Witajcie kochani!!
Mam dla was kolejny rozdział nowego opka:)
Jakoś tak mi się nudziło na zajęciach to napisałam :D Oczywiście to, że napisałam notkę z nudów nie znaczy, że włożyłam w napisanie jej mniej serduszka niż w poprzednie notki. Starałam się jak mogłam <3
Mam nadzieję, że się wam spodoba.
No nic nie przedłużam już i zapraszam do czytania i zachęcam do komentowania :)
Rozdział zbetowany przez moją kochaną Draco'nkę, która przesyła wam buziaczki <3 ;3;3;3
Rozdział 2
Dwudziestoletni blondyn wysiadł z taksówki
i spojrzał na wieżowiec, którym od dziś miał zarządzać. Był cały oszklony. Ciemne
szyby przyjemnie chroniły przed zbyt mocnym słońcem, jednak nie zmniejszały
widoczności pracownikom wyglądającym przez nie.
Matt westchnął cicho, przybierając
chłodno-obojętny wyraz twarzy. Niech nie myślą, że będą mogli mu wejść na
głowę, bo jest młody. Potrzebował rzetelnych, pracowitych i godnych zaufania
pracowników, a nie oszustów próbujących dostać w łapska jak najwięcej
pieniędzy.
Od razu po przekroczeniu progu budynku,
przywitała go jego sekretarka Mary. Zawsze w pracy miała na sobie szarą
garsonkę i grafitową spódnicę. Tak było i tym razem. Choć kobieta dochodziła
już 50-tki, dalej była bardzo atrakcyjna.
Chłopak nigdy nie patrzył na wygląd, czy
też zainteresowania pracowników. To nie było istotne. Ważne było, by mieli
wiedze i potrafili jej użyć. Młody mężczyzna, z autopsji wiedział, że jeśli
człowiek nie ma doświadczenia w branży, to nie należy go od razu spisywać na
straty. Co więcej, najczęściej właśnie ci pracownicy, byli chlubą ich firmy.
Aby dostać się do MProduction, nie licząc
dyplomów ukończenia szkół, staży i kursów, trzeba było jeszcze przejść rozmowę
kwalifikacyjną ,i mimo że blondyn miał od tego ludzi, wolał sam zająć się
rekrutacją podwładnych.
- Pięćdziesięciu kandydatów czekało pod
gabinetem. Dwudziestu pozostałych umówiłam na
jutro, w godzinach porannych. Na każdego przypada po 5 minut. - Odezwała się
kobieta odruchowo już wkładając długopis za ucho. Jak co dzień swoje długie,
czarne włosy upięte miała w figlarny kok. - Oto dzisiejsza poczta, dokumenty do
podpisania leżą na pana biurku. Dzwonił pana Ojciec. Powiedziałam, że oddzwoni
pan wieczorem. - Powiedziała Mary zerkając do notesu.
Co on by bez niej zrobił? Ta kobieta to
istny skarb.
- Dziękuję, Mary. Nie umawiaj na dzisiaj
już nikogo. - Weszli do windy, która po chwili ruszyła powoli na 45 piętro. -
Gdyby dzwonił Josh to…
- Nie łączyć, jest pan zajęty i nie ma
ochoty rozmawiać z takim palantem. - Nie dała mu dokończyć. Już przerabiali te
rozmowę, ponieważ brunet dzień w dzień wydzwaniał do niego, lecz Matt nie miał
zamiaru z nim rozmawiać.
- Mówiłem już, jak bardzo cię uwielbiam? -
Spytał blondyn uśmiechając się łobuzersko. Byli sami w windzie, więc na moment
mógł się rozluźnić. Kobieta uśmiechnęła się ciepło kręcąc głową z politowaniem,
po czym dała mu delikatnego kuksańca w bok.
- Nie podlizuj się Matty - Zawsze się tak
do niego zwracała, gdy byli sami. Niestety, droga dobiegła końca i trzeba było
wrócić do oficjalnej rzeczywistości. - Nie martw się, twoja kawa z mlekiem i
dwiema kostkami cukru już na ciebie czeka w gabinecie. - Powiedziała rozbawiona
widząc, jak mężczyzna patrzy na nią z wdzięcznością.
Zielonooki zmierzył chłodnym wzrokiem
przybyłych kandydatów, równie zimnym tonem przywitał wszystkich, po czym
zaprosił pierwszego przybyłego.
~~ 3 godziny później ~~
Co do diabła było z tymi ludźmi nie tak ?!
Z trzydziestu kandydatów, wybrał jedynie cztery osoby, które nadawały
się, by pomagać mu w zarządzaniu firmą. Zmęczony i zły oparł się wygodnie o
fotel. Kawa wystygła już dawno. Miał właśnie poprosić Mary, by zrobiła mu nową,
gdy usłyszał podniesione głosy na korytarzu.
Wstał, by sprawdzić co się dzieje. Gdy
uchylił drzwi, dostrzegł młodego chłopaka, który błagał jego sekretarkę, by
pozwoliła mu na spotkanie z nim. Miał może z 16 lat, z pewnością nie więcej. Ubrany
był w jasne jeansy i błękitny podkoszulek. Różnica między nim, a poprzednimi
kandydatami była ogromna.
- Kruszynko, bardzo mi przykro, ale pan
Bayen jest bardzo zajęty. - Starała się mu wytłumaczyć. Jej serce jednak miękło
z minuty na minutę. Matt to wyczuł i postanowił się w końcu ujawnić.
- Czy mogę wiedzieć, co to za zamieszanie ?
- Spytał zimno marszcząc czoło.
- Panie Bayen, ten chłopak chciałby... -
Przerwał jej jednak w pół zdania błagalny głos chłopca.
- Zajmę panu tylko chwilkę. Proszę tylko o
5 minut. - W jego oczach widać było upór. Było wiadome, że chłopiec nie
odpuści. Matt spojrzał na swoją sekretarkę. Miała ona podobny instynkt. Oboje
umieli ocenić, poznać ludzi dosłownie po kilku minutach rozmowy. Widząc
błagalny wzrok chłopca i przepraszający wyraz twarzy Mary, skapitulował.
- Masz trzy minuty. Mary, zaparz mi proszę
kawę. - Rzekł, po czym obrócił się i zniknął w gabinecie. Chłopiec niepewnie
podążył za nim, rozglądając się z zaciekawieniem po pomieszczeniu.
Matt usiadł w fotelu, wskazując drugi na
przeciwko siebie przybyszowi, patrząc na niego wyczekująco.
Kandydat denerwował się. Już nie był tak pewny
siebie, jak przed chwilą. W tym momencie bał się nawet podnieść na
zielonookiego wzrok.
Ciekawe. Cóż on ma mi do powiedzenia. - pomyślał Matt.
- Bo ja... Bo ja chciałem... - Drobny
chłopak wyciągnął teczkę zawierającą CV w stronę mężczyzny, by ten mógł się z
nim zapoznać. Musiał wziąć się w garść, przecież zależy mu na tym.
Matt mógł w końcu ponownie dostrzec
zacięte spojrzenie chłopca. Jego niebieskie oczy patrzyły hardo na niego tak,
jakby mówiły, że bez walki się nie podda.
- Zdajesz sobie sprawę, że jesteś
niepełnoletni ? Nie mogę przyjąć dziecka. - Powiedział spokojnie Matt, spoglądając
obojętnie na chłopca. Teczka nie była ważna. Chciał, aby chłopak sam mu
powiedział coś o sobie.
- Za 3 miesiące skończę osiemnaście lat. -
Odparł cicho chłopak, czym kompletnie zbił z tropu blondyna. Ten jednak nie dał
nic po sobie poznać, jedynie uniesiona brew, znaczyła o jego zaskoczeniu.
- Dobrze, na to jeszcze można przymknąć
oko. Mam tylko pytanie. Dlaczego chcesz tu pracować i dlaczego uważasz, że
powinienem wybrać właśnie ciebie? - Spytał Matt opierając brodę na dłoniach i
patrząc na chłopca nieprzeniknionym wzrokiem.
- Ponieważ ta praca jest dobrze płatna, a
ja potrzebuję pieniędzy. - Powiedział blondynek.
Kolejne zaskoczenie. Chłopiec coraz
bardziej go zadziwiał. Postawił na szczerość i to był dobry pomysł. Zyskał tym
dużego plusa u Bayen'a.
-
Nie będę się zagłębiał w swoją historię, bo nie ma na to czasu, zaś mogę
zapewnić, że nigdy niczego nie ukradłem i nie byłem karany. - Powiedział,
poprawiając się w fotelu. - Robiłem raz za gońca i znam obsługę komputera i
kserokopiarki. Umiem również radzić sobie z innymi ludźmi. - Co rusz zagryzał
dolną wargę. Widząc rozbawiony wzrok mężczyzny wiedział, że został przejrzany.
Jego policzki zarumieniły się delikatnie. - No dobrze. Średnio sobie radzę z
innymi, ale jestem uparty i nigdy się nie poddaję.
Matt pokiwał delikatnie głową. Już
wiedział, że zatrudni chłopca. Przyda mu się ktoś taki. Mary go podszkoli i
przy okazji będzie miała mniej roboty. No i dzieciak nauczy się czegoś nowego. -
No dobrze, Akai. - Powiedział, wertując papiery, które przyniósł chłopiec. -
Teraz najważniejsze, bo nie masz tego zawartego w CV. Gdzie mieszkasz? Potrzebny
mi również numer twojego telefonu. - Skinął głową dziękując tym samym za kawę,
którą postawiła przed nim Mary. O dziwo, przyniosła również szklankę z sokiem
dla chłopca. Dla żadnego z wcześniejszych kandydatów nie przyniosła nawet wody.
- Ciekawe. - pomyślał ponownie
tego dnia młody prezes. - Skoro Mary go polubiła, musi w nim coś być. Gdy tylko
zniknęła za drzwiami, jego wzrok ponownie zwrócił się ku chłopcu. Zaskoczeniem
było to, że on znowu zaczął się denerwować i unikał jego wzroku.
- I co ja teraz zrobię? Mam mu
powiedzieć prawdę? Ale przecież wtedy mnie nie przyjmie? Phi, o ile w ogóle cię
przyjmie. - Akai bił się z własnymi myślami. Mieszkał w starej kamienicy,
która miała zostać zburzona. Jeśli nie dostanie pracy, wyląduje na ulicy.
Jednak chłopiec uznał, że kłamstwo nie będzie dobrym pomysłem. Postanowił
zaryzykować. - Nie mam telefonu, a kamienica w której mieszkam, za 2 tygodnie
zostanie zburzona, a ja zostanę bez dachu nad głową. - powiedział na jednym
wydechu, zaciskając dłonie na szklance. - Nie chce trafić na ulicę.
- Chcesz mnie wziąć na litość? - Spytał
spokojnie Matt, przyglądając mu się uważnie. Doskonale wiedział, kiedy ludzie
kłamali. Malec jednak mówił prawdę. Po prostu to czuł. Ufał swojej
intuicji.
- A czy to działa? - Spytał nieśmiało Akai,
ponownie poddając się zabiegowi podgryzania dolnej wargi.
Matt nie wytrzymał i zaśmiał się głośno,
patrząc na chłopca ciepło. - Spokojnie. Niczym się już nie martw. Jednak wiedz
jedno. - Matt spoważniał nagle. - Nie zatrudniam cię z litości. Jesteś szczery
i znasz obsługę komputera. Poza tym, Mary przyda się mała pomoc. Zaczniesz od
jutra. Tygodniowy okres próbny powinien wystarczyć. Moja sekretarka Mary,
którą zdążyłeś już poznać wdrąży cię w sprawy firmy. A co do twojego
mieszkania… - Zamyślił się na moment. Może i w pracy był chłodny i
oziębły, ale nie pozwoli, by dzieciak trafił na ulicę, ani mieszkał w takiej
ruderze. - Jeszcze dziś podpiszemy kontrakt. Na razie na pół roku, potem
zobaczymy. Domyślam się, że zanim znajdziesz nowe lokum, minię trochę czasu, więc
na ten czas, zamieszkasz u mnie. - Powiedział mężczyzna podnosząc się z fotela,
podszedł do fotela i potarfał mu włosy.
Akai nie wiedział, co
powiedzieć. Miał ochotę płakać ze szczęścia. - B… Bardzo panu dziękuję.
Będę się starał. Nie zawiodę pana. - Powiedział, podrywając się z fotela, a w
jego oczach znów można było zobaczyć zawziętość. - Ale mieszkanie z panem... -
Blondynek spojrzał nieco niepewnie na mężczyznę. Ciekawiło go, co jego nowy
pracodawca chciał w zamian. No cóż, życie nauczyło go, że nie ma nic za darmo.
Matt, widząc jego wzrok, pokręcił
delikatnie głową i spojrzał na niego nieco urażonym wzrokiem. - Nawet tak nie
myśl. Nie jestem jakimś zboczeńcem, ani nie mam zamiaru pobierać opłat za twój
pobyt w moim mieszkaniu. Chcę ci po prostu pomóc. Nie musisz się niczym
martwić. Jeśli chcesz, zaznaczymy to w umowie. Będziesz się wtedy czuł
bezpieczniej? - Spytał łagodnie uśmiechając się do chłopca.
- Niech mi pan nie czyta w myślach. - Mruknął
zawstydzony blondynek i spojrzał na szefa uśmiechając się po chwili nieśmiało. -
To nie tak, że panu nie wierzę, ale wolałbym, aby to zostało dopisane w umowie.
- Dobrze, a teraz, jeśli pozwolisz, wrócę
do pracy. Idź do tej miłej pani, z którą wcześniej rozmawiałeś. Ona wszystkim
się zajmie. Kończę pracę za 2 godziny. Niestety, musisz na mnie poczekać. Potem
pojedziemy i pokaże ci mieszkanie. - Powiedział blondyn. Chciał dodać coś
jeszcze, jednak zadzwonił telefon, a musiało to być coś ważnego, skoro Mary
przełączyła rozmowę. Dał chłopcu znak, by zrobił tak, jak go prosił, po czym
już służbowym chłodnym głosem odezwał się do słuchawki. - Bayen, słucham? -
dzwonił jego doradca. Podobno sekretarka zastępcy dyrektora MSMCity będzie na
bankiecie z okazji wprowadzenia nowego produktu na rynek. Sam Dyrektor nigdy
się nie pojawiał na takich imprezach. Ba! Podobno nawet jego podwładni nie
wiedzieli, jak wyglądał. Ale to nie było teraz ważne. To była jego szansa, by
choć odrobinę przybliżyć się do MSMCity.
Czyli sen musiał poczekać. Powiadomił Mary,
że po pracy uda się na bankiet, i poprosił, by ona w tym czasie zajęła się
chłopcem. Oczywiście, kobieta zgodziła się od razu. - Smoking będzie gotowy za
godzinę i nie martw się, Matty. Zajmę się wszystkim. - W to nie wątpił. Dziękował niebiosom za tę
kobietę.
~~ Bankiet~~
Matt wszedł na salę , odruchowo odmawiając
kelnerowi przyjęcia szampana. Nie miał ochoty na alkohol. Był zbyt zmęczony, a
wiedział, że procenty sprawią, że stanie się senny. Miał zbyt ważną sprawę do
załatwienia, nie przyszedł się tu bawić. Gdyby nie chodziło o interesy, już
dawno leżałby w domu, w łóżku i odpoczywał.
Dave dokładnie opisał mu sekretarkę
zastępcy Dyrektora MSMCity. Rozpoznał ją bez problemu. Starsza kobieta, przed
sześćdziesiątką. Jej surowy wyraz twarzy, uniform i wręcz idealnie spięte włosy,
od razu mówiły, że tak łatwo mu nie pójdzie.
- Pani Tamura? - Spytał, podchodząc
bliżej. Wyciągnął wizytówkę, podał ją w oburącz i ukłonił się przy tym delikatnie.
Długo się uczył o kulturze i zachowaniach w Japonii. Było to bardzo
interesujące, więc nauka nie zajęła mu zbyt wiele czasu. Codziennie uczył się
czegoś nowego, o tym wspaniałym miejscu.
- Pan Bayen. - Kobieta skinęła delikatnie
głową na powitanie. Jak widać, ona również nie zamierzała udawać, że nie wie, z
kim ma do czynienia. - Wiem, czego pan chce. Powinien pan wiedzieć, że
spotkanie z moim pracodawcą nie jest możliwe. - Powiedziała kobieta, nie
spuszczając uważnego wzroku z młodego mężczyzny przed sobą.
- Nie ukrywam, że moim celem jest rozmowa
z pani szefem. Doskonale wiem, że to nie łatwe, jednakowoż mamy jedną wspólną
cechę. - Uśmiechnął się delikatnie. Nie starał się być czarujący, ani owijać
sobie kobiety wokół palca. Takie podchody od razu spełzłyby na niczym, a
najgorsze jest to, że straciłby jakąkolwiek nadzieję na spotkanie z Dyrektorem
MSMCity. - Jesteśmy zawzięci i dążymy do wyznaczonego celu. Sądzę, że
jeszcze nie raz się zobaczymy. - Powiedział Matt ponownie kłaniając się
delikatnie, tym razem na pożegnanie. Na razie zależało mu na tym, by zasiać
ziarnko ciekawości. Był pewien, że po tej, jakże krótkiej, rozmowie z
sekretarką firmy, MProduction zostanie dokładnie przez nich prześwietlone.
Małymi kroczkami do celu. Matt był cierpliwy i wiedział, że to się zawsze
opłaca. Zadowolony wrócił z bankietu, po drodze odbierając z domu swojej
sekretarki, nowego, małego pracownika.
PS: Ciekawe jakie komentarzyki mi skrobniecie... Bo skrobniecie prawda? ;3
Wasza Maru;3