wtorek, 21 lipca 2026

Książę w Ramionach Mroku 31

 

Rozdział 31 – Cena przebudzenia

Noc była niespokojna.

Zamek drżał jeszcze kilka razy po zejściu z podziemi, jakby coś ogromnego nadal uderzało w pieczęć ukrytą głęboko pod kamieniem. Strażnicy zmieniali się przy wejściach co godzinę, ale napięcie nie malało. Plotki rozchodziły się szybciej niż ogień. Niektórzy słyszeli huk spod ziemi. Inni twierdzili, że widzieli światło wydobywające się spod szczelin w posadzce.

A Rafael nie spał wcale.

Siedział na łóżku owinięty kocem, z szeroko otwartymi oczami utkwionymi gdzieś w pustce. Lior drzemał obok niego niespokojnie, oparty o zagłówek, ale budził się za każdym razem, gdy Rafael drgał gwałtownie albo zaciskał dłonie na własnych ramionach.

Valmar stał przy oknie od dłuższego czasu.

Milczący.

Napięty.

Bezradny bardziej, niż chciałby przyznać.

Wracaj.

Szept wrócił nagle tak wyraźnie, że Rafael syknął i przycisnął dłonie do uszu.

— Nie…

Lior obudził się natychmiast.

— Raffy?

— Ono jest coraz bliżej…

Valmar odwrócił się gwałtownie.

— Co masz na myśli?

Rafael spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem.

— Już nie słyszę go tylko w głowie. Czuję je. Jakby było pod moją skórą.

Te słowa wystarczyły, żeby Valmarowi zesztywniała szczęka. I właśnie wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Gavriel wszedł pierwszy, ale zaraz za nim pojawiła się jeszcze jedna postać.

Garilda.

Lior momentalnie wstał gwałtownie.

— Co ona tutaj robi?

Staruszka wyglądała inaczej niż wcześniej. Już nie jak zmęczona kobieta z kuchni. W półmroku komnaty jej oczy wydawały się niemal złote. Garilda spojrzała prosto na Rafaela. I pobladła.

— Za szybko… — wyszeptała.

Valmar ruszył w jej stronę natychmiast.

— Powiedz mi wreszcie wszystko.

Kobieta spojrzała na niego długo.

— Nie da się już zatrzymać przebudzenia.

Cisza, która zapadła po tych słowach, była niemal dusząca.

Lior od razu pokręcił głową.

— Nie. Nie ma mowy.

Garilda jednak nie patrzyła na niego. Patrzyła wyłącznie na Rafaela.

— Płomień nie jest mocą. Nigdy nią nie był. To żywa rzecz. Coś, co potrzebuje gospodarza, żeby istnieć. 

Rafael poczuł lodowaty ciężar pod żebrami.

— Więc oni mieli rację…

— Częściowo.

Valmar zrobił krok bliżej.

— Wyjaśnij.

Garilda zacisnęła dłonie mocniej na lasce.

— Dawni nosiciele nie umierali dlatego, że byli słabi. Umierali, bo płomień stopniowo pochłaniał ich całkowicie. Niszczył umysł. Wspomnienia. Tożsamość. Na końcu zostawało już tylko… naczynie.

Lior pobladł gwałtownie. Rafael zamarł. Bo dokładnie to zaczynało się z nim dziać.

Zapominanie.

Obce myśli.

Głosy.

Garilda spojrzała na niego ze smutkiem.

— Twoja matka próbowała znaleźć inny sposób.

— I znalazła? — spytał Rafael łamliwie.

Kobieta milczała chwilę zbyt długo.

— Nie.

Valmar zacisnął dłonie.

— Musi istnieć jakieś rozwiązanie.

— Istnieje tylko jedno.

Wszyscy spojrzeli na nią jednocześnie. Garilda wyglądała, jakby każde kolejne słowo kosztowało ją coraz więcej.

— Płomień jest związany z krwią nosiciela. Dopóki jego serce bije… płomień żyje razem z nim.

Lior momentalnie zesztywniał.

— Nie.

Garilda zamknęła oczy na krótką chwilę.

— Żeby oddzielić płomień od gospodarza… serce nosiciela musi się zatrzymać.... on musi...

W komnacie zapadła martwa cisza. Rafael przestał oddychać na sekundę. Valmar patrzył na kobietę nieruchomo. A potem odezwał się tak chłodno, że nawet Gavriel drgnął.

— Nie dokończysz tego zdania.

— Valmar—

— Nie.

Garilda jednak nie odwróciła wzroku.

— Jeśli tego nie zrobicie, chłopak przestanie być sobą.

Lior gwałtownie stanął między Rafaelem a resztą.

— Nie pozwolę wam nawet o tym mówić.

Rafael nadal milczał. Za bardzo. Valmar zauważył to od razu.

— Rafael.

Chłopak spojrzał na niego powoli. I pierwszy raz od wielu rozdziałów wyglądał naprawdę na przerażonego.

Nie ogniem.

Sobą.

— A jeśli ona ma rację…? — wyszeptał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz