wtorek, 4 sierpnia 2026

Książę w Ramionach Mroku 35

 Mam nadzieję, że jeszcze ktoś zagląda i kto wie, może nawet czyta. <3 Jeśli tak, to dziękuje ślicznie i zapraszam na dwa kolejne rozdziały  <3

Love 

Wasza Maru ~


Rozdział 35 – Pęknięcie

Korytarz nadal drżał od eksplozji ognia. Kamienie osypywały się z sufitu, płomienie pełzały po ścianach, a cień wił się pośród nich jak ranne zwierzę. Strażnicy cofali się powoli, część rannych próbowała podnieść się z zakrwawionej posadzki, inni po prostu patrzyli na Rafaela z mieszaniną przerażenia i niedowierzania.

Bo to właśnie on zatrzymał potwora.

Rafael stał nieruchomo pośrodku korytarza, oddychając ciężko. Złote symbole przesuwały się po jego szyi i dłoniach coraz szybciej, jakby ogień pod skórą próbował wyrwać się na zewnątrz.

Valmar zrobił krok bliżej.

— Rafael, wracamy na górę.

Chłopak nawet nie spojrzał w jego stronę. Patrzył tylko na wijący się cień. Na twarze pojawiające się wewnątrz niego.

Spalone.

Błagające.

Martwe.

I wtedy zrozumiał coś jeszcze. To nie był jeden potwór. To były setki ludzi zamkniętych w jednym płomieniu. Cień zawył nagle. Po ścianach przebiegły nowe symbole, a potem mrok rzucił się gwałtownie na jednego ze strażników stojących najbliżej końca korytarza. Mężczyzna nie zdążył nawet krzyknąć.

Czarna kończyna owinęła się wokół jego szyi i szarpnęła tak mocno, że kręgosłup pękł z obrzydliwym trzaskiem. Ciało opadło bezwładnie na kamienie.

Lior pobladł gwałtownie.

— Musimy stąd wyjść!

Ale Rafael nadal się nie ruszał.

Wracaj.

Otwórz drogę.

Jesteś nasz.

Chłopak zacisnął dłonie tak mocno, że krew spłynęła mu po palcach.

— Nie… — wyszeptał drżąco.

Cień zawył ponownie. A potem cała ciemność rzuciła się prosto na niego.

Valmar był szybszy.

W jednej chwili znalazł się przed Rafaelem i przeciął cień mieczem. Ogień eksplodował gwałtownie, odrzucając wszystkich kilka kroków do tyłu. Część ściany pękła z hukiem, a z sufitu posypały się kamienie.

Gavriel poderwał się natychmiast.

— Wycofać ludzi!

Strażnicy zaczęli cofać rannych w stronę schodów, ale potwór już się podnosił. Fragmenty ciemności zbierały się z podłogi i ścian, tworząc nowy kształt.

Większy.

Bardziej niestabilny.

Jakby sam zamek zaczynał się z nim łączyć.

Rafael nagle zachwiał się gwałtownie.

Lior dopadł do niego pierwszy.

— Raffy!

Chłopak oddychał urywanie. Jedna ręka zaciskała się na własnej klatce piersiowej, jakby coś rozrywało go od środka.

— Ono… ono chce wejść głębiej…

Valmar uklęknął przy nim natychmiast.

— Rafael, patrz na mnie.

Ale chłopak ledwo go słyszał. Głosy wrzeszczały już niemal bez przerwy.

Wracaj.

Oddaj nam serce.

Pozwól nam żyć.

Złote światło przesunęło się po jego twarzy gwałtownie. Rafael krzyknął nagle z bólu, a chwilę później płomienie eksplodowały po całym korytarzu.

Strażnicy zaczęli krzyczeć. Jeden z filarów pękł.

Gavriel momentalnie złapał Liora i odciągnął go kilka kroków do tyłu, kiedy rozżarzony kamień runął dokładnie tam, gdzie stali sekundę wcześniej.

— On traci kontrolę! — krzyknął ktoś spanikowany.

— Zamknąć się! — warknął Gavriel natychmiast.

Ale wszyscy widzieli prawdę. Ogień stawał się coraz silniejszy. A Rafael coraz słabszy. Chłopak opadł na kolana ciężko. Krew spłynęła mu z nosa na kamienną posadzkę. Valmar złapał go natychmiast. I właśnie wtedy Rafael spojrzał na niego tak dziwnie spokojnie, że coś ścisnęło króla od środka.

— Valmar…

— Nie.

To słowo padło zbyt szybko. Zbyt ostro. Jakby Valmar już wiedział, co Rafael chce powiedzieć.

Chłopak uśmiechnął się blado.

— Nawet jeszcze nic nie powiedziałem.

— Ale pomyślałeś.

Kolejny wstrząs przeszedł przez zamek. Cień zawył ponownie, a część ścian zaczęła pokrywać się złotymi symbolami identycznymi jak te na ciele Rafaela. Gavriel spojrzał na to z napięciem.

— To rozprzestrzenia się po całym zamku…

Lior pokręcił głową gwałtownie.

— Nie. Nie. Nie mówcie nawet tego na głos.

Rafael odwrócił wzrok powoli. Zmęczony. Przerażony. Ale dziwnie spokojny.

— Ono nie zatrzyma się na mnie.

Cisza po tych słowach była ciężka. Bo wszyscy wiedzieli, że mówi prawdę. Potwór poruszył się gwałtownie po drugiej stronie korytarza. W jego wnętrzu znowu pojawiły się twarze. Dziesiątki twarzy wykrzywionych bólem. A potem Rafael zobaczył jedną z nich wyraźniej.

Kobietę.

Jasne włosy.

Znajome oczy.

Matkę.

Chłopak zesztywniał gwałtownie.

— Rafael? — Lior spojrzał na niego zaniepokojony.

Ale on patrzył już tylko na cień. Bo przez krótką chwilę wydawało mu się, że matka patrzy prosto na niego. I że próbuje mu coś powiedzieć. Potem cień rzucił się na nich ponownie. Tym razem szybciej.

Potężna czarna masa uderzyła w filary korytarza, rozrywając kamień jak papier. Jeden ze strażników nie zdążył uskoczyć. Coś owinęło się wokół jego torsu i dosłownie rozerwało go na pół. Krew i wnętrzności rozbryznęły się po ścianach.

Lior odruchowo zasłonił Rafaela własnym ciałem.

— Nie patrz!

Ale było za późno. Rafael widział wszystko. I słyszał wszystko. Każdy krzyk. Każdy oddech. Każde błaganie ludzi umierających wokół niego. Bo cień był połączony z nim coraz mocniej.

Valmar przeciął kolejną smugę ciemności mieczem, ale mrok natychmiast zaczął odrastać.

— Tego nie da się zabić normalnie! — ryknął Gavriel.

Cień rozciągnął się nagle po całym suficie. Rozżarzone oczy otworzyły się dziesiątkami pomiędzy kamieniami.

Wracaj.

Pozwól nam wejść.

Rafael złapał się za głowę z jękiem bólu. Złote symbole objęły już całą jego szyję i fragment policzka. Valmar momentalnie to zauważył.

Ogień wyglądał tak, jakby zaczynał przejmować ciało Rafaela całkowicie.

— Musimy go stąd zabrać — powiedział ostro.

— Nie zdążymy — wychrypiał Rafael.

I wtedy podłoga zatrzęsła się gwałtownie. Kamienie zaczęły pękać. Cień zawył tak głośno, że część strażników upadła na kolana, zasłaniając uszy. A potem coś ruszyło się pod posadzką. Coś ogromnego.

Pęknięcie przebiegło przez środek korytarza, a spod kamieni wystrzelił słup złotego ognia. Temperatura momentalnie wzrosła tak mocno, że ludzie zaczęli krzyczeć z bólu.

Rafael poderwał głowę gwałtownie. Bo pośród płomieni znowu zobaczył twarze. Setki twarzy. I wszystkie patrzyły tylko na niego. A matka po raz pierwszy otworzyła usta.

— Przerwij cykl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz