~ Prolog ~
Deszcz spływał po ciemnych
szybach klubu cienkimi strużkami, rozmazując światła miasta w kolorowe plamy.
Muzyka dudniła tak głośno, że praktycznie czuć ją było pod skórą, ale Raphael
Volkov zdawał się kompletnie tym nie przejmować. Siedział rozwalony na skórzanej
kanapie w prywatnej loży, z kieliszkiem drogiego alkoholu w dłoni i tym
charakterystycznym, lekko znudzonym wyrazem twarzy, który ludzie z jego
otoczenia nauczyli się rozpoznawać lata temu. Zielone oczy przesuwały się
leniwie po tłumie tańczących ludzi poniżej, jakby oceniał ich wszystkich
jednocześnie i żaden nie był wystarczająco interesujący, żeby zatrzymać na nim
uwagę na dłużej.
Wyglądał perfekcyjnie. Zawsze
wyglądał. Czarna koszula rozpięta odrobinę za nisko, drogi zegarek błyszczący
na nadgarstku i włosy opadające lekko na czoło sprawiały, że nawet siedząc
nieruchomo przyciągał spojrzenia praktycznie całego pomieszczenia. Raphael był
dokładnie tym typem człowieka, którego ludzie chcieli dotknąć tylko po to, żeby
sprawdzić, czy naprawdę istnieje. I cholernie dobrze o tym wiedział.
— Gapisz się — mruknął
rozbawiony do blondyna siedzącego obok.
— Trudno się nie gapić, kiedy
wyglądasz jak problem.
Raphael uśmiechnął się powoli.
— Och, kochanie. Ja jestem
problemem.
Wyciągnął telefon z kieszeni
marynarki. Siedem nieodebranych połączeń od ochrony. Kolejne trzy od ojca.
Przewrócił oczami i bez zawahania wyłączył ekran.
— Twój stary znowu panikuje? —
zapytał blondyn.
— Mój stary panikuje odkąd się
urodziłem.
I może właśnie dlatego Raphael
tak bardzo uwielbiał robić wszystko, czego mu zabraniano. Imprezy, kluby,
znikanie bez słowa, ludzie, których nie powinien wpuszczać do swojego życia.
Kontrola dusiła go praktycznie od dzieciństwa. Kamery. Ochroniarze. Kierowcy.
Asystenci. Ludzie pilnujący każdego jego kroku, odkąd nazwisko Volkov zaczęło
znaczyć więcej pieniędzy, niż większość krajów widziała na oczy.
Raphael miał tego serdecznie
dość.
Blondyn westchnął teatralnie i
dopił resztkę alkoholu.
— Jeśli dalej będziesz
ignorował telefon, twój ochroniarz dostanie zawału.
Raphael parsknął cicho.
— Wspaniale. Może wtedy w
końcu dadzą mi spokój.
— Jesteś okropny.
— Wiem.
Chłopak pokręcił głową z
rozbawieniem i podniósł się z kanapy.
— Idę zatańczyć, zanim umrę tu
z nudów.
Raphael machnął dłonią bez
większego zainteresowania i ponownie spojrzał na tłum ludzi poniżej. Dopiero
kilka sekund później ktoś usiadł obok niego.
— Szukają cię.
Męski głos był niski, spokojny
i zdecydowanie zbyt opanowany jak na takie miejsce. Raphael powoli odwrócił
głowę i na chwilę naprawdę zamarł. Mężczyzna siedzący obok wyglądał bardziej
jak zagrożenie niż człowiek. Wysoki, szeroki w barkach, ubrany całkowicie na
czarno, z ciemnymi włosami i spojrzeniem, które wydawało się kompletnie niewzruszone
hałasem, światłami i półnagimi ludźmi wokół nich. Nie wyglądał jak ktoś, kto
powinien znajdować się w takim miejscu. Wyglądał jak ktoś, kto przyszedł w
konkretnym celu.
Raphael uniósł brew lekko.
— Gratulacje. Właśnie mnie
znalazłeś.
Mężczyzna nie odpowiedział od
razu. Jego wzrok przesunął się po twarzy chłopaka powoli, jakby oceniał
zagrożenie albo próbował zdecydować, jak bardzo irytujący jest człowiek
siedzący przed nim.
— Dante Reyes — powiedział w
końcu. — Od dziś jestem twoim ochroniarzem.
Młody Volkov spojrzał na niego
przez sekundę, a potem wybuchnął śmiechem.
— Nie, nie jesteś.
Dante nawet nie drgnął.
— Jestem.
— Och, to słodkie. Myślisz, że
masz tu coś do powiedzenia.
— Mam powtórzyć, żebyś
zrozumiał?
Raphael uśmiechnął się
szerzej, odstawił kieliszek na stolik i nachylił się bliżej, celowo naruszając
przestrzeń Dantego.
— Posłuchaj mnie uważnie,
Reyes. Nie obchodzi mnie, ile płaci ci mój ojciec. Nie będziesz za mną chodził.
Nie będziesz mnie kontrolował. I zdecydowanie nie będziesz mi rozkazywał.
Dante spojrzał mu prosto w
oczy spokojnie, wręcz irytująco spokojnie.
— Skończyłeś?
Chłopak zmrużył oczy lekko.
Większość ludzi reagowała na niego natychmiast. Denerwowali się, flirtowali,
próbowali zrobić wrażenie. Ten facet wyglądał, jakby kompletnie nic go nie
ruszało. I z jakiegoś powodu zaczynało go to coraz bardziej irytować.
— Nie jesteś zbyt rozmowny,
co?
— A ty zdecydowanie mówisz za
dużo.
Raphael parsknął śmiechem
cicho. Okej. To mogło być interesujące. W tym samym momencie światła klubu
zamigotały gwałtownie, a muzyka urwała się całkowicie. Dante zesztywniał tylko
odrobinę, ale młody Volkov natychmiast to zauważył.
— Co …
— Wstawaj — powiedział Dante
natychmiast.
Ton jego głosu zmienił się
całkowicie. Już nie spokojny. Nie chłodny. Rozkazujący.
Chłopak nawet nie zdążył
odpowiedzieć, bo pierwszy strzał padł sekundę później. Klub eksplodował
chaosem. Ludzie zaczęli krzyczeć i rzucać się do wyjść, szkło roztrzaskało się
gdzieś po lewej stronie sali, a młody Volkov odruchowo poderwał się z kanapy. Dante
był jednak szybszy. Jednym ruchem złapał go za kark i brutalnie ściągnął na
podłogę dokładnie w momencie, gdy kolejny strzał przeszył miejsce, gdzie
jeszcze sekundę wcześniej znajdowała się głowa dzieciaka.
— Do cholery!
— Zamknij się i trzymaj przy
mnie — warknął Dante.
Raphael powinien być
przerażony. Naprawdę powinien. Ale zamiast tego jego serce biło gwałtownie
głównie dlatego, że Dante praktycznie przyciskał go teraz własnym ciałem do
podłogi, osłaniając go przed tłumem spanikowanych ludzi.
Kolejny huk rozległ się gdzieś
bliżej wejścia. Raphael odruchowo rozejrzał się po sali, próbując znaleźć
wzrokiem blondyna sprzed kilku minut, ale tłum spanikowanych ludzi praktycznie
uniemożliwiał cokolwiek dostrzec.
— Mój znajomy !
— Teraz nie obchodzi mnie twój
znajomy.
Chłopak spojrzał na niego
oburzony.
— Ty arogancki….
— Rusz się.
Dante poderwał go brutalnie na
nogi i popchnął w stronę prywatnego wyjścia za lożą. Volkov prawie się potknął.
— Nie musisz mną rzucać!
— A ty nie musisz zachowywać
się jak rozpieszczony dzieciak podczas strzelaniny.
Raph aż otworzył usta z
oburzenia.
— O mój Boże. Nienawidzę cię.
— Świetnie. Możesz mi to
powiedzieć jeszcze raz gdy stąd wyjdziemy i uratuje twój tyłek.
PS: Poprosiłam chat o wygenerowania postaci na podstawie mojego opisu i jestem zachwycona @_@
Co myślicie? <3


Hejeczka,
OdpowiedzUsuńkurcze aż jestem pod wrażeniem bardzo mnie ten prolog zaciekawił... dobrze, że trochę zwlekałam to teraz mam już mam kolejny rozdział...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Zośka