piątek, 5 października 2012

Zagubiony w czasie 13


Rozdział 13


-  Nie zgadzam się !! – krzyknął Ryu patrząc z wyrzutem na Isamu, który także w tej kwestii popierał Toru i medyka.
- A co jeśli on się w tym czasie obudzi?! Nie będzie nas przy nim, - powiedział coraz bardziej już nie wiedział czy zły czy zmęczony tym wszystkim.
- Ryu zrozum, to tylko dla naszego dobra, musimy odpocząć ale przez ten cały niepokój nie śpimy za dobrze w nocy, albo w cale – powiedział spokojnie Isamu i podszedł do młodszego mężczyzny ale ten cofnął się.
- Nie podoba mi się to, ani trochę – Ryu posłał medykowi zimne spojrzenie, to był jego pomysł, ten przeklęty staruch niby zna się lepiej? Nie miał zamiaru brać leków nasennych, chciał czuwać przy łóżku chłopca. Nie rozumiał czemu Isamu i Toru nie są po jego stronie. Przecież oni także chcieli czuwać przy Shinji’m.

- Tylko, że zanim Shinji się obudzi my nie będziemy zdolni do niczego, tylko go zmartwimy swoim stanem – głos zabrał w końcu Toru a medyk nieco nerwowo przytaknął.
- Co mu powiesz? Oh raczej nic, bo padniesz ze zmęczenia – Toru spojrzał na Ryu chłodno. Dobrze wiedział, że gdy chłopak się obudzi, bardziej będzie się martwił nimi niż swoim stanem zdrowia.
- Toru ma rację kociątko, tylko te kilka godzin, obiecuję ci, że jak tylko się obudzimy to od razu pójdziemy do naszej księżniczki – Isamu uśmiechnął się prosząco i objął go delikatnie, na co Ryu delikatnie się zarumienił. Sam nie wiedział czemu, ale gdy on był blisko czuł się jak na wyścigach, jego serce zaczynało szybki bieg, jakby chcąc wyrwać się z jego piersi. Sam nie zdawał sobie tego sprawy do czasu, aż jego chora wyobraźnia sama wskazała mu drogę, pokazując ich razem we śnie. Do tej pory wstydził się spojrzeć mężczyźnie w oczy.

- A,,,ale Isamu, a jeśli on się obudzi? – nie ustępował Ryu, ale widać było, że jego zapał osłabł i jest szansa by się zgodził.
- Proszę cię, wszyscy potrzebujemy odpoczynku, nie daj się prosić – szepnął mu na ucho Isamu. Jedno spojrzenie w oczy starszego mężczyzny a Ryu pokiwał niepewnie głową zgadzając się. Spuścił głowę i westchnął cicho.
- Ale od razu gdy wstaniemy idziemy do niego – powiedział cicho Ryu i rekapitulowany wziął tabletkę od medyka, tak samo postąpili pozostali dwaj mężczyźni.
- To dość silny środek, więc niech panowie wezmą tabletkę leżąc już w łóżkach – medyk skłonił się i wyszedł z komnat chłopca. Tak samo zrobili mężczyźni rozchodząc się do swoich pokoi.

- O nie kociątko, nie wymigasz się, przypilnuję byś wziął tą tabletkę – powiedział poważnie Isamu i wepchnął zdezorientowanego mężczyznę do swojego pokoju. Po chwili podszedł do niego ze szklanką wody i tabletką w ręku.
- A teraz weźmiesz tabletkę i położysz się do łóżka – Ryu cofnął się o krok. Isamu zdecydowanie znał go za dobrze, owszem miał zamiar iść do swoich komnat i wyrzucić tabletkę by potem gdy oni będą spać czuwać przy chłopcu, ale to było do przewidzenia, Isamu znał go na wylot.
- A,,ale Isamu, proszę, ty się teraz połóż i odpocznij, ja wezmę tabletkę później – prosił Ryu cofając się do tyłu aż natrafił na przeszkodę w postaci łóżka, runął na nie na plecy wpatrując się niepewnie w mężczyznę przed nim.
- Nie kociątko, idziemy spać, obydwoje – usiadł na nim okrakiem pochylając się w jego stronę. Zaskoczony Ryu oblizał mimowolnie usta czekając co teraz nastąpi.
- C,,co ty robisz? – jednak Isamu jedynie uśmiechnął się delikatnie wziął jego tabletkę do swoich ust i upił łyk wody, po czym pochylił się całując go i podając mu środek nasenny. Całował go tak długo aż ten połknął specyfik.

Ryu spoglądał na niego wielkimi z zaskoczenia oczami, ale widać tam też było wyrzut o to, że ten zagrał tak nieczysto.
- Jesteś niemożliwy, zaskoczyłeś mnie! Tak nie,,, aaah - Ryu ziewnął przeciągle mimowolnie przymykając oczy. Był już prawie w krainie Morfeusza gdy poczuł na ustach kolejny pocałunek, tym razem delikatny, jakby przepraszający. Młodszy mężczyzna mimowolnie uchylił usta i odwzajemnił pocałunek, jednak nie na długo. Po chwili spał mrucząc pod nosem imię przyjaciela.
Isamu spoglądał w spokojną, uśpioną twarz przyjaciela. Ponownie pochylił się muskając jego usta. Uśmiechnął się smutno, przecież ktoś taki jak Ryu nigdy go nie pokocha prawda? Miał go za przyjaciela, a on nie chciał tego psuć, ale ten pocałunek… To był impuls, musiał to zrobić, a do tego miał niezły pretekst, podanie tabletki. Rozebrał go do bielizny po czym  sam także zrobił to samo i wziął tabletkę kładąc się obok niego i przytulając mocno.
- Słodkich snów kociątko… - po chwili spał już z delikatnym uśmiechem na ustach.

…………………………………………….

Kilka pokoi dalej, przebrany w jedwabną piżamę siedział na łóżku Toru, wahał się czy wziąć tabletkę, ale jeśli tego nie zrobi, zaprzeczy sam sobie, przecież jeszcze pół godziny temu tłumaczył jednemu z przyjaciół Shinji’ego, chociaż teraz także i jego przyjacielowi, że nie może pokazać się w takim stanie gdy chłopiec się już obudzi. I właśnie to przesądziło o decyzji księcia. Po kilki minutach dało się słyszeć spokojny oddech, śpiącego już następcy tronu.

(….)

Tymczasem ciemna postać nie ubłagalnie zbliżała się do komnat Shinji’ego. Gdy tylko medyk dał znać królowi, „Cień” ruszył do akcji bez problemu dostając się do pokoju uśpionego chłopca. Owy oprawca ściągnął z głowy kaptur ukazując światu swoje czerwone włosy. Jego niebieskie, teraz granatowe jak noc oczy błyszczały w blasku księżyca, gdy zbliżał się powolnym, ale pewnym krokiem w stronę łóżka, na którym wierciła się niespokojnie, jego ofiara. Nie wiedział kogo dokładnie ma zabić, wcześniej wszystkim zajął się sam król wysyłając szpiega, ale w sumie nie obchodziło go to. Liczyły się pieniądze jakie zarobi za tą „małą” zbrodnię. Wyciągnął z kieszeni małą fiolkę, jednak ta mała niepozorna rzecz, zawierała w sobie silną truciznę. Jedna kropla a okrutny tyran, Yuto odniesie zwycięstwo.

 „Cień” podszedł jeszcze bliżej i przekręcił chłopca na plecy, chciał mu się lepiej przyjrzeć. Młody chłopiec, na oko 14 może 15 lat, jego czarne jak smoła włosy, grzywka wpadająca mu w oczy i lekko uchylone, kuszące usta. Oprawca miał mimowolnie ochotę odgarnąć zabłąkany kosmyk z jego czoła i złożyć pocałunek na tych niewinnych i kruchych usteczkach, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Co się z nim działo do cholery?! Przecież był zabójcą, nigdy nie spoufalał się z ofiarą. Ale ten chłopiec,,,, coś w nim było takiego, że nie ważne kim się było, chciało się go chronić przed całym złem tego świata. Wysłannik króla odegnał od siebie te dziwne myśli, musiał wykonać zadanie, jego dłonie zaczęły delikatnie drżeć… to nie było w jego stylu. Jeszcze nigdy nie zająknął się ani nie zawahał zabijając, więc co się dzieje teraz?! Nieco spanikowany przymknął oczy biorąc głęboki wdech, to tylko dzieciak, jeden z wielu który zginie na tym świecie. Jednak gdy pochylał się nad nim by wlać mu do ust truciznę, Shinji otworzył oczy i poderwał się wystraszony, mimowolnie łącząc swoje usta z wargami swojego zabójcy. Shinji zamrugał kilka razy i cofnął się na sam skraj łóżka. Na więcej nie starczyło mu sił. Nie miał jak się bronić. Spojrzał wielkimi z przerażenia i zaskoczenia oczami na nieznajomego.

- K,,Kim ty.. gdzie jest Isamu i Ryu? Gdzie jest Toru? – powiedział chłopiec niemal piskliwie. Tym bardziej zaskoczony „Cień” cofnął się o krok. Ale nie z powodu pobudki chłopca, z powodu jego oczu… były niesamowite, nie chodziło tylko o kolor, ich głębia,,, nie dało się oderwać od nich wzroku. Jednak nie o tym powinien teraz myśleć, chłopak widział jego twarz! Musiał go zabić, ale gdy ponownie na niego spojrzał, na jego przerażone, zaszklone od łez oczy poczuł się jak traci grunt pod nogami. Nie był w stanie tego zrobić, nie mógł.
- N,.. nie mogę, nie dam rady tego zrobić – powiedział przejeżdżając dłonią po włosach. Shinji patrzył na niego z niezrozumieniem w oczach.
- Nie bój się mnie, nie zrobię ci krzywdy – jego oprawca, podszedł do niego powoli i przysiadł na skraju łóżka.
- A teraz posłuchaj, musisz stąd uciekać – szepnął „Cień” spoglądając na chłopca.
- Miałem cię zabić, ale nie mogłem, nie wiem czemu, ale nie jestem w stanie cię skrzywdzić, dlatego teraz ci pomogę. Pomogę ci wyjść z zamku, potem musisz zniknąć – powiedział spokojnie starszy chłopak co jakiś czas spoglądając na drzwi.
- Nikt nie może się o tym dowiedzieć, nawet twoi przyjaciele dlatego .. – ale przerwał mu Shinji.
- Dobrze, zniknę, ale mam lepszy pomysł, wrócę do swojego świata, pomożesz mi się dostać do skrzydła zachodniego, potem poradzę sobie sam – szepnął cicho, miał ochotę się rozpłakać. Ktoś zlecił by go zabić? A teraz musi opuścić przyjaciół nic im o tym nie mówiąc… Będą się martwić, nie będą wiedzieli co się stało. Ale dla ich i swojego dobra musiał to zrobić.

- Ubierz się, nie mamy dużo czasu – powiedział nieznajomy. Shinji szybko się ubrał, zabrał swoje rzeczy, ale po dłuższym zastanowieniu, na pościelonym już łóżku zostawił swój zegarek.
- Prowadź – pewny ale cichy głos chłopca zaskoczył płatnego zabójcę, ale skinął tylko głową i pod osłoną nocy zaprowadził chłopca do zachodniego skrzydła.
- Teraz już sobie poradzę,,,, i dziękuje z,za pomoc, miałeś m,,mnie z,za mhm, - chłopiec nie mógł tego wymówić.
- Pomogłeś mi, i tylko to się liczy, - Shinji uśmiechnął się znikomo a w jego oczach zalśniły łzy, nie chciał stąd odchodzić.
- Żegnaj – szepnął chłopiec i podszedł do obrazu, znowu otuliło go jaskrawe światło, po chwili po chłopcu nie było ani śladu. Wrócił do domu.

niedziela, 30 września 2012

Nowe Życie 14


Przeprasza, że tak nic się nie dzieję, ale codzienne perypetie też są fajne :)
Chociaż Kamio będzie nieźle zaskoczony, czym? Dowiecie się gdy przeczytacie...
Dziękuje ci Bianca ;3 Kocham cię wiesz? Tylko dzięki tobie nie zwariowałam wczoraj <3



Rozdział 14


 
Chłopiec tylko na to czekał. Przerzucił nogi przez kolana Kamio i przytulił się do jego boku. Jadł swoje kanapki i gdy kończył mleko już całkiem machinalnie zaczął go drapać po brzuszku. Oglądał program i w pewnym momencie niechcący wsunął rączkę pod pod jego koszulkę.
- Ty masz włoski na brzuszku ! Hihi

Kamio spojrzał na niego. Ah ta dziecinna ciekawość.
- Owszem mam - demon zabrał jego rączkę ze swojego brzuszka.
- Ty jak urośniesz też będziesz miał - mężczyzna pstryknął go w nosek.
- I rączek pod koszulkę innym wsadzać nie można - rozbawiony pogroził mu palcem.

Nie wsadził mu rączek pod koszulkę tylko koszulkę podciągnął w górę.
- To wygląda fajnie. Też będę mieć? Hihi to super! I będą tak łaskotać - zachwycony raz jeszcze podrapał demona po brzuszku i odsunął się.
- Już po ósmej, idziemy do cioci? 

- Owszem będziesz miał jak dorośniesz - pokręcił głową rozbawiony.
- No już już, koniec - Kamio chwycił jego rączki i delikatnie je ucałował.
- Nie kochanie, jeszcze nie, Gabryś jeszcze śpi - pogłaskał go po głowie.
- A teraz więcej jedzenia a nie gadania - uśmiechnął się.

- Głupi Gabryś. Chce się bawić a on śpi... - chłopiec mruknął mało zadowolony i położył się na jego kolanach sięgając po jeszcze jedną kanapkę i dalej oglądał program.
- A kiedy Gabryś przeważnie wstaje? Może zadzwonimy? 

- Oj kochanie, nie ładnie tak mówić, po prostu taki z niego mały śpioszek - mężczyzna uśmiechnął się delikatnie.
- Oj nie martw się niedługo pójdziemy do cioci, za godzinkę, akurat zjemy i weźmiemy parę ciepłych rzeczy.

- Ale nie chce czekać... Idę do siebie - w końcu wstał i poszedł do swojego pokoju i tam znalazł węgiel i ołówki i farby i natychmiast zrobił miejsce na jednej ścianie by zacząć szkic

- Ale kotek - demon spoglądał za nim, westchnął cicho i pozbierał rzeczy ze stołu po czym pozmywał. Gdy był czas wyjścia wszedł do jego pokoju.
- Kochanie, zaraz musimy wyjść - pogłaskał go po głowie.
- Co tam rysujesz? - demon zaciekawił się i objął go delikatnie w pasie zaglądając mu przez ramie.

- To tylko szkic. - chłopiec nie wyjaśniał mu co to, bo sam jeszcze nie wiedział co to będzie. Odłożył jednak węgiel i umył ręce szykując się do wyjścia.
- Możemy iść - trzymał już królika więc był gotowy.
 
- No nic chodźmy - uśmiechnął się i już po chwili pukali do drzwi. Otworzył im Josef uśmiechając się delikatnie.
- Coraline wzięła sobie do serca przygotowanie dla was słodkości - zaśmiał się i wpuścił ich do środka.
- Od rana coś pichci i pichci i nikogo do kuchni wpuścić nie chce - powiedział rozbawiony.
- No ale wchodźcie , wypijemy herbatę i możemy iść.

- Cześć wujku. - chłopiec obdarzył mężczyznę największym najbardziej wiosennym ciepłym słodkim uśmiechem i szybko go minął biegnąc do pokoju Gabrysia by już zacząć zabawę.
- Chodź Kamio do środka, rób te swoje kochane oczy ulubionego zięcia i masz zdobyć też ciastko dla mnie bo tu trzeba więcej niż buziaka od męża - Josef pchnął go w stronę kuchni by Kamio zdobył coś słodkiego.

Demon zaśmiał się i wsadził głowę do kuchni.
- Dzień dobry mamusiu - zaczął ale kobieta uciszyła go śmiejąc się.
- Przyznaj się, Joseph cie przysłał? - spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem.
- Oj mamo, i ty mu się dziwisz? Takie pyszności tu masz i nie chcesz się podzielić,,,,, proszę  - Kamio zrobił minę zbitego szczeniaka a to zagranie zawsze działało, kobieta zaśmiała się tylko i dała mu na talerzyku kilka ciastek.
- Dla każdego po jednym i żebym was więcej nie widziała w kuchni, - i wypchnęła Kamio z kuchni.
- Zwycięstwo !! Chłopcy, tato!! Mamy ciastka - demon zaśmiał się podnosząc talerzyk do góry.

Ciastka mamy - to hasło działało. Josef wziął jedno dla siebie, chłopcy też wzięli dla siebie, jednak Gabryś biegnąc po schodach przewrócił się i ciastko mu wypadło i całe się pokruszyło. Angelo natychmiast pomógł mu wstać i pocałował go w czoło by nie płakał. Oddał mu swoje ciastko.
- Proszę . Idź na górę zaraz wrócę - chłopak wrócił się do kuchni ciągnąć ciocie za fartuszek.
- Ciociu... ? Bo zrobiliśmy bałagan. Gdzie jest jakaś miotełka? Zaraz to posprzątam  - Angelo wpatrywał się w ciocię.
 
Kamio widząc to chciał zając się Gabrysiem ale widząc, że zrobił to Angelo uśmiechnął się ciepło.
- Ten maluszek jest wspaniały - szepnął i poszedł za nim do kuchni.
- Mamo, coś mi się zdaje że nasz mały Angelo zasługuje na drugie ciasteczko, oddał swoje Gabrysiowi bo się przewrócił - Kamio wyjaśnił i wziął chłopca na ręce.
- A bałaganem się nie przejmuj kochanie, ja się tym zajmę a ty idź się baw  z Gabrysiem - pocałował go w policzek.

Kiedy dostał to drugie ciasteczko, przełamał je mniej więcej na pół i gdy wrócił do Gabrysia dał mu połowę no bo dostał ciastko ekstra i to tak nie wypada się nie podzielić. Chłopcy pakowali teraz do małego plecaka zabawki i gry jakie będą im potrzebne i zabrali wszystko do samochodu bo Josef obiecał, że zabierze ich na ten piknik za miasto. Gabryś nawet wziął kredki i blok bo wiedział, że jego przyjaciel lubi rysować.
- Tatusiu! My już będziemy czekać w samochodzie! - niecierpliwi chłopcy wpakowali się już do auta.
 
- No cóż nie pozostaje nam nic innego jak już jechać - zaśmiał się Josef a jego żona przytaknęła. Zapakowali wszystko do bagażnika i wsiedli do samochodu, oczywiście wcześniej zapinając chłopców w foteliki . Po 30 minutach zajechali w końcu do parku.
Josef i Kamio rozłożyli koc i wyjęli wszystko z bagażnika, demon spojrzał na chłopców.
-  Skarby wy moje, tylko się za bardzo nie oddalajcie - uśmiechnął się ciepło.

Chłopcy już właśnie mieli biec już nad rzekę by tam się bawić jednak słysząc Kamio wzięli tylko piłkę i biegali za nią Bardzo blisko koca i dorosłych żeby tak w razie czego nie byli źli że się oddalają. Bawili się grzecznie i w końcu ustawili dwa misie jako słupki bramki i na bramce postawili wujka.

Kamio zaśmiał się widząc że Josef robi za bramkarza po chwili  sam do nich dołączył.  Gdy byli już cali wytarzani w trawie i zdyszani wrócili na koc robiąc maślane oczka do Coralie by dała im coś do picia.

Dzieciaki nie miały nawet siły siedzieć więc się położyli i Coraline dała im ciastka i mężczyznom też niech już im będzie.
- Ciociu i teraz ty z nami grasz. W jakąś grę - chłopcy rozłożyli plansze i pionki dla każdego, Angelo miał całą buzię w kremie.

Dzień mijał im wspaniale, śmiali się, grali, a Kamio nie mógł przestać się uśmiechać widząc radość na twarzy Angelo, plus krem na jego buzi, rozbawiony wziął chusteczkę i wytarł mu buzie.
- Kochanie, sam wyglądasz teraz jak ciasteczko, jeszcze ktoś nam cie zje - Kamio pogłaskał go po głowie.
Gdy zaczęło się ściemniać a chłopcy przysypiać zapakowali rzeczy do samochodu i ruszyli w drogę powrotną.

To był naprawdę wspaniały dzień pełen wrażeń i gdy wrócili do domu Angelo padł na łóżko ledwo żywy. Wakacje minęły im przyjemnie, chłopiec i czuł się wspaniale z nową rodziną i przyjaciółmi. Ciocia i Kamio zapisali go wraz z Gabrysiem do szkoły. Nie mogli się już doczekać pierwszego dnia w szkole.

Kamio położył chłopca spać, przebrał go w piżamkę  i przykrył kołderką całując w czoło.
- Śpij kochanie, ja niedługo też się położę - demon pogłaskał go po głowie i wyszedł do salonu, pochował jedzenie które dostali od Coraliny i wziął długi prysznic by w końcu płożyć się spać.
 Trochę się denerwował tym że chłopiec idzie do szkoły, no cóż ,po prostu się martwił, ale do tego jeszcze kilka dni.

(......)

- Kamio a musimy kupić książki i zeszyty ... - któregoś dnia tak właśnie chłopiec zaczął siadając mu na kolanach.
- Pójdziemy do miasta...? Bo muszę mieć książki do szkoły i... I mundurek i to znów będzie dużo pieniążków i mogłeś mnie zapisać do zwykłej publicznej szkoły - powiedział nieśmiało chłopiec.

- Kochanie - demon westchnął i obrócił go przodem do siebie i objął w pasie.
- Po pierwsze, wiem że bardzo chcesz chodzić do szkoły - uśmiechnął się ciepło.
- A po drugie jesteś moim skarbem - mężczyzna dotknął palcem jego noska.
- Chce dla ciebie jak najlepiej, a poza tym, w tej szkole są dodatkowe zajęcia z rysunku ,, a wiem że masz talent i powinieneś go szlifować. Tu nie chodzi o pieniążki kochanie, ja jestem no cóż,,,,, jestem bardzo bogaty, gdybym chciał mógłbym kupić całe to miasto i jeszcze by mi zostało- zaśmiał się.
- A ja chce cie rozpieszczać, i proszę nie martw się wydatkami, ciesze się że mogę zrobić coś  dla ciebie - Kamio pogłaskał go po głowie.

Chłopiec i tak już robił postępy, potrafił prosić o mniejsze rzeczy które dostawał natychmiast jednak większe sumy to już co innego.
- Ja... Dziękuję - chłopiec złapał go za policzki i słodko go pocałował, tak mocno a potem się przytulił.
- Może jutro pójdziemy na zakupy dobrze? - uśmiechnął się uroczo malec.

- Nie dziękuj, to dla mnie przyjemność - demon uśmiechnął się ciepło.
- Oj kochanie jesteś taaaki uroczy, uważaj na siebie w szkole i nie daj się nikomu schrupać  - pogroził mu palcem i pogłaskał go po głowie mocno do siebie tuląc.
- No dobrze wiec jutro zakupy ale zajdziemy na coś słodkiego prawda? - Kamio spojrzał na niego prosząco, po czym zaśmiał się.

- Dobrze możemy iść na coś słodkiego. Idę malować! Hihi, zawołaj mnie na kolację - malec
  zsunąłsię z jego kolan i uciekł do swojego pokoju i tam się zamknął i kończył szkic bo jeszcze nie wypełniał tego malowidła na ścianie kolorami. Do tego musiałby mieć specjalne farby .

Kamio zaśmiał się i skinął głową, zabrał się za swoje sprawy, jednak po godzinie zajrzał do niego do pokoju.
- Kochanie, masz ochotę na mały lunch ? - demon oparł się o ścianę.
-  Zrobiłem sałatkę owocową - puścił mu oczko.
- Skusisz się ?

Chłopiec przerwał pracę i odłożył węgiel na bok wybierając ręce, odwrócił się przodem do mężczyzny.
- Tak ale nie tu. Zjemy w kuchni bo nie chce tu nic obrodzić. Co masz dla mnie dobrego?

Demon puścił mu oczko i uśmiechnął się wesoło.
- Zobaczysz, do sałatki mamy coś jeszcze - zaśmiał się i wziął go nagle na ręce i zaniósł go do łazienki i umył mu ręce po czym biorąc go na barana zaniósł do kuchni.
- Proszę, nasz kolejny przystanek, kuchnia - demon zdjął go biorąc go na ręce i zaczął go łaskotać. Po chwili posadził go na krześle.
- No siadaj kotek- uśmiechnął się i podał mu sałatkę.
- Mamy jeszcze pudding truskawkowy - mężczyzna usiadł obok niego.

- Jesteś czarodziejem w kuchni tak jak ciocia - chłopiec trzymał się go mocno aż w końcu zajął miejsce przy stole w kuchni.
- A ja bardzo lubię banany - przyznał jednak zaraz dodał że truskawki też ale bardziej banany. W czasie gdy chłopak zajął się jedzeniem w salonie zjawił się Samuel zajmując swoje ulubione miejsce w fotelu.

- Sam? Co ty tu robisz? - Kamio spojrzał na niego wchodząc szybko do salony i podszedł bliżej.
- Stało się coś? Jakieś komplikacje ? - wystraszony przyjrzał mu się
uważnie.
Kamio obejrzał się czy chłopiec jest dalej w kuchni.
- Angelo może cie zobaczyć,, - szepnął cicho.
- Nie powinno cie tu teraz być - syknął.

- Wiem że może. Przyniosłem ci te eliksiry - Samuel wskazał na pudełko na stoliku obok fotela. Chłopiec słysząc głosy wytarł szybko buźkę i cichutko stanął za Kamio by sprawdzić kto to jest co to za gość. Samuel uśmiechnął się do chłopca a Angelo pisnął.
- Tatuś! - natychmiast podbiegł do demona i wskoczył mu na kolana by zaraz mocno się przytulić.
 
- Eliksiry ? Już gotowe? Dzięki Samuel - demon uśmiechnął się i odetchnął z ulgą, jednak za chwile aż musiał usiąść z wrażenia.
- T,tatuś??!! T,,Ty!! Jesteś jego ojcem ?! - Kamio spojrzał na niego z wyrzutem.
- Jak mogłeś nic mi nie powiedzieć? - musiał się uspokoić, nie chciał straszyć chłopca.
- Dobrze, a teraz kochanie - Kamio spojrzał ciepło na chłopca.
- Idź do swojego pokoju, ja muszę porozmawiać, z ,, z twoim tatą - uśmiechnął się delikatnie po czym spojrzał chłodno na Sam'a.
- Powiesz mi o co tu chodzi!? - warknął zdenerwowany Kamio.

sobota, 29 września 2012

Nowe Życie 13


Przepraszam za błędy i za to, że nie wstawiałam od tych dwóch dni żadnych rozdziałów, ale niestety znowu mam smutne dni, "MAŁA" sprzeczka z rodzicami... Taaa, jak to miło jest się słuchać, jak to jest im całe życie wstyd za mnie,, taa jestem do niczego ,,, wybaczcie, ,, nieważne,, :(

Czytajcie i komentujcie,,, 



Rozdział 13

Coraline całą trójkę wysłała do łazienki by chociaż trochę się ogarnęli i w końcu wszyscy razem usiedli przy stole by zjeść obiad.
- Ciociu, Kamio zabrał nas do pana Isei'a dzisiaj i wiesz on naprawdę ładnie maluje -
nawet nie bał się wujka Josefa przy stole. To mąż cioci więc nie na czego się bać.

Coraline tylko uśmiechnęła się ciepło.
- Oh to wspaniale ,- kobieta pogłaskała chłopca po głowie. W końcu po chwili odezwał się Josef.
- Co powiecie na to by wybrać się jutro na piknik ? Oczywiście razem z Isei'em i resztą ? - mężczyzna uśmiechnął się ciepło do chłopca chcąc by ten się do niego przyzwyczaił.  

  
Chłopiec mile zaskoczony tą propozycją odłożył widelec i usiadł mężczyźnie na kolanie.
- To bardzo dobry pomysł wujku. I ty pójdziesz z nami i będziemy w piłkę grać.
- Tato naprawdę możesz iść? Będziesz miał jutro wolne? - Gabryś doskoczył do drugiego kolana i przytulił się do ojca.

Kamio z Coraliną zaśmiali się i wymienili ciepłe spojrzenie. Wszystko będzie dobrze, powoli, pomalutku - myślał demon.
- No cóż teraz raczej szybko się od nich nie uwolnisz - demon zaśmiał się patrząc na Josef'a rozbawiony.
-  Tak tak, mam jutro wolne i pojutrze też - zaśmiał się mężczyzna i objął chłopców delikatnie.
- I owszem będziemy razem grac, oczywiście w nagrodę ciocia Coralina przygotuje dla nas trochę słodkości,, prawda kochanie ? - puścił żonie oczko.
- Oj tak wspaniale,! Będziemy grać w piłkę! - pisnął Angelo.
- Kya... Ciocia zrobi coś słodkiego! - chłopiec nie posiadał się ze szczęścia, tak samo Gabryś. Piski brzmiały tak jeszcze jakiś czas aż w końcu chłopcy poszli się bawić a Coraline sprzątała po obiedzie.
- Kamio ten twój dom to jest gdzieś tutaj niedaleko prawda? Bo będziesz mógł małego tu do nas przyprowadzać jak będziesz potrzebował chwili dla siebie.

- Dzięki mamo - objął ją i pocałował w policzek.
- I tak, nowy dom znajduje się niedaleko chociaż mój ówczesny jest nieco dalej ale wiesz, - rozejrzał się, czy nie ma nikogo.
- Lepiej na razie go tam nie zaprowadzać i tak za wiele już widział  - demon pokręcił głową.
- Ah i mamo nie zapomnij, by jego pokój był zamknięty, no nic pójdę do nich - Kamio dołączył do chłopców i zaczął się z nimi bawić.
Coraline uważała że nowy dom dla chłopca daleko od wspomnień starego życia będzie dla niego idealnym wyjściem. Dlatego też wiedząc, że chłopiec lubi jej kuchnię już teraz zrobiła im coś na obiad na jutro i spakowała to by dać Kamio gdy zabierze chłopca do domu. Dzieci po tym dniu pełnym wrażeń bardzo szybko zrobiły się zmęczone i zaczęły już wołać o łóżko
- No cóż czas na nas, kochanie, pożegnaj się z ciocia, wujkiem i Gabrysiem - demon widząc smutną minkę chłopca uśmiechnął się i wziął go na ręce.
- Nie smuć się , za kilka dni znowu odwiedzimy ciocie albo ciocia nas zgoda?  - Kamio dotknął placem jego noska a po chwili postawił go na ziemi by mógł się pożegnać.
Demon wziął od mamy jedzenie i pocałował ją w policzek dziękując.
Po 15 minutach już szli w stronę nowego domu, oczywiście był już urządzony.
- I jak ci się podoba ? - mężczyzna uśmiechnął się przepuszczając go przodem a sam położył  torby pod ścianą.

Gdyby Kamio go nie zapewnił że tu wrócą to Angelo pewnie mocno złapałby się cioci żeby nigdzie nie iść jednak w końcu się pożegnał i ruszył z mężczyzną do nowego domu. Był strasznie zmęczony ale gdy wszedł do środka natychmiast pobiegł obejrzeć wszystkie pokoje i zauważył że Kamio ma swoją sypialnie a Angelo będzie miał swój pokój... To mu się nie podobało. Pokój mógł mieć ale spać chciał z mężczyzna więc wskoczył na to duże łóżko szykując się szybko do spania.
 
Kamio rozbawiony oparł się o framugę drzwi.
- Nie podoba ci się twój pokój malutki? - usiadł na skraju łózka i pogłaskał go po głowie delikatnie.
- Jeśli chcesz możemy zmienić meble i pomalować je na inny kolor - pomógł chłopcu przebrać się w piżamkę.
- Oj mój kotek jest śpiący - szepnął rozbawiony i objął go delikatni. 

- Pokoik jest bardzo ładny i bardzo mi się podoba i będę się tam grzecznie bawił ale spać chce z tobą
już ubrany do snu usiadł mu na kolanach i dał mu buziaka a potem położył główkę na jego ramieniu
- Połóż się ze mną i chociaż poczekaj aż zasnę - poprosił cicho chłopiec.

 
Kamio uśmiechnął się ciepło i objął go po chwili kładąc go na poduszkach i samemu kładąc się obok niego.
- Oczywiście że poczekam aż zaśniesz, dla ciebie wszystko malutki - demon pogłaskał go po głowie po czym przytulił.
- Śpij kochanie, jutro mamy piknik z wujkiem i ciocia musisz być wyspany - puścił mu oczko.

Chłopiec zasnął bardzo szybko z dwóch powodów. Bo był strasznie zmęczony i nie mógł doczekać się jutrzejszego dnia. Coś mu się śniło, coś ładnego bo uśmiechał się przez sen cały czas. Do drzwi ktoś zapukał. Samael chciał sprawdzić czy wszystko u nich jest ok więc się zjawił. Nie mógł wejść do domu gdy chociaż raz nie został tam zaproszony. Głupie zasady piekła.
 
Kamio od razu wyczuł jego obecność pod domem. Powoli by nie obudzić chłopca wysunął się z jego objęć i poszedł go wpuścić.
- Witaj Samuelu, - spojrzał na niego wpuszczając go do środka.
- Co cie do ,mnie sprowadza? Mam nadzieje że nie masz żadnych złych wieści - Kamio spojrzał na niego uważnie.

Mężczyzna wszedł do środka jak gdyby nigdy nic idąc do salonu i usiadł w fotelu a w dłoni pojawił mu się kielich wina.
- Kamio ty się uspokój. Wszystko jest ok przyszedłem tylko na kontrolę czy wszystko jest ok. Jak mały się czuje? Robię w zamku Eliksiry dla niego by wstrzymać mu pamięć ale to jeszcze trochę potrwa. Ładnie urządziłeś ten dom. Pamiętaj że trzeba ostrożnie przyzwyczajać go do luksusu.

Kamio westchnął i opadł na fotel.
- Wiem o tym doskonale, i dzięki za pomoc Sam - zerknął na niego.
- Na razie jest wszystko dobrze,, ale gdy byliśmy u Isei'a zobaczył moje zdjęcie z Mike'em, pytał się kto to, ale jak na razie wygląda na to że już nie myśli o tych zdjęciach - westchnął.
- Wiem, że się starasz ale musisz się pospieszyć z eliksirami, jego pamięć dość szybko wraca chodź on sam nie ma o tym pojęcia, to przez sny, nie mam nad nimi kontroli - Kamio pokręcił głową.


- Staram się i robię co mogę ale to wymaga czasu i odpowiednich składników. Będą gotowe w ciągu tygodnia. Staraj się do tego czasu nie pokazywać mu miejsc czy ludzi związanych z jego przeszłością. Napij się - podał mu kielich wstając.
- Pójdę na niego spojrzeć, spokojnie nic mu nie zrobię - Samuel wszedł cicho do pokoju i stanął przy łóżku.
- Słodki, malutki hm - uśmiechnął się i pocałował go w czoło, zaraz szybko wyszedł by chłopak się nie obudził .

- Wiem, że to wymaga czasu, i wiem co mam robić jednak od jego rodziców nie mogę go odseparować, nie teraz- westchnął, skinął głową że może do niego zajrzeć, wcześniej biorąc od niego kielich opróżniając go jednym haustem, jednak nie miał zamiaru pić więcej, nie chciał by chłopiec wyczuł od niego alkohol. Odstawił kielich i spojrzał na Samuela, wstał i pożegnali się . Kamio wrócił do chłopca i przysiadł na łóżku.
- Mój mały Mike - szepnął  i pogłaskał go po policzku, wstał i wzial szybki prysznic by po 20 minutach już zasypiać tuląc do siebie swój największy skarb.

Następnego dnia wcześnie rano chłopiec wstał pełen energii i zaczął skakać po łóżku
- Kamio Kamio! Wstań ! Idziemy do cioci i wujka! - oj tak. Miał być piknik i to nic że była szósta rano i wszyscy jeszcze spali.

Demon otworzył oczy i widząc go zaśmiał się głośno i usiadł od razu łapiąc go w pasie i przyciągając do siebie.
- Spokojnie kochanie, jest dopiero - Kamio spojrzał na zegarek i jęknął cierpiętniczo.
- 6 rano - spojrzał na chłopca rozbawiony.
- Jesteś głodny malutki ?- demon uśmiechnął się ciepło.
- Ale najpierw kąpiel, wczoraj wieczorem nie mieliśmy chyba siły na kąpiel co ?- pocałował go w czoło i wziął na ręce niosąc do łazienki.

No i zapomniał o kąpieli wczoraj. Oj niegrzeczny z niego chłopiec. Angelo zamachał w powietrzu nóżkami i śmiał się wesoło.
- Tak! Będziemy się myć i zrobisz mi dużo piany dobrze? I Isei! Zabierzmy też Isei'a do łazienki , chce się bawić. - pisnął chłopiec zadowolony.

 
- Ależ oczywiście kochanie, będzie piana i będziemy się bawić - demon zgarnął po drodze króliczka i posadził chłopca na pralce i rozebrał go, nalewając wcześniej cieplej wody do wanny. Posadził go w wannie.
- Tyle piany wystarczy ?- oczywiście po całej łazience latały banki mydlane, odrobina magii ale jak cieszy prawda? Kamio zaśmiał się widząc radosną minę chłopca.
Chłopiec był szczęśliwy i zadowolony. Małymi gąbkami rzucał w te banki latające po całej łazience i oczywiście woda i piana już pokrywała podłogę w łazience. Chłopiec się bawił i śpiewał i śmiał się aż w końcu woda zrobiła się zimna a brzuszek chłopca zaczynał domagać się chwili uwagi
Rozbawiony demon po 30 minutach wyjął chłopca z wanny i postawił na chodniczku, opatulił go puszystym ręczniczkiem i dokładnie wytarł po czym ubrał go i zaniósł jak księżniczkę do salonu i posadził na kanapie ,włączył kanał z kreskówkami i uśmiechnął się delikatnie.
- poczekasz tu chwile grzecznie kochanie? Przygotuje śniadanko, chcesz kakao  czy herbatkę? - Kamio kucnął przed nim nie przestając się uśmiechać.

I chłopiec tak jak księżniczka się czuł . I lubił to. Angelo wziął do ręki pilot bo nie lubił tych głupich kreskówek. Wolał pogromców mitów na d.science bo przynajmniej jest zabawne i uczy.
- Kakao jeśli mogę prosić i zjemy tutaj razem - wystawił mu stópkę pod nosek uśmiechając się uroczo . 

Kamio zaśmiał się i połaskotał go po nóżce.
- Oczywiście wszystko dla mojej małej księżniczki - demon puścił mu oczko i poszedł do kuchni wcześniej wręczając mu pluszaka.
Kamio wrócił po 15 minutach z talerzem kanapek i kakao dla chłopca i herbatą dla siebie.
- Proszę kochanie - po czym usiadł obok niego z delikatnym uśmiechem.