wtorek, 4 sierpnia 2026

Książę w Ramionach Mroku 36

 

Rozdział 36 – Cisza

— Przerwij cykl.

Głos matki rozpadł się wśród płomieni dokładnie w chwili, gdy cały korytarz zatrząsł się ponownie. Kamienie pękały pod nogami strażników, a cień wił się po suficie i ścianach coraz gwałtowniej, jakby sam zaczął rozumieć, co Rafael właśnie usłyszał.

Chłopak patrzył w ogień nieruchomo. Oddychał ciężko, ale pierwszy raz od wielu dni jego spojrzenie było całkowicie trzeźwe. Jakby coś nagle ułożyło się w całość.

Valmar zauważył to od razu.

— Rafael…

Chłopak odwrócił się powoli.

— Ona miała rację.

— Nie.

— Valmar, posłuchaj mnie.

— Nie.

Król wypowiedział to ostrzej niż zamierzał. W jego głosie pojawiło się coś niebezpiecznego. Strach zmieszany z desperacją.

Rafael zacisnął powieki na krótką chwilę.

— To już się nie zatrzyma.

— Znajdziemy inny sposób.

— Jaki?!

To pytanie odbiło się echem od kamiennych ścian. Valmar zamilkł. Bo nie miał odpowiedzi. Rafael zaśmiał się krótko, gorzko.

— Właśnie.

Kilka metrów dalej strażnicy wynosili rannych. Jeden z nich wykrwawiał się na kamiennej posadzce, dusząc się własną krwią. Rafael patrzył na to z twarzą bladą jak śmierć.

— To mnie szuka. To przeze mnie oni umierają.

Złote symbole przesuwały się po jego szyi i policzkach coraz szybciej. Ogień obejmował go kawałek po kawałku, a cień stawał się coraz silniejszy.

Rafael spojrzał na własne dłonie. I pierwszy raz naprawdę wyglądał, jakby się poddał.

— Ja już nie potrafię tego zatrzymać.

Valmar złapał go za twarz natychmiast.

— Patrz na mnie.

Rafael uniósł wzrok powoli. Król wyglądał źle. Załamany. Wściekły.

Przerażony.

— Nie oddam cię temu.

Rafaelowi zadrżały usta.

— Ale ja już tam jestem.

To zabolało Valmara bardziej niż cokolwiek wcześniej. Król przyciągnął go bliżej gwałtownie, jakby sama siła objęcia mogła zatrzymać wszystko.

— Nie pozwolę ci umrzeć.

Rafael zamknął oczy.

Na krótką chwilę wtulił twarz w jego ramię.

A potem wyszeptał:

— Jeśli tego nie zrobisz… zrobię to sam.

Lior spojrzał na Rafaela z przerażeniem.

— Raffy, nie.

Ale chłopak już patrzył tylko na Valmara.

— Słyszysz je? Ja słyszę je cały czas. Nie przestają ani na chwilę.

Wracaj.

Oddaj nam serce.

Pozwól nam żyć.

Rafael zacisnął dłonie gwałtownie.

— Chcę ciszy… Chociaż raz. Tylko raz.

Valmar wyglądał, jakby właśnie rozrywano go od środka.

— Nie każ mi tego zrobić.

— Nie proszę cię o to dla siebie. Proszę cię, żebyś uratował wszystkich innych.

Cień zawył gwałtownie, jakby wyczuł zagrożenie. Płomienie wybuchły po ścianach, a podłoga zatrzęsła się ponownie. Gavriel spojrzał na Valmara ciężko. I po raz pierwszy nic nie powiedział. Bo wszyscy wiedzieli już, że Rafael ma rację. Do komnat wrócili w ciszy.

Za oknami zamek nadal drżał od odległych wstrząsów, ale tutaj panował dziwny spokój. Ogień w kominku palił się nisko, rzucając ciepłe światło na ciężkie zasłony i ciemne ściany sypialni.

Rafael siedział na łóżku owinięty kocem. Wyglądał coraz gorzej. Złote symbole obejmowały już całą szyję i pół twarzy, a jego dłonie drżały lekko przy każdym oddechu.

Lior stał pod ścianą z czerwonymi oczami. Gavriel trzymał go blisko siebie, jakby bał się, że chłopak zaraz się rozsypie.

Valmar milczał. Od chwili, gdy weszli do komnaty, praktycznie się nie poruszył.

Rafael spojrzał na niego powoli.

— Nie patrz na mnie tak.

Król uniósł wzrok gwałtownie.

— Jak?

Blady uśmiech pojawił się na ustach chłopaka.

— Jakbyś już mnie stracił.

To zabolało bardziej, niż Rafael się spodziewał. Widział to od razu w oczach Valmara.

Za ścianami rozległ się kolejny niski huk. Rafael momentalnie zesztywniał, a głosy wróciły gwałtownie.

Wracaj.

Wracaj do nas.

Chłopak syknął cicho z bólu i zacisnął dłonie na materiale koca.

— Val… ja naprawdę już nie potrafię…

Król znalazł się przy nim natychmiast.

— Rafael.

— Proszę… zrób to teraz…

Rafael spojrzał na niego długo, jakby próbował zapamiętać jego twarz dokładnie taką, jaka była w tej chwili.

— Kocham cię.

To słowo niemal zniszczyło Valmara.

Król przyciągnął go do siebie gwałtownie i pocałował mocno, rozpaczliwie, jak człowiek próbujący zatrzymać ostatnie sekundy świata. Rafael odpowiedział od razu, chociaż dłonie drżały mu coraz bardziej.

Potem Valmar usiadł na łóżku i oparł się o wezgłowie, przyciągając Rafaela do własnej piersi. Chłopak wtulił się w niego odruchowo, zmęczony, jakby właśnie tam było jedyne miejsce, w którym jeszcze czuł się bezpiecznie.

Przez krótką chwilę po prostu siedzieli w ciszy. Tak normalnie. Tak boleśnie spokojnie.

— Boję się… — wyszeptał Rafael.

Valmar objął go mocniej.

— Ja też.

To była pierwsza całkowicie szczera odpowiedź od bardzo dawna.

Rafael zaśmiał się cicho, ale głos mu zadrżał.

— To straszne zakończenie naszej historii.

— To nie koniec.

— Nawet teraz próbujesz mnie okłamywać.

Valmar nie odpowiedział.

Za ścianami zamek zatrząsł się ponownie. Płomienie w kominku wybuchły gwałtownie wyżej.

Wracaj.

WRACAJ.

ODDAJ NAM—

Rafael drgnął mocno i zacisnął dłonie na koszuli Valmara.

— Proszę…

Król pochylił się do jego szyi powoli.

Rafael napiął się odruchowo, ale nie odsunął ani o milimetr.

Kiedy kły przebiły skórę, syknął cicho z bólu i mocniej zacisnął palce na ubraniu Valmar'a. Ogień pod jego skórą eksplodował gwałtownie. Złote światło rozlało się po całej komnacie, płomienie buchnęły w kominku tak wysoko, że niemal sięgnęły sufitu.

Valmar pił powoli. Bardzo powoli. Tak, jakby odwlekał każdą kolejną sekundę.

Rafael oddychał coraz ciężej w jego ramionach. Głosy wrzeszczały w jego głowie coraz głośniej, aż w końcu wszystko zaczęło mieszać się w jeden nieznośny dźwięk.

I nagle…

…cisza.

Prawdziwa. Pierwsza od wielu tygodni. Rafael drgnął gwałtownie.

Łzy spłynęły mu po policzkach.

— Val… One zniknęły…

Valmar momentalnie przestał oddychać.

Rafael spojrzał na niego zamglonym wzrokiem. Był coraz zimniejszy. Coraz słabszy. Serce biło już tak wolno, że niemal nie dało się go wyczuć.

Ale mimo to uśmiechnął się blado. Spokojnie.

— Dziękuję…

Jego ciało zadrżało lekko. Potem jeszcze raz. I jeszcze.

Aż w końcu całkowicie zwiotczało w ramionach Valmar'a. Płomienie w kominku zgasły jednocześnie. A serce Rafaela przestało bić.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz