wtorek, 28 lipca 2026

Książę w Ramionach Mroku 33

 

Rozdział 33 – Plan

— Co znaczy „coś wyszło”? — warknął Gavriel natychmiast.

Strażnik stojący w drzwiach oddychał ciężko, wyraźnie blady. Na jego policzku widniały świeże smugi krwi, jakby próbował wynieść kogoś spod zawalonych korytarzy.

— Dolne przejście zostało rozerwane od środka. Dwóch ludzi nie żyje. Reszta twierdzi, że coś porusza się po korytarzach.

Rafael poczuł lodowaty ucisk pod żebrami. Głos w jego głowie wrócił natychmiast, bliższy niż wcześniej, niemal pulsujący pod skórą.

Wracaj.

Valmar momentalnie sięgnął po miecz.

— Zamknąć zachodnie skrzydło. Nikogo nie zostawiać samego. Wszystkie przejścia do podziemi mają zostać odcięte.

Strażnik wybiegł niemal natychmiast. W tej samej chwili kolejny wstrząs przeszedł przez zamek, a gdzieś daleko rozległ się urwany krzyk.

Lior pobladł.

— To było blisko…

Rafael zesztywniał gwałtownie. Czuł to wyraźnie. Nie tylko obecność. Ruch. Jakby coś naprawdę przemieszczało się przez zamek i z każdą chwilą było coraz bliżej niego.

— Ono idzie tutaj… — wyszeptał.

Valmar odwrócił się do niego natychmiast.

— Skąd wiesz?

— Po prostu wiem…

Złote światło przesunęło się pod skórą Rafaela gwałtowniej niż wcześniej. Płomienie w kominku buchnęły wyżej, a szyby zatrzęsły się niebezpiecznie.

Gavriel spojrzał krótko na Valmara.

— Zabieram ludzi i sprawdzam korytarze.

Król skinął głową.

— Nie oddalaj się sam.

Gavriel ruszył do wyjścia, ale Lior złapał go jeszcze za rękę.

— Uważaj.

Dowódca zatrzymał się gwałtownie. Przez krótką chwilę po prostu patrzył na Lior'a, jakby próbował zapamiętać jego twarz. A potem nagle przyciągnął go do siebie i pocałował szybko, desperacko, mocniej niż zwykle. Jak człowiek, który naprawdę bał się, że może to być ostatni raz.

— Wrócę — wyszeptał nisko.

Kilka minut później zachodnie korytarze zamku wyglądały jak koszmar. Strażnicy poruszali się z pochodniami ostrożnie pomiędzy kamiennymi filarami, podczas gdy gdzieś w ciemności rozlegał się mokry, nienaturalny dźwięk przypominający przeciąganie czegoś ciężkiego po podłodze. Powietrze śmierdziało spalenizną i krwią.

Gavriel szedł pierwszy z mieczem w dłoni. Ściany wokół nich pokrywały ciemne smugi. Niektóre wyglądały jak przypalenia, inne jak ślady dłoni zostawione przez kogoś próbującego czołgać się po kamieniach.

Kilka metrów dalej leżało ciało strażnika. A raczej to, co z niego zostało.

Mężczyzna miał rozerwaną klatkę piersiową, jakby coś przebiło go od środka. Krew rozlała się szeroko po posadzce, a jedna ręka nadal drgała lekko w pośmiertnym skurczu. Tkanki wokół ran były dziwnie przypalone, jakby coś jednocześnie paliło i rozrywało ciało.

Jeden ze strażników zwymiotował natychmiast.

— Dowódco… co mogło coś takiego zrobić…?

I wtedy światło pochodni zadrżało gwałtownie. Cień przesunął się po suficie. Za szybko. Nienaturalnie.

Jeden ze strażników nawet nie zdążył krzyknąć. Coś ciemnego spadło na niego z góry, przewracając go brutalnie na ziemię. Rozległ się mokry trzask łamanych kości i wrzask bólu, od którego wszystkim zamarła krew w żyłach. Krew rozbryznęła się po ścianach i twarzach stojących obok ludzi.

— ATAK! — ryknął Gavriel.

Pochodnie zatańczyły chaotycznie. Przez krótką chwilę wszyscy zobaczyli długie, czarne kończyny przypominające spalone ludzkie ręce i rozżarzone oczy błyszczące w środku ciemności.

Strażnik wrzeszczał jeszcze kilka sekund. A potem nagle ucichł.

Coś odciągnęło jego ciało w mrok korytarza tak szybko, że po kamieniach została tylko szeroka smuga krwi i kawałki rozerwanego mięsa.

Ludzie cofnęli się natychmiast.

— Do światła! Nie rozdzielać się! — krzyknął Gavriel.

Ale było już za późno. Cienie wokół nich zaczęły się poruszać.

W komnacie Rafaela płomienie drżały coraz mocniej. Chłopak siedział nieruchomo, ale nagle poderwał głowę gwałtownie.

— Gavriel…

Valmar zesztywniał.

— Co?

Rafael pobladł.

— Ono ich zabija…

Kolejny huk przeszedł przez zamek, a chwilę później Rafael usłyszał krzyk tak wyraźny, jakby sam stał tam, w ciemnym korytarzu pośród krwi.

Chłopak złapał się za głowę z sykiem bólu.

— Rafael! — Lior natychmiast znalazł się przy nim.

— Ono… ono widzi ich przeze mnie…

Valmar poczuł lodowaty ciężar pod żebrami, bo właśnie to oznaczało, że połączenie robi się coraz silniejsze.

Gdzieś głęboko pod zamkiem coś zaryczało ponownie. A wszystkie świece w komnacie zgasły jednocześnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz