działało
- Znam miejsce ukrycia kilku Horkruksów - powiedział Drops zabrał ich do myślodsiewni, by pokazać im wspomnienia swoje i innych bliskich ludzi Czarnego Pana. Potem w ciągu kolejnej godziny przekazał im wszystkie swoje obserwacje i informacje i ewentualne miejsca gdzie mogą być ukryte części duszy, w jakich cennych przedmiotach i powiedział, że mogą rozpocząć poszukiwania,on zajmie się Auror'ami.


Harry zadowolony wszedł do sypialni, a gdy tylko drzwi zamknęły się za Draco przytulił się do niego i pocałował delikatnie.
- Nieźli z nas aktorzy -Kociak uśmiechnął się szeroko.
- Jak myślisz? Czy demony dałyby radę znaleźć te Horkruksy jeśli podamy im informację i dane gdzie one się znajdują? - zamyślił się, dalej się do niego tuląc.
- To by nam ułatwiło zadanie plus Drops o niczym by nie wiedział, dosłownie - spojrzał na blondyna pytająco.
- Ah, ktoś mi tu obiecał kolację na Wieży Astronomicznej o 8 - puścił blondynowi oczko.
- Jak myślisz co powinienem założyć, by spodobać się mojemu chłopakowi? - Harry rozbawiony przeszedł przez pokój kusząco kręcąc tyłeczkiem po czym schylił się otwierając szufladę.
- Czy ta bielizna jest odpowiednia? - zrobił minę niewiniątka pokazując mu zielone bokserki, wiedział ,że Draco uwielbia go w kolorach Slytherin'u.



poniedziałek, 16 lutego 2015

Ważne Info

Przepraszam ale wasza Maru ciągnie w tym momencie 3 prace, na szczęście do tej gdzie wyzyskują pracowników składam wymówienie - jutro! :) Miałam złożyć dzisiaj ale niestety z pewnych powodów nie byłam w stanie.
Więc zostaną mi dwie prace i czas dla was...
W tym momencie nie jestem w stanie dodać rozdziału. O łaskawi szefowie dziękuje za jeden dzień wolnego :/ taaaaa Niestety waszą Maru wczoraj siekło podczas pracy i umiera, ale postanowiłam dać znać, że jeszcze żyje xD
Dzisiaj się kuruje, mam nadzieję, że jutro będzie lepiej, bo do pracy trzeba iść :( Oby to choróbsko poszło w las xD
Kochacie mnie jeszcze? 


Wasza (schorowana, potargana, leżąca w łóżku) Maru ;3
 

środa, 21 stycznia 2015

Nieniawidzę swojej pracy!

Witajcie kochani,
 przepraszam za opóźnienia, jednak dopiero w piątek będę miała czas by wstawić rozdział,
jak już wspomniałam w tytule posta: Nienawidzę swojej pracy, wyzysk, dręczenia pracowników, nadgodziny oczywiście nie płatne, i niestety mała pensja. :(
A trzeba robić robić i robić :(
Nikomu nie polecam pracy w takim miejscu.

Mam nadzieję, że będziecie cierpliwi i poczekacie jeszcze do piątku.
Eh, gdybym mogła rzuciłabym tę pracę w cholerę!

Wasza (zdenerwowana, zrozpaczona i zmęczona) Maru;3

środa, 14 stycznia 2015

Nowe mieszkanko! - chaos

Wybaczcie za zwłokę ale wasza Maru się przeprowadziła i dopiero się urządza i też nie miała za 

bardzo dostępu do internetu.Jednak powoli wszystko wraca do normy więc za kilka dni powinien 

się pojawić rozdział,  postaram się najpóźniej dodać - w poniedziałek, więc strajk nie jest potrzebny 

xDhaha
 
Jeszcze raz bardzo was przepraszam, że mnie nie było. Nie myślcie sobie, że tak szybko się mnie 

pozbędziecie, nie zostawię was ! <3 Kocham was ;3


Wasza (uwolniona w końcu od zrzędliwej ciotki) Maru ;3











Haha <3 uwielbiam to <3 Taaaaakie urocze *_* mały Kisechin waaa *_* 
Ma jego oczka *_* Ktoś już oglądał 1 odcinek 3 sezonu Kuroko no basuke? Jacyś fani? Ja kocham!!!!








UROCZE PRAWDA? *_* Czytam to po raz setny xD <3

wtorek, 16 grudnia 2014

Dwa Światy 12


Rozdział 12 

Mikael leciał na złamanie karku, byleby jak najszybciej dotrzeć do swojego małego demona.
-Błagam niech mu nic nie będzie - szepnął przymykając oczy. Niedługo potem dotarł do domu Tom'a.
Gdy tylko z hukiem wpadł do środka wiedział, że jest źle, bardzo źle.
W środku panował istny chaos. Brian wertował energicznie opasłe tomiszcza zrozpaczonym wzrokiem szukając czegoś co mogłoby chociaż w najmniejszym stopniu pomóc jego małemu braciszkowi. Salon jak i kuchnia wyglądały jak po huraganie. Zacisnął dłonie w pięści i podszedł szybko do demona.
- Gdzie on jest?! Gdzie jest Liam? Gdzie Tom? - Brian przytrzymał Anioła delikatnie acz stanowczo.
- Obaj są w śpiączce. Tom'a jesteśmy w stanie wybudzić. Niestety Liam... To nie takie proste. Stracił zbyt wiele demonicznej aury. - demon pokręcił głową starając się jakoś odegnać czarne scenariusze.
- Ty!! - do salonu wpadł Kuro i rzucił się na Anioła. To przez tego wstrętnego świętoszka jego mały braciszek jest teraz w takim stanie.
Demon z Aniołem tarzali się po podłodze okładając się jak popadnie.
- DOŚĆ!! Przestańcie! P-proszę przestańcie.. - Brian rozpłakał się i opadł na kolana.
- To mu nie pomoże. Ja... Kuro błagam. - starszy demon jakby opamiętał się i podszedł do brata przytulając go do siebie.

Mikael wstał powoli ocierając krew z rozbitej wargi. Wiedział, że demon miał rację. Gdyby nie zostawił chłopca samego do niczego takiego by nie doszło. Sam nie umiał sobie wybaczyć, tym bardziej wiedział, że jego bracia nigdy nie zapomną mu tego.
- Wiem, że to moja wina. Zostawiłem go samego - Mike zacisnął dłonie w pięści zagryzając wargę.
- Jednak udało mi się ustalić kto za tym wszystkim stoi. Richardson nie działał sam. - powiedział wzdychając głośno.
- Wezwano mnie dzisiaj na naradę, a raczej zostałem zwabiony w pułapkę. To robota Najwyższej Rady - powiedział patrząc na oba demony.
- Co takiego?!- Brian spojrzał przerażony na brata. Wiedział, że ich pochodzenie było przyczyną tysiącletnich sporów i nienawiści, jednak nie sądził, że Aniołowie!!! Na wszystkie diabły... Anioły, które zawsze załatwiały sprawy polubownie, nie lubujące się w przemocy, były w stanie skrzywdzić niewinne dziecko.
Kuro przymknął oczy już wyobrażając sobie jak unicestwia wstrętne Anioły demonicznym ogniem. Tortur nie będzie końca, o nie. Z nim mogą sobie robić co chcą, ale nigdy, ale to nigdy nie pozwoli, aby ktoś krzywdził jego rodzinę. Oddałby całego siebie .... Właśnie! Kuro warknął cicho pod nosem, że też wcześniej o tym nie pomyślał.
- Kuro? - Brian'a zaniepokoiła mina brata. Wiedział , że ten znalazł rozwiązanie, i coś sądził, że go ono przerazi i nie zdziwił się.
- Oddam mu swoją Aurę - powiedział nagle Kuro, a Brian zszokowany aż cofnął się o krok.
- A-ale nie możesz. Musi być inne wyjście... Nie możesz. Dobrze wiesz, że istnieje ryzyko, że żadnemu z was to nie pomoże. Nie mogę stracić was obydwu! - młodszy brat spanikował. Nie wiedział co ma o tym myśleć. Otoczył go istny chaos.
- To jedyny sposób - powiedział z chłodną obojętnością następca tronu.
- Nie. Nie jedyny - odezwał się nagle milczący dotąd Anioł. Brain spojrzał na Anioła z nadzieją w oczach.
- Możemy to zrobić razem. Połączyć aurę. To może zadziałać, tym bardziej, że jego matka była Aniołem - powiedział patrząc hardo w oczy Demona.
- To... Może się udać - powiedział powoli Kuro, a Brian zbladł jeszcze bardziej o ile to było możliwe.
- Czy wyście poszaleli?! Zginiecie wszyscy! Kuro to szaleństwo. To niebez... - nie dokończył. Kuro wykorzystując nasenny piasek sypnął nim bratu w twarz, widział na niej wymalowany szok, zrozumienie, rozpacz, by zaraz stracić przytomność.
- Nic mu nie będzie. Na nas Demony ten piasek nie robi wrażenia, dostał większą dawkę więc prześpi kilka godzin. Zaniosę go do drugiej sypialni i będziemy mogli omówić strategię - powiedział zimno Kuro, na co Mike tylko przytaknął.
Demon i Anioł razem, ramię w ramię. Rzadki widok. Anioł trzymał błękitną kopertę natomiast Demon krwisto czerwoną. Musieli powiadomić swoje rodziny o tym co zamierzali uczynić. Demon przekazał kopertę Aniołowi w geście zaufania. Mike wyszeptał kilka słów, a koperty zniknęły, miały trafić w ręce zaufanych mu przyjaciół. Wiedział, że może im ufać i że wiadomości zostaną dostarczone.
- Wierzę, że twój posłaniec dobrze się tym zajmie. Już czas - powiedział Kuro patrząc chłodno na Anioła.
- Możemy tego nie przeżyć. Zdajesz sobie z tego sprawę? - spytał Demon stojąc na przeciwko Anioła. Był mu wdzięczny, że ten chce się poświęcić dla jego brata, ale musiał wiedzieć, że Mikael był pewny swojej decyzji.
- Doskonale znam konsekwencje naszego planu. Zrobię wszystko, by Liam przeżył, nawet jeśli to znaczy, że już nigdy nie zobaczę jego uśmiechniętej buzi - powiedział zaciskając usta w wąską kreskę.
- Tobie naprawdę na nim zależy - bardziej stwierdził niż powiedział Demon. Położył dłoń na ramieniu kompana, bo przyjaciółmi nie byli.
- Obudzimy go. To zabrzmi dziwnie w moich ustach, ale bądź Aniołem, weź się w garść. Uwierz, że nam się uda. - powiedział patrząc mu chłodno w oczy.
- Do dzieła -powiedział Mike i skinął delikatnie głową w geście wdzięczności. Obaj w swoich prawdziwych postaciach podeszli do kręgu.
Chłopiec leżał owinięty białym prześcieradłem w środku ogromnego pentagramu, który wyczarował Kuro, w dłoń został wsunięty chłopcu poświęcony krzyżyk na znak, że te dwa oddzielne światy mogą działać w harmonii.
 ~~ ~~ ~~
........ W niebie.......
 Zamieszany w spisek Anioł tak jak kazał Mikael poinformował o wszystkim wyższego Anioła. Wolał nie pogarszać swojej już i tak okropnej sytuacji.
- Co takiego?! Zejdź mi z oczu inaczej nie ręczę za siebie. Natychmiast udaj się do Stwórcy. Poinformuj go o wszystkim! - w dłoni Rafael'a pojawiła się czerwona koperta. Zaskoczony przyjrzał jej się uważnie. Już wiedział co powinien z nią zrobić.

W tym samym czasie w Niebie, Kami x Mirel
- Kami! – Mężczyzna widząc go w drzwiach swojego mieszkania zrobił jedną rzecz, która przyszła mu teraz do głowy. Przygarnął młodszego Anioła do siebie oplatając szczelnie ramionami.
- Tak bardzo cię przepraszam. Przepraszam, przepraszam… - szeptał jak mantrę.
- Mhm… Anno. Mirel.. zostaw,  nie…  Wypuść- wiercił się zawstydzony w jego ramionach nie spodziewając się takiego ataku na swoją osobę.
- Nie. – odezwał się nagle stanowczym głosem przyjaciel. – Już nigdy cię nie puszczę. Nigdy nikomu nie oddam. Jesteś mój na wieki. Choćbym miał błagać na kolanach do końca świata, zrobię to – odsunął zarumienionego Kami’ego na wyciągnięcie ramion i spojrzał mu w oczy.
- Ja wiem, że zachowywałem się jak ostatni drań. Nie rozumiałem cię, krzywdziłem. Jednak w końcu zrozumiałem. Kami ja… Ja.. – Kami jak zaczarowany wpatrywał się w przyjaciela, jego oczy lśniły od powstrzymywanych łez. Czy to był sen? Jeśli tak, to nie chciał się już nigdy obudzić. Jednak nie. Mirel naprawdę tu stał. Naprawdę trzymał go w ramionach i miał zamiar wyznać uczucia.. Prawda? Nadzieja wstąpiła w serce niższego Anioła, który z niecierpliwością ale i obawą czekał na to co powie „przyjaciel”. Jednak tę rozmowę będą musieli odłożyć na później. W ich stronę biegł zdyszany Jeremy wymachując błękitną kopertą. MIKAEL! Coś się stało! Błękitna koperta była zarezerwowana tylko na jedną sytuację, gdy chodziło o ostateczne unicestwienie. Mikael narażał w tym momencie swoje życie, a oni niczego nieświadomi gruchają sobie jak gołąbki.
- Co się stało?! Mirel i Kami spojrzeli przerażeni na starszego Anioła.
- Mike, Liam… Richardson on… Rada Aniołów skazana, egzorcyzm – wysapał Jeremy. Nie czekali na nic więcej, ruszyli biegiem w stronę portalu ciągnąc za sobą zadyszanego Anioła.
- Otwieraj portal! Musimy iść – powiedział Mirel stojąc przed portalem. Chwycił dłoń „przyjaciela”, spoglądając mu przy tym w oczy.
- Będzie dobrze. Musi być. To Mike, na pewno sobie poradzi – powiedział chcąc uspokoić drżącego Kami’ego. 

- Nie. Mam dla was inne zadanie. Mikael chciał byście dostarczyli to do piekła. Ma ona sygnaturę Kuro, bez problemu przejdziecie przez ich portal - powiedział Rafael podając im czerwoną kopertę.
-Ja pójdę. Wy dołączycie później. Potrzebna będzie pomoc przy śmiertelniku. Pospieszcie się! Jeremy! Otwórz portal - powiedział starszy Anioł. 
........W piekle............
Belial czytając wiadomość zbladł momentalnie. Jego synek, jego maleństwo! Oczywiście martwił się także o starszych synów. Jednak osobiście nie mógł nic zrobić. Opadł na tron starając się uspokoić.
- Karelu! Udasz się natychmiast na ziemię! Moi synowie potrzebują mrocznej aury. Ruszaj natychmiast! - doradca władcy piekieł skłonił się i ruszył jakby go goniło na ziemię.
Gdyby nie wiadomość od Rafael'a nie byliby niczego świadomi. Jego synowi walczą o życie, a on nie może przy nich być. Belial zacisnął dłoń w pięść uderzając nią o mały stoliczek obok tronu, który rozpadł się na kawałki. Mógł jedynie czekać...


~~ ~~ ~~

Mężczyźni wyciągnęli dłonie nad ciało chłopca. Kuro po lewej stronie, Mikael po prawej.
- Wzywam moc piekieł, niech czarny ogień połączy się z ciałem na znak przynależności do świata cieni - wyszeptał Demon. Po chwili odezwał się Mikael.
- Wzywam moc światła, niech połączy się ona z ciałem na znak przynależności do jasnej strony świata - wyszeptał Anioł.
Dwa tak różne, a jednak tak samo silne moce wirowały nad ciałem chłopca obijając się o siebie.
- To nie działa - mruknął Mike czując jak cień próbuje wypchnąć go z kręgu.
- Nie poddawaj się! Uda nam się. Nie pozwól aby cień cię pokonał! - zawołał Kuro sam starając się utrzymać na pozycji. Obie przeciwne sobie moce walczyły zawzięcie nie zamierzając się połączyć.
- Uda nam się, uda... - szeptał Kuro. Powoli opadał z sił, tak samo było z Aniołem, widział stróżkę krwi spływającą z jego nosa na podłogę. Jednak żaden z nich nie chciał się poddać.
- Nie... - szepnął Kuro czując jak światło wypycha go z kręgu.
- Liam! Braciszku... - czuł jak osuwa się do tyłu, widział, że Mike także ledwo trzyma się na nogach, gdy nagle ktoś go podtrzymał pomagając ustać w pionie.
-
Wzywam moc piekieł, niech czarny ogień połączy się z ciałem na znak przynależności do świata cieni - powiedział nowy głos.
-
Wzywam moc światła, niech połączy się ona z ciałem na znak przynależności do jasnej strony świata- odezwał się głos po prawej stronie.
- Nie jesteście sami. Nie poddawajcie się jeszcze. Walczcie! - krzyknął Rafael podtrzymując Mikael'a.
Gdy tylko Rafael dotarł na miejsce nie mógł uwierzyć w to co widzi. Demon i Anioł współpracowali narażając swoje życia. Widział jak obaj opadając z sił. Jednak nie mógł przyłączyć się do kręgu sam, potrzebował demona, który zrównoważy jego moc. Na szczęście wiadomość dotarła na czas i już po chwili obaj mogli dołączyć się do kręgu.
 Mój panie! Nie poddawaj się - powiedział Karel podtrzymując następcę tronu. 
- Uda nam się. Tylko uwierzcie - krzyknął Rafael.  
Cień i Światło uderzały o siebie, by w pewnym momencie zacząć przyciągać się nawzajem.
- To działa! Jeszcze trochę. Wytrzymajcie - krzyknął Kuro odzyskując nadzieję na uratowanie braciszka. 
Nagle cień wchłoną jasność by przybrać kształt ciemnej kuli, która rozbłysnęła jasnym światłem. Mężczyźni zwęzili krąg przysuwając się bliżej ciała chłopca.
- Niech ciemność i jasność staną się jednością. Niech połączą się one z ciałem. - wypowiedzieli chórem. Patrzyli zafascynowani jak kula z łatwością wchłania się w ciało Liam'a.
- U-udało się - szepnął Rafael ocierając pot z czoła. Nagle postać chłopca pojaśniała, a ciemny cień zaczął krążyć wokół niego unosząc go do góry.
- Co się dzieję?! - wszyscy patrzyli jak oczarowani na postać chłopca, która zaczęła się zmieniać. Na plecach pojawiły się ogromne skrzydła, nie byłoby w nich nic nie zwykłego, gdyby nie to, że jedno skrzydło miało kolor czerni, a drugie było śnieżnobiałe. Włosy chłopca zmieniły barwę na jasny blond przebarwione gdzieniegdzie czarnymi pasemkami. Oczy Liam'a rozwarły się ukazując światu lewą tęczówkę błękitną, a drugą ciemną, prawie czarną. 
Moc rozwiała się opuszczając chłopca na ziemię.
- Już po wszystkim - wyszeptał nagle Rafael podchodząc do Liam'a.
- Spokojnie, nic mu nie jest. Śpi. - szepnął biorąc na ręce to kruche ciałko.
- Już nic nie zagraża jego życiu. Jednak wy. Jesteście wyczerpani. Minie kilka tygodni, nim wasza moc z powrotem się ustabilizuje - powiedział starszy Anioł.
Kuro ze szczęścia, o mało co się nie popłakał, widział, że Mikael nie jest w lepszym stanie. Obaj jednak nie zapomnieli o Tom'ie.
- Tom, jeszcze on... - zaczął Mike starając się podnieść z podłogi.
- Spokojnie. Mirel i Kami się nim zajęli. Jak tylko dostarczyli wiadomość od razu przybyli tutaj.  Jednak żaden z was nie mógł ich wyczuć. Żadnemu z nich nic nie zagraża. Śmiertelnik będzie spał przez kilka dni, jednak kiedy obudzi się Liam... Trudno powiedzieć. Na szczęście to leczniczy sen, jego moc ustabilizowała się. - powiedział spokojnie.
Kuro, Mikael, Liam i Tom oraz Brian zostali położeni w sypialni na osobnych łóżkach. Każdy z nich powoli wracał do pełni sił.
- Co z nim? - spytał Karel patrząc z nienawiścią na Richardson'a, który leżał związany w kącie salonu. - Co z Radą? - demon spojrzał na Anioła uważnie.
- Nie martw się. Pozwólmy to rozwiązać Belial'owi i Stwórcy. Obaj na pewno dojdą do kompromisu - powiedział Rafael popijając spokojnie herbatę. Oni także byli zmęczeni, lecz nie tak bardzo jak Kuro i Mike, oni nie byli w kręgu tak długo jak oni.
- Tak, masz rację - Karel usiadł na krześle z wdzięcznością biorąc kubek z herbatą od kogo? Czy teraz Demony i Anioły będą żyć razem w harmonii? 


