poniedziałek, 6 lipca 2026

Książę w Ramionach Mroku 26

Przepraszam za opóźnienie. Studia mnie zatrzymały ale jestem i żyje ! Zapraszam do czytania. Za opóźnienie wstawiam dwa rozdziały.
Miłego czytania ! <3


Rozdział 26 - Ci, którzy byli przed tobą

Powietrze pod ziemią stawało się coraz cięższe z każdym kolejnym krokiem. Kamienne schody ciągnęły się w dół znacznie głębiej, niż ktokolwiek z nich przypuszczał. Nawet strażnicy zaczynali wyglądać niespokojnie. Ciszę przerywał jedynie odgłos kroków i to powolne, niskie dudnienie dochodzące gdzieś spod murów zamku.

Rafael szedł pierwszy. Sam nie wiedział dlaczego, ale czuł drogę instynktownie. Jakby coś prowadziło go przez ciemność. Symbole na ścianach jarzyły się słabym złotem, kiedy przechodził obok nich. Reszta widziała to coraz wyraźniej.

Ogień reagował właśnie na niego.

Lior zrównał się na moment z Gavrielem i ściszył głos.
— Powiedz mi szczerze… też zaczynasz się bać?

Gavriel długo milczał, zanim odpowiedział.

— Nigdy nie przestałem.

To zabolało Lior'a bardziej, niż powinno. Spojrzał na niego z niedowierzaniem.

— To nadal Rafael.

— Wiem.

— Nie brzmisz, jakbyś był tego pewien.

Gavriel zacisnął szczękę mocniej.
— Bo nie jestem pewien niczego od momentu, kiedy zamek zaczął płonąć od jego emocji.

Lior odwrócił wzrok gwałtownie. To była prawda. I właśnie dlatego bolała.

Kilka kroków przed nimi Rafael nagle się zatrzymał. Wszyscy niemal wpadli na siebie odruchowo. Przed nimi otworzyła się ogromna kamienna sala, znacznie starsza niż wszystko, co widzieli wcześniej.

Ściany pokrywały freski.

Setki postaci.

Ludzie stojący w ogniu. Ludzie klęczący przed płomieniami. Korony. Wojny. Płonące miasta. A pośrodku każdej sceny znajdowała się jedna osoba.

Nosiciel.

Rafael podszedł bliżej powoli. Czuł coraz silniejsze mdłości. Na pierwszym fresku młody chłopak stał pośród ognia z wyciągniętymi dłońmi. Na drugim ta sama postać była już starsza, a wokół niej leżały ciała. Na kolejnym płonęło całe miasto.

I każdy z nich miał identyczne symbole na skórze.

— Bogowie… — wyszeptał Lior.

Rafael przesunął dłonią po jednym z malowideł. Farba była popękana od wieku.

— To oni… poprzedni nosiciele.

Valmar stanął obok niego. Jego twarz była całkowicie nieruchoma, ale Rafael znał go już wystarczająco dobrze, żeby zauważyć napięcie w jego oczach.

— Kult wierzył, że płomień jest darem bogów — odezwał się król cicho. — Ale prawda wygląda inaczej.

Rafael spojrzał na kolejny fresk. Tym razem przedstawiał kobietę.

Jej dłonie płonęły złotem, a wokół niej klęczeli ludzie w ciemnych szatach.

I wtedy Rafael zamarł. Bo znał tę twarz.

— Matka…?

Lior spojrzał gwałtownie na malowidło.
— To niemożliwe…

Ale to była ona. Młodsza. Ubrana inaczej. Ze złotymi symbolami biegnącymi po szyi.

Rafael poczuł, jak robi mu się słabo.

Valmar odwrócił wzrok pierwszy.

I właśnie to wystarczyło.

— Wiedziałeś — wyszeptał Rafael.

Król milczał.

— Wiedziałeś od początku…

— Nie wszystko.

— Ale wiedziałeś!

Głos Rafaela odbił się od ścian gwałtowniej, niż planował. Ogień w pochodniach buchnął mocniej.

— Rafael—

— Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?!

Valmar zrobił krok bliżej.
— Bo chciałem cię przed tym chronić.

— Przed prawdą?!

— Przed nimi.

To jedno słowo zawisło ciężko w powietrzu.

Rafael oddychał coraz szybciej. Czuł, jak temperatura jego ciała znowu rośnie.

— Ona wiedziała, co mi zrobi… — wyszeptał drżąco. — Wychowywała mnie do tego.

Nikt nie odpowiedział. Bo wszyscy już to rozumieli.

Rafael cofnął się gwałtownie od fresku, jakby nagle zaczął go parzyć.

— Całe moje życie było tylko rytuałem…

Valmar złapał go za nadgarstek natychmiast.
— Nie mów tak.

— To prawda!

Ogień eksplodował gwałtownie wzdłuż ścian. Strażnicy poderwali broń odruchowo. Gavriel momentalnie stanął przed Lior'em instynktownie, zasłaniając go własnym ciałem.

I Rafael to zauważył. To krótkie zawahanie. Ten strach. Coś w nim pękło jeszcze bardziej.

— Widzisz? — zaśmiał się gorzko. — Wszyscy już się mnie boicie.

— Rafael, przestań — powiedział Valmar ostrzej.

— A powinienem? — wyszeptał chłopak. — Powinienem udawać, że wszystko jest normalne?!

Gorąco w sali stało się niemal nie do zniesienia. Powietrze drżało od magii i emocji, a symbole na ścianach zaczęły świecić coraz mocniej.

I wtedy z ciemności po drugiej stronie sali rozległ się spokojny głos.

— Nie jesteś pierwszy, który tak reaguje.

Wszyscy odwrócili się gwałtownie. W cieniu pomiędzy kolumnami stał mężczyzna w ciemnym płaszczu. I uśmiechał się, patrząc prosto na Rafaela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz