niedziela, 2 marca 2014

Namiętny Interes 2


Witajcie kochani!!
Mam dla was kolejny rozdział nowego opka:)
Jakoś tak mi się nudziło na zajęciach to napisałam :D Oczywiście to, że napisałam notkę z nudów nie znaczy, że włożyłam w napisanie jej mniej serduszka niż w poprzednie notki. Starałam się jak mogłam <3
Mam nadzieję, że się wam spodoba. 
No nic nie przedłużam już i zapraszam do czytania i zachęcam do komentowania :)

Rozdział zbetowany przez moją kochaną Draco'nkę, która przesyła wam buziaczki <3 ;3;3;3


Rozdział 2 


Dwudziestoletni blondyn wysiadł z taksówki i spojrzał na wieżowiec, którym od dziś miał zarządzać. Był cały oszklony. Ciemne szyby przyjemnie chroniły przed zbyt mocnym słońcem, jednak nie zmniejszały widoczności pracownikom wyglądającym przez nie. 
Matt westchnął cicho, przybierając chłodno-obojętny wyraz twarzy. Niech nie myślą, że będą mogli mu wejść na głowę, bo jest młody. Potrzebował rzetelnych, pracowitych i godnych zaufania pracowników, a nie oszustów próbujących dostać w łapska jak najwięcej pieniędzy.

Od razu po przekroczeniu progu budynku, przywitała go jego sekretarka Mary. Zawsze w pracy miała na sobie szarą garsonkę i grafitową spódnicę. Tak było i tym razem. Choć kobieta dochodziła już 50-tki, dalej była bardzo atrakcyjna.
Chłopak nigdy nie patrzył na wygląd, czy też zainteresowania pracowników. To nie było istotne. Ważne było, by mieli wiedze i potrafili jej użyć. Młody mężczyzna, z autopsji wiedział, że jeśli człowiek nie ma doświadczenia w branży, to nie należy go od razu spisywać na straty. Co więcej, najczęściej właśnie ci pracownicy, byli chlubą ich firmy.

Aby dostać się do MProduction, nie licząc dyplomów ukończenia szkół, staży i kursów, trzeba było jeszcze przejść rozmowę kwalifikacyjną ,i mimo że blondyn miał od tego ludzi, wolał sam zająć się rekrutacją podwładnych.

- Pięćdziesięciu kandydatów czekało pod gabinetem. Dwudziestu pozostałych umówiłam na jutro, w godzinach porannych. Na każdego przypada po 5 minut. - Odezwała się kobieta odruchowo już wkładając długopis za ucho. Jak co dzień swoje długie, czarne włosy upięte miała w figlarny kok. - Oto dzisiejsza poczta, dokumenty do podpisania leżą na pana biurku. Dzwonił pana Ojciec. Powiedziałam, że oddzwoni pan wieczorem. - Powiedziała Mary zerkając do notesu.
Co on by bez niej zrobił? Ta kobieta to istny skarb.
- Dziękuję, Mary. Nie umawiaj na dzisiaj już nikogo. - Weszli do windy, która po chwili ruszyła powoli na 45 piętro. - Gdyby dzwonił Josh to…
- Nie łączyć, jest pan zajęty i nie ma ochoty rozmawiać z takim palantem. - Nie dała mu dokończyć. Już przerabiali te rozmowę, ponieważ brunet dzień w dzień wydzwaniał do niego, lecz Matt nie miał zamiaru z nim rozmawiać.
- Mówiłem już, jak bardzo cię uwielbiam? - Spytał blondyn uśmiechając się łobuzersko. Byli sami w windzie, więc na moment mógł się rozluźnić. Kobieta uśmiechnęła się ciepło kręcąc głową z politowaniem, po czym dała mu delikatnego kuksańca w bok.
- Nie podlizuj się Matty - Zawsze się tak do niego zwracała, gdy byli sami. Niestety, droga dobiegła końca i trzeba było wrócić do oficjalnej rzeczywistości. - Nie martw się, twoja kawa z mlekiem i dwiema kostkami cukru już na ciebie czeka w gabinecie. - Powiedziała rozbawiona widząc, jak mężczyzna patrzy na nią z wdzięcznością.

Zielonooki zmierzył chłodnym wzrokiem przybyłych kandydatów, równie zimnym tonem przywitał wszystkich, po czym zaprosił pierwszego przybyłego.


~~ 3 godziny później ~~


Co do diabła było z tymi ludźmi nie tak ?! Z trzydziestu kandydatów, wybrał jedynie cztery osoby, które  nadawały się, by pomagać mu w zarządzaniu firmą. Zmęczony i zły oparł się wygodnie o fotel. Kawa wystygła już dawno. Miał właśnie poprosić Mary, by zrobiła mu nową, gdy usłyszał podniesione głosy na korytarzu.
Wstał, by sprawdzić co się dzieje. Gdy uchylił drzwi, dostrzegł młodego chłopaka, który błagał jego sekretarkę, by pozwoliła mu na spotkanie z nim. Miał może z 16 lat, z pewnością nie więcej. Ubrany był w jasne jeansy i błękitny podkoszulek. Różnica między nim, a poprzednimi kandydatami była ogromna. 

- Kruszynko, bardzo mi przykro, ale pan Bayen jest bardzo zajęty. - Starała się mu wytłumaczyć. Jej serce jednak miękło z minuty na minutę. Matt to wyczuł i postanowił się w końcu ujawnić.
- Czy mogę wiedzieć, co to za zamieszanie ? - Spytał zimno marszcząc czoło.
- Panie Bayen, ten chłopak chciałby... - Przerwał jej jednak w pół zdania błagalny głos chłopca.
- Zajmę panu tylko chwilkę. Proszę tylko o 5 minut. - W jego oczach widać było upór. Było wiadome, że chłopiec nie odpuści. Matt spojrzał na swoją sekretarkę. Miała ona podobny instynkt. Oboje umieli ocenić, poznać ludzi dosłownie po kilku minutach rozmowy. Widząc błagalny wzrok chłopca i przepraszający wyraz twarzy Mary, skapitulował.
- Masz trzy minuty. Mary, zaparz mi proszę kawę. - Rzekł, po czym obrócił się i zniknął w gabinecie. Chłopiec niepewnie podążył za nim, rozglądając się z zaciekawieniem po pomieszczeniu.
 Matt usiadł w fotelu, wskazując drugi na przeciwko siebie przybyszowi, patrząc na niego wyczekująco.
 Kandydat denerwował się. Już nie był tak pewny siebie, jak przed chwilą. W tym momencie bał się nawet podnieść na zielonookiego wzrok.
Ciekawe. Cóż on ma mi do powiedzenia. - pomyślał Matt.
 - Bo ja... Bo ja chciałem... - Drobny chłopak wyciągnął teczkę zawierającą CV w stronę mężczyzny, by ten mógł się z nim zapoznać. Musiał wziąć się w garść, przecież zależy mu na tym. 
Matt mógł w końcu ponownie dostrzec zacięte spojrzenie chłopca. Jego niebieskie oczy patrzyły hardo na niego tak, jakby mówiły, że bez walki się nie podda.
- Zdajesz sobie sprawę, że jesteś niepełnoletni ? Nie mogę przyjąć dziecka. - Powiedział spokojnie Matt, spoglądając obojętnie na chłopca. Teczka nie była ważna. Chciał, aby chłopak sam mu powiedział coś o sobie.
- Za 3 miesiące skończę osiemnaście lat. - Odparł cicho chłopak, czym kompletnie zbił z tropu blondyna. Ten jednak nie dał nic po sobie poznać, jedynie uniesiona brew, znaczyła o jego zaskoczeniu.
- Dobrze, na to jeszcze można przymknąć oko. Mam tylko pytanie. Dlaczego chcesz tu pracować i dlaczego uważasz, że powinienem wybrać właśnie ciebie? - Spytał Matt opierając brodę na dłoniach i patrząc na chłopca nieprzeniknionym wzrokiem. 
- Ponieważ ta praca jest dobrze płatna, a ja potrzebuję pieniędzy. - Powiedział blondynek.
Kolejne zaskoczenie. Chłopiec coraz bardziej go zadziwiał. Postawił na szczerość i to był dobry pomysł. Zyskał tym dużego plusa u Bayen'a.
 - Nie będę się zagłębiał w swoją historię, bo nie ma na to czasu, zaś mogę zapewnić, że nigdy niczego nie ukradłem i nie byłem karany. - Powiedział, poprawiając się w fotelu. - Robiłem raz za gońca i znam obsługę komputera i kserokopiarki. Umiem również radzić sobie z innymi ludźmi. - Co rusz zagryzał dolną wargę. Widząc rozbawiony wzrok mężczyzny wiedział, że został przejrzany. Jego policzki zarumieniły się delikatnie. - No dobrze. Średnio sobie radzę z innymi, ale jestem uparty i nigdy się nie poddaję.
Matt pokiwał delikatnie głową. Już wiedział, że zatrudni chłopca. Przyda mu się ktoś taki. Mary go podszkoli i przy okazji będzie miała mniej roboty. No i dzieciak nauczy się czegoś nowego. - No dobrze, Akai. - Powiedział, wertując papiery, które przyniósł chłopiec. - Teraz najważniejsze, bo nie masz tego zawartego w CV. Gdzie mieszkasz? Potrzebny mi również numer twojego telefonu. - Skinął głową dziękując tym samym za kawę, którą postawiła przed nim Mary. O dziwo, przyniosła również szklankę z sokiem dla chłopca. Dla żadnego z wcześniejszych kandydatów nie przyniosła nawet wody. -  Ciekawe. - pomyślał ponownie tego dnia młody prezes. - Skoro Mary go polubiła, musi w nim coś być. Gdy tylko zniknęła za drzwiami, jego wzrok ponownie zwrócił się ku chłopcu. Zaskoczeniem było to, że on znowu zaczął się denerwować i unikał jego wzroku.
 - I co ja teraz zrobię? Mam mu powiedzieć prawdę? Ale przecież wtedy mnie nie przyjmie? Phi, o ile w ogóle cię przyjmie. - Akai bił się z własnymi myślami. Mieszkał w starej kamienicy, która miała zostać zburzona. Jeśli nie dostanie pracy, wyląduje na ulicy. Jednak chłopiec uznał, że kłamstwo nie będzie dobrym pomysłem. Postanowił zaryzykować. - Nie mam telefonu, a kamienica w której mieszkam, za 2 tygodnie zostanie zburzona, a ja zostanę bez dachu nad głową. - powiedział na jednym wydechu, zaciskając dłonie na szklance. - Nie chce trafić na ulicę.
- Chcesz mnie wziąć na litość? - Spytał spokojnie Matt, przyglądając mu się uważnie. Doskonale wiedział, kiedy ludzie kłamali. Malec jednak mówił prawdę. Po prostu to czuł. Ufał swojej intuicji. 
- A czy to działa? - Spytał nieśmiało Akai, ponownie poddając się zabiegowi podgryzania dolnej wargi.
Matt nie wytrzymał i zaśmiał się głośno, patrząc na chłopca ciepło. - Spokojnie. Niczym się już nie martw. Jednak wiedz jedno. - Matt spoważniał nagle. - Nie zatrudniam cię z litości. Jesteś szczery i znasz obsługę komputera. Poza tym, Mary przyda się mała pomoc. Zaczniesz od jutra. Tygodniowy okres próbny powinien wystarczyć.  Moja sekretarka Mary, którą zdążyłeś już poznać wdrąży cię w sprawy firmy. A co do twojego mieszkania…  - Zamyślił się na moment. Może i w pracy był chłodny i oziębły, ale nie pozwoli, by dzieciak trafił na ulicę, ani mieszkał w takiej ruderze. - Jeszcze dziś podpiszemy kontrakt. Na razie na pół roku, potem zobaczymy. Domyślam się, że zanim znajdziesz nowe lokum, minię trochę czasu, więc na ten czas, zamieszkasz u mnie. - Powiedział mężczyzna podnosząc się z fotela, podszedł do fotela i potarfał mu włosy.
 Akai nie wiedział, co powiedzieć.  Miał ochotę płakać ze szczęścia. - B… Bardzo panu dziękuję. Będę się starał. Nie zawiodę pana. - Powiedział, podrywając się z fotela, a w jego oczach znów można było zobaczyć zawziętość. - Ale mieszkanie z panem... - Blondynek spojrzał nieco niepewnie na mężczyznę. Ciekawiło go, co jego nowy pracodawca chciał w zamian. No cóż, życie nauczyło go, że nie ma nic za darmo.
Matt, widząc jego wzrok, pokręcił delikatnie głową i spojrzał na niego nieco urażonym wzrokiem. - Nawet tak nie myśl. Nie jestem jakimś zboczeńcem, ani nie mam zamiaru pobierać opłat za twój pobyt w moim mieszkaniu. Chcę ci po prostu pomóc. Nie musisz się niczym martwić. Jeśli chcesz, zaznaczymy to w umowie. Będziesz się wtedy czuł bezpieczniej? - Spytał łagodnie uśmiechając się do chłopca.
- Niech mi pan nie czyta w myślach. - Mruknął zawstydzony blondynek i spojrzał na szefa uśmiechając się po chwili nieśmiało. - To nie tak, że panu nie wierzę, ale wolałbym, aby to zostało dopisane w umowie.
- Dobrze, a teraz, jeśli pozwolisz, wrócę do pracy. Idź do tej miłej pani, z którą wcześniej rozmawiałeś. Ona wszystkim się zajmie. Kończę pracę za 2 godziny. Niestety, musisz na mnie poczekać. Potem pojedziemy i pokaże ci mieszkanie. - Powiedział blondyn. Chciał dodać coś jeszcze, jednak zadzwonił telefon, a musiało to być coś ważnego, skoro Mary przełączyła rozmowę. Dał chłopcu znak, by zrobił tak, jak go prosił, po czym już służbowym chłodnym głosem odezwał się do słuchawki. - Bayen, słucham? - dzwonił jego doradca. Podobno sekretarka zastępcy dyrektora MSMCity będzie na bankiecie z okazji wprowadzenia nowego produktu na rynek. Sam Dyrektor nigdy się nie pojawiał na takich imprezach. Ba! Podobno nawet jego podwładni nie wiedzieli, jak wyglądał. Ale to nie było teraz ważne. To była jego szansa, by choć odrobinę przybliżyć się do MSMCity. 
Czyli sen musiał poczekać. Powiadomił Mary, że po pracy uda się na bankiet, i poprosił, by ona w tym czasie zajęła się chłopcem. Oczywiście, kobieta zgodziła się od razu. - Smoking będzie gotowy za godzinę i nie martw się, Matty. Zajmę się wszystkim. - W to nie wątpił. Dziękował niebiosom za tę kobietę. 

~~ Bankiet~~

Matt wszedł na salę , odruchowo odmawiając kelnerowi przyjęcia szampana. Nie miał ochoty na alkohol. Był zbyt zmęczony, a wiedział, że procenty sprawią, że stanie się senny. Miał zbyt ważną sprawę do załatwienia, nie przyszedł się tu bawić. Gdyby nie chodziło o interesy, już dawno leżałby w domu, w łóżku i odpoczywał. 
Dave dokładnie opisał mu sekretarkę zastępcy Dyrektora MSMCity. Rozpoznał ją bez problemu. Starsza kobieta, przed sześćdziesiątką. Jej surowy wyraz twarzy, uniform i wręcz idealnie spięte włosy, od razu mówiły, że tak łatwo mu nie pójdzie. 
- Pani Tamura? - Spytał, podchodząc bliżej. Wyciągnął wizytówkę, podał ją w oburącz i ukłonił się przy tym delikatnie. Długo się uczył o kulturze i zachowaniach w Japonii. Było to bardzo interesujące, więc nauka nie zajęła mu zbyt wiele czasu. Codziennie uczył się czegoś nowego, o tym wspaniałym miejscu.
- Pan Bayen. - Kobieta skinęła delikatnie głową na powitanie. Jak widać, ona również nie zamierzała udawać, że nie wie, z kim ma do czynienia. - Wiem, czego pan chce. Powinien pan wiedzieć, że spotkanie z moim pracodawcą nie jest możliwe. - Powiedziała kobieta, nie spuszczając uważnego wzroku z młodego mężczyzny przed sobą.
- Nie ukrywam, że moim celem jest rozmowa z pani szefem. Doskonale wiem, że to nie łatwe, jednakowoż mamy jedną wspólną cechę. - Uśmiechnął się delikatnie. Nie starał się być czarujący, ani owijać sobie kobiety wokół palca. Takie podchody od razu spełzłyby na niczym, a najgorsze jest to, że straciłby jakąkolwiek nadzieję na spotkanie z Dyrektorem MSMCity. - Jesteśmy zawzięci i dążymy do wyznaczonego celu. Sądzę, że jeszcze nie raz się zobaczymy. - Powiedział Matt ponownie kłaniając się delikatnie, tym razem na pożegnanie. Na razie zależało mu na tym, by zasiać ziarnko ciekawości. Był pewien, że po tej, jakże krótkiej, rozmowie z sekretarką firmy, MProduction zostanie dokładnie przez nich prześwietlone.  Małymi kroczkami do celu. Matt był cierpliwy i wiedział, że to się zawsze opłaca. Zadowolony wrócił z bankietu, po drodze odbierając z domu swojej sekretarki,  nowego, małego pracownika.



PS: Ciekawe jakie komentarzyki mi skrobniecie... Bo skrobniecie prawda? ;3
Wasza Maru;3

czwartek, 27 lutego 2014

Gomme!! + Info

Bardzo was przepraszam :( Nie jestem w stanie w tym momencie dodać nowej notki :(
Niestety waszą Maru rozłożyła grypa :( Buuu
Nie jestem w stanie poprawnie napisać całego rozdziału, Draconk'a miałaby za dużo pracy z poprawianiem.
Dlatego na rozdział musi poczekać do poniedziałku :( Postaram się wcześniej, ale to zależy od tego jak będę się czuła;3
Pamiętajcie, że nie zostawię bloga, ani tym bardziej was:)
Za kilka dni wrócę do zdrowia i znowu będziecie mogli mi powiedzieć, czy wam się rozdział podobał czy nie:)

UWAGA:3

Na stronce, którą założyłam razem z Draconk'ą jest KONKURS:)
Zapraszam, do wygrania jedna z bransoletek robionych przez moją kochaną Betę <3
Tu macie link, zaglądajcie, przekazujcie dalej:) <3



Serdecznie zapraszam <3

Wasza Maru;3

poniedziałek, 24 lutego 2014

Wynik Konkursiku ;3

Osóbka do której wędruje kremik jest.... (werble proszę) xD

Jest....MARTI  GUMIŚ <3  
Gratuluję :3

Miałam nakręcić filmik z losowania, jednak nie miał kto mi przy tym pomóc:( Jednak obiecuję, że losowanie odbyło się uczciwie:) 
Z zamkniętymi oczkami ;3 
Słowo YAOISTKI<3
Tak więc szczęśliwą zwyciężczynię proszę o podanie swoich danych na moim mailu: maru20@onet.eu <3

PS: Co do następnego rozdziału - pojawi się on jutro lub pojutrze:) 

Pozdrawiam cieplutko;3

Wasza Maru;3

poniedziałek, 17 lutego 2014

Namiętny Interes 1

Hey kochani,
ehh i znowu mi nie wyszło :( Miałam napisać one-shot'a ale jak zwykle mi się nie udało i kolejny tasiemiec powstanie, a że obiecałam, to wstawiam. 
Krótki, bo krótki, ale od czegoś trzeba zacząć. :) Mam nadzieję, że ogólnie pomysł opowiadania wam się spodoba :) O dziwo tym razem to nie fantasy a real :D 
Dziwne nie? Maru i real? Serio? Coś musi być nie tak :D haha ale jednak :)
Trudno mi się piszę takie opowiadania, ale wpadło mi do głowy i musiałam napisać, a tym bardziej się wami z tym podzielić :)


UWAGA!

Przypominam o konkursie, o którym mówiłam notkę wcześniej :)
Minimum 8 komentarzy pod tym postem, bym mogła mieć z czego losować:)
Jedna osoba- jeden komentarz:) Macie czas na komentowanie do 23 lutego do godziny 23:59 :) 
Następnego dnia - o ile będzie 8 komentarzyków - pojawią się wyniki:)
Powodzenia kochani : ) 

Wasza Maru;3 - która( nie chcąc się chwalić) w czwartek (20 lutego), kończy 23 lata:D

PS: Bądźcie wyrozumiali i nie krytykujcie za bardzo dobrze? *_*
Rozdział nie betowany. Draconk'a nawet nie wie o tym rozdziale:)
Mam nadzieję, że się jej spodoba :D
Nie krzyczcie! :D




Rozdział 1




- Coś ty powiedział? – młody blondyn energicznie wstał od stołu przewracając krzesło, na które nie zwrócił specjalnej uwagi. Miał teraz coś ważniejszego na głowie. A mianowicie zakopanie żywcem pewnego bruneta, który śmiał zabawić się jego kosztem.
- Wybacz, ale ten kontrakt, był dla mojej firmy bardzo ważny .. – zaczął brunet, lecz przerwał z trudem robiąc unik przed lecącym kubkiem.
- Umawiałeś się ze mną tylko z powodu kontraktu i pieniędzy mojego ojca?! Gdy to dostałeś tak po prostu mnie rzucasz?! – blondyn nie panował nad sobą. Zrobił krok w jego stronę zaciskając dłonie w pięści. Poza tym był w swoim domu i miał prawo robić co mu się żywnie podoba. Ich związek nie opierał się na miłości, bardziej na sexie, ale do diabła! Znali się od małego, ich rodzice pracowali w konkurencyjnych firmach, ale nigdy nie zabraniali im się bawić razem, lub odwiedzać. Potem ten podstępny wąż uwiódł go i teraz, gdy ma to co chciał chce go wyrzucić jak nic niewarty śmieć?!
- Wynoś się! Nigdy więcej nie zbliżaj się do mnie! – spojrzał na niego z bólem w oczach. Miał go za przyjaciela, a on wykorzystał jego zaufanie dla czegoś tak przyziemnego jak pieniądze? Nie. Tego nie da się wybaczyć.
- Ale Matt, proszę wysłuchaj mnie… Wiem, że zachowałem się jak ostatni drań ale… - tym razem cios go dosięgną. Blond włosy chłopak bez ceregieli wymierzył mu prawy sierpowy.  Zasługiwał na więcej, lecz Matt nie miał już na to wszystko sił. Chciał tylko zostać sam i z godnością  oddać się czemuś od stresującemu jakim na przykład jest rzucanie talerzami o ścianę lub wyżycie się na poduszce.
- Nie chcę tego słuchać! Powiedziałem wynoś się! To moje ostatnie ostrzeżenie. Wyjdź Josh. Wyjdź i nie wracaj. – blondyn spojrzał na bruneta zimno. Nie pokaże jak bardzo został zraniony, nie pokaże jak bardzo to wszystko go dotknęło. Nie będzie płakał. W końcu to tylko jego „były” najlepszy przyjaciel prawda?

Josh widząc, że nic nie wskóra ruszył w stronę drzwi. Obejrzał się jeszcze na chłopaka, który stał dalej w kuchni ze spuszczoną głową zaciskając dłonie na oparciu krzesła, po czym bez słowa opuścił mieszkanie cicho zamykając za sobą drzwi.
Gdy tylko blondyn usłyszał odgłos zamykanych drzwi, osunął się na podłogę i ukrył twarz w dłoniach. To było dla niego za wiele. Czy naprawdę pieniądze w tym świecie były na pierwszym miejscu? Czy był aż tak żałosny?  Dlaczego? Dlaczego życie tak musiało z niego zakpić? 

……………..

Ta noc nie należała do najlepszych. Matt  rano gdy zobaczył się w lustrze westchnął jedynie cicho. Czerwone od płaczu oczy, ciemne wory pod oczami, włosy w totalnym nieładzie, bladość – krótko mówiąc wyglądał jak siedem nieszczęść. Gdyby nie spotkanie w pracy, nie ruszałby się z domu. Niestety obiecał ojcu, że się zjawi. Nie był w stanie prowadzić, więc zamówił taksówkę. Gdy tylko dojechał pod budynek siedziby wziął głęboki oddech. Wysiadł z samochodu zupełnie odmieniony. W pracy zawsze zachowywał się profesjonalnie. Był wtedy idealny. Nie było tam miejsca na ckliwość i przyjacielskie stosunki. Nie radzisz sobie? Wylatujesz. Tysiące osób z chęcią objęłoby posadę w firmie MProduction. Mogli tam pracować tylko najlepsi. Blondyn  chłodnym wzrokiem zlustrował przybyłych na spotkanie mężczyzn i skinął im delikatnie głową. Matt, choć miał tylko 20 lat już od 2 lat pracował w firmie ojca. Mówili: "Nie da sobie rady. To zły pomysł, by dzieciak mieszał się w interesy." – Jednak mylili się. Poradził sobie, co gorsza został prezesem firmy. Nad nim był tylko jego Ojciec. Wielu zazdrościło mu i obgadywało, że to tylko zasługa jego Ojca, że tu pracuje. Jednak sami zdawali sobie sprawę, że to nieprawda. Matt był idealnym szefem. Idealnie kierował ludźmi i dogadywał się z klientami. Potrafił być czarujący jeśli wymagała tego sytuacja, lecz także stanowczy i jednocześnie uprzejmy. Umiał owijać sobie ludzie wokół palca bez żadnego problemu.

- Współpraca z RassMotionIndustries(RMI) pozwoli nam na zwiększenie naszej pozycji na rynku. Razem staniemy się jedną wielką firmą. Firmą najlepszą w naszym kraju. – Matt miał już dość tego spotkania. Czuł się paskudnie i miał ochotę wrócić do łóżka.
- Jednak nie możemy osiąść na laurach. Nasz kraj to za mało, musimy iść do przodu. Dlatego jeden z oddziałów zostanie otwarty w Japonii, a drugi w Wielkiej Brytanii. – Matt poderwał wzrok na ojca. Otwarcie oddziałów w innych krajach to dobry pomysł. Nieco ryzykowny, lecz mają tu wystarczającą renomę, by poradzić sobie z mniejszymi i średnimi firmami. To była odważna decyzja.
- Zgadzam się z tą koncepcją. To nie tylko pozwoli nam zarobić wiele pieniędzy – oczywiście o ile dobrze to rozegramy, ale także pomoże zdobyć szacunek firm zagranicznych, a może i na współpracę z MSMCity – powiedział spokojnie chłopak.
- Synu, czy ty nie wybiegasz za bardzo na przód? MSMCity to jak na razie dla nas za wysokie progi, aby chociaż myśleć o współpracy z nimi, musimy najpierw poradzić sobie na rynku światowym. – powiedział John Bayen patrząc na syna uważnie.
- Czas rzucić firmę na głęboką wodę. Pracuje tu wielu wspaniałych ludzi, mogę nawet powiedzieć – najlepszych. Udało nam się w niespełna 2 lata z podupadłej ruiny rozbudować MProduction do tego czym jest teraz. Choć jeszcze nie mamy oddziału w innych krajach, wiele firm wie o nas. A dowie się jeszcze więcej. Nie mamy czasu na zabawy. Albo wszystko albo nic. Jeśli uda nam się zdobyć szacunek MSMCity to rynek zagraniczny będzie nasz. – Matt spojrzał hardo na ojca. Nie lubił czekać, wolał działaś. Nigdy się nie mylił. Jego intuicja mu podpowiadała co ma robić.
 Starszy mężczyzna westchnął głośno i spojrzał na syna nieco zmartwionym wzrokiem. Doskonale znał syna i wiedział, jaki jest w domu, a jaki w pracy. Ufał mu. Sam doskonale zdawał sobie sprawę, że w czasie, gdy będą próbować sił na zagranicznym rynku, mogą także starać się o kontakt z MSMCity. 

- Dobrze. To dość ryzykowne. Nawet bardzo. Matt, zakładam, że wiesz, że jeśli się nie uda to będzie koniec? MSMCity nie daje drugiej szansy. Mają tyle firm do wyboru, mają w czym przebierać. Możesz przegrać już na początku. – powiedział John patrząc po zebranych. Wszyscy choć byli nieco zaskoczeni pomysłem młodego prezesa, mieli także obawy co do realizacji tego planu, lecz nie zamierzali wątpić w szefa.
- Uważam, że to dobry pomysł. Nie musimy być ogromną firmą, by zobaczyli nasz potencjał. Tu jesteśmy najlepsi, to i z innymi sobie poradzimy – powiedział puszysty mężczyzna po 40. Reszta przytaknęła.
- Zgoda, niech będzie. Poddaję się – powiedział Ojciec chłopaka unosząc dłonie w obronnym geście i uśmiechając się ciepło.
- Ale pod jednym warunkiem. Pojedziesz do Japonii, będziesz zarządzał stamtąd naszą firmą. To twój pomysł, więc MSMCity zajmiesz się ty. – John spojrzał na syna.
- Oczywiście. Dam z siebie wszystko – powiedział blondyn. 

…………………..

Miesiąc później. - W Japonii <3

Matt poluzował krawat krzywiąc się. Podróż w garniturze to najgorsze co mogło być. Nienawidził tych sztywnych i niewygodnych ubrań, lecz niestety musiał wyglądać dobrze. Poza tym inaczej do pracy nie mógł przyjść. W końcu był prezesem.
Rezydencja, w której miał zostać przez najbliższy rok wyglądała nowocześnie i bardzo przytulnie, ogromne łóżko w sypialni aż zachęcało, by położyć się na nim i choć na 5 minut zamknąć oczy.
Jednak nie miał na to czasu. Szybki prysznic, przebrać się i musiał udać się do pracy. Musiał nadzorować prace w biurze. Do tego jutro czekał go nabór pracowników. Nie mógł wszystkich zabrać z Nowego Jorku. 
- Czas do pracy – mruknął do swojego odbicia Matt wiążąc krawat i poprawiając przydługie już nieco włosy. Wziął aktówkę i opuścił mieszkanie.