A tego dowiecie się w następnym rozdziale :)
Mam nadzieję, że wam się spodobało ;3 Zachęcam do komentowania.
Prawdopodobnie, a raczej na pewno następny rozdział będzie ostatnim z tego opowiadania ;3

niedziela, 14 grudnia 2014

W poniedziałek!

Gomme kochani, ale nie chce wstawiać nie dokończonego rozdziału, więc nowy rozdział pojawi się jutro wieczorkiem jak wrócę z pracy i na spokojnie dokończę.
Przepraszam za opóźnienie, ale wolę wstawić poprawiony i dobrze napisany niż niedokończony i z błędami :)


Kocham was.

Maru;3




Junjou Romantica <3 Awww Misaki so cute <3 *_*


środa, 3 grudnia 2014

Ohayo!

Moi kochani :)

nowy rozdział powinnam wstawić do piątku, a przynajmniej mam taką nadzieję :)

Niestety mam coś ważnego do załatwienia jeszcze więc ogólnie ta moja "nieobecność" skończy się 


po wtorku (09.12.14r.), potem jestem cała wasza i będę starała się nadrabiać za to, że was tak 

bardzo zaniedbałam :)

Kocham was mocniusio ;3


Wasza Maru;3 ( pisane kolorem Slytherin'u <3 xD)




 
Może jak nie będziecie za bardzo krzyczeć wasza Maru wam się pokaże co?
Mhm chcecie wiedzieć jak wasza Maru wygląda?:)
Jeśli tak piszcie w komentarzach ;3
<3<3<3