wtorek, 13 października 2026

Mine To Protect - Prolog

Zapraszam do czytania kolejnego opowiadania. Tym razem towarzyszyć nam będzie Raphael Volkov - rozpuszczony dziedzic mafii, który nienawidzi kontroli i mówienia mu co ma robić. Buntowniczy i porywczy, którego pazurki ukróci nie kto inny jak jego ochroniarz Dante Reyes. Czy nowy ochroniarz i nadopiekuńczy ojciec poradzą sobie z upartym łobuzem? Co będzie dalej? Sami się dowiedzcie czytając <3 

~ Prolog ~

Deszcz spływał po ciemnych szybach klubu cienkimi strużkami, rozmazując światła miasta w kolorowe plamy. Muzyka dudniła tak głośno, że praktycznie czuć ją było pod skórą, ale Raphael Volkov zdawał się kompletnie tym nie przejmować. Siedział rozwalony na skórzanej kanapie w prywatnej loży, z kieliszkiem drogiego alkoholu w dłoni i tym charakterystycznym, lekko znudzonym wyrazem twarzy, który ludzie z jego otoczenia nauczyli się rozpoznawać lata temu. Zielone oczy przesuwały się leniwie po tłumie tańczących ludzi poniżej, jakby oceniał ich wszystkich jednocześnie i żaden nie był wystarczająco interesujący, żeby zatrzymać na nim uwagę na dłużej.

Wyglądał perfekcyjnie. Zawsze wyglądał. Czarna koszula rozpięta odrobinę za nisko, drogi zegarek błyszczący na nadgarstku i włosy opadające lekko na czoło sprawiały, że nawet siedząc nieruchomo przyciągał spojrzenia praktycznie całego pomieszczenia. Raphael był dokładnie tym typem człowieka, którego ludzie chcieli dotknąć tylko po to, żeby sprawdzić, czy naprawdę istnieje. I cholernie dobrze o tym wiedział.

— Gapisz się — mruknął rozbawiony do blondyna siedzącego obok.

— Trudno się nie gapić, kiedy wyglądasz jak problem.

Raphael uśmiechnął się powoli.

— Och, kochanie. Ja jestem problemem.

Wyciągnął telefon z kieszeni marynarki. Siedem nieodebranych połączeń od ochrony. Kolejne trzy od ojca. Przewrócił oczami i bez zawahania wyłączył ekran.

— Twój stary znowu panikuje? — zapytał blondyn.

— Mój stary panikuje odkąd się urodziłem.

I może właśnie dlatego Raphael tak bardzo uwielbiał robić wszystko, czego mu zabraniano. Imprezy, kluby, znikanie bez słowa, ludzie, których nie powinien wpuszczać do swojego życia. Kontrola dusiła go praktycznie od dzieciństwa. Kamery. Ochroniarze. Kierowcy. Asystenci. Ludzie pilnujący każdego jego kroku, odkąd nazwisko Volkov zaczęło znaczyć więcej pieniędzy, niż większość krajów widziała na oczy.

Raphael miał tego serdecznie dość.

Blondyn westchnął teatralnie i dopił resztkę alkoholu.

— Jeśli dalej będziesz ignorował telefon, twój ochroniarz dostanie zawału.

Raphael parsknął cicho.

— Wspaniale. Może wtedy w końcu dadzą mi spokój.

— Jesteś okropny.

— Wiem.

Chłopak pokręcił głową z rozbawieniem i podniósł się z kanapy.

— Idę zatańczyć, zanim umrę tu z nudów.

Raphael machnął dłonią bez większego zainteresowania i ponownie spojrzał na tłum ludzi poniżej. Dopiero kilka sekund później ktoś usiadł obok niego.

— Szukają cię.

Męski głos był niski, spokojny i zdecydowanie zbyt opanowany jak na takie miejsce. Raphael powoli odwrócił głowę i na chwilę naprawdę zamarł. Mężczyzna siedzący obok wyglądał bardziej jak zagrożenie niż człowiek. Wysoki, szeroki w barkach, ubrany całkowicie na czarno, z ciemnymi włosami i spojrzeniem, które wydawało się kompletnie niewzruszone hałasem, światłami i półnagimi ludźmi wokół nich. Nie wyglądał jak ktoś, kto powinien znajdować się w takim miejscu. Wyglądał jak ktoś, kto przyszedł w konkretnym celu.

Raphael uniósł brew lekko.

— Gratulacje. Właśnie mnie znalazłeś.

Mężczyzna nie odpowiedział od razu. Jego wzrok przesunął się po twarzy chłopaka powoli, jakby oceniał zagrożenie albo próbował zdecydować, jak bardzo irytujący jest człowiek siedzący przed nim.

— Dante Reyes — powiedział w końcu. — Od dziś jestem twoim ochroniarzem.

Młody Volkov spojrzał na niego przez sekundę, a potem wybuchnął śmiechem.

— Nie, nie jesteś.

Dante nawet nie drgnął.

— Jestem.

— Och, to słodkie. Myślisz, że masz tu coś do powiedzenia.

— Mam powtórzyć, żebyś zrozumiał?

Raphael uśmiechnął się szerzej, odstawił kieliszek na stolik i nachylił się bliżej, celowo naruszając przestrzeń Dantego.

— Posłuchaj mnie uważnie, Reyes. Nie obchodzi mnie, ile płaci ci mój ojciec. Nie będziesz za mną chodził. Nie będziesz mnie kontrolował. I zdecydowanie nie będziesz mi rozkazywał.

Dante spojrzał mu prosto w oczy spokojnie, wręcz irytująco spokojnie.

— Skończyłeś?

Chłopak zmrużył oczy lekko. Większość ludzi reagowała na niego natychmiast. Denerwowali się, flirtowali, próbowali zrobić wrażenie. Ten facet wyglądał, jakby kompletnie nic go nie ruszało. I z jakiegoś powodu zaczynało go to coraz bardziej irytować.

— Nie jesteś zbyt rozmowny, co?

— A ty zdecydowanie mówisz za dużo.

Raphael parsknął śmiechem cicho. Okej. To mogło być interesujące. W tym samym momencie światła klubu zamigotały gwałtownie, a muzyka urwała się całkowicie. Dante zesztywniał tylko odrobinę, ale młody Volkov natychmiast to zauważył.

— Co …

— Wstawaj — powiedział Dante natychmiast.

Ton jego głosu zmienił się całkowicie. Już nie spokojny. Nie chłodny. Rozkazujący.

Chłopak nawet nie zdążył odpowiedzieć, bo pierwszy strzał padł sekundę później. Klub eksplodował chaosem. Ludzie zaczęli krzyczeć i rzucać się do wyjść, szkło roztrzaskało się gdzieś po lewej stronie sali, a młody Volkov odruchowo poderwał się z kanapy. Dante był jednak szybszy. Jednym ruchem złapał go za kark i brutalnie ściągnął na podłogę dokładnie w momencie, gdy kolejny strzał przeszył miejsce, gdzie jeszcze sekundę wcześniej znajdowała się głowa dzieciaka.

— Do cholery!

— Zamknij się i trzymaj przy mnie — warknął Dante.

Raphael powinien być przerażony. Naprawdę powinien. Ale zamiast tego jego serce biło gwałtownie głównie dlatego, że Dante praktycznie przyciskał go teraz własnym ciałem do podłogi, osłaniając go przed tłumem spanikowanych ludzi.

Kolejny huk rozległ się gdzieś bliżej wejścia. Raphael odruchowo rozejrzał się po sali, próbując znaleźć wzrokiem blondyna sprzed kilku minut, ale tłum spanikowanych ludzi praktycznie uniemożliwiał cokolwiek dostrzec.

— Mój znajomy !

— Teraz nie obchodzi mnie twój znajomy.

Chłopak spojrzał na niego oburzony.

— Ty arogancki….

— Rusz się.

Dante poderwał go brutalnie na nogi i popchnął w stronę prywatnego wyjścia za lożą. Volkov prawie się potknął.

— Nie musisz mną rzucać!

— A ty nie musisz zachowywać się jak rozpieszczony dzieciak podczas strzelaniny.

Raph aż otworzył usta z oburzenia.

— O mój Boże. Nienawidzę cię.

— Świetnie. Możesz mi to powiedzieć jeszcze raz gdy stąd wyjdziemy i uratuje twój tyłek.


PS: Poprosiłam chat o wygenerowania postaci na podstawie mojego opisu i jestem zachwycona @_@ 
Co myślicie? <3 






1 komentarz:

  1. Hejeczka,
    kurcze aż jestem pod wrażeniem bardzo mnie ten prolog zaciekawił... dobrze, że trochę zwlekałam to teraz mam już mam kolejny rozdział...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Zośka

    OdpowiedzUsuń