poniedziałek, 25 maja 2026

Książę w Ramionach Mroku 17

 

Rozdział 17 Niebezpieczne schronienie

Po wydarzeniach na zachodnim korytarzu zamek ucichł w dziwny sposób. Nie był to jednak spokój. Cisza przypominała raczej moment tuż przed burzą, kiedy wszyscy czekają na pierwszy grzmot. Rafael czuł to wszędzie. W spojrzeniach służby. W strażnikach, którzy nagle stali przy drzwiach częściej niż wcześniej. W lordach milknących, gdy pojawiał się w salach zamku. Bali się go. I najgorsze było to, że rozumiał dlaczego.

Przez dwa dni prawie nie opuszczał komnaty Valmar’a. Siedział głównie przy oknie, owinięty ciężkim kocem mimo ciepła bijącego od własnej skóry. Nie spał. Kiedy zamykał oczy, słyszał głosy. Czasem szepty. Czasem własną matkę. A czasem coś znacznie gorszego.

Pozwól mi wyjść.

Zacisnął mocniej powieki i odwrócił głowę w stronę ciemnego okna. Coraz trudniej było mu odróżnić, co jest prawdziwe, a co nie.

Valmar próbował przy nim być, ale obowiązki króla nie znikały. Narady trwały coraz dłużej. Coraz więcej lordów domagało się działania. Izolacji. Kontroli. Niektórzy nawet śmierci. Rafael słyszał o tym mimo zamkniętych drzwi i powoli zaczynał się dusić.

Trzeciej nocy wstał bez słowa z łóżka i zaczął ubierać koszulę. Valmar uniósł wzrok znad dokumentów.

— Co robisz?

— Przenoszę się.

Zapadła ciężka cisza.

— Nie.

Rafael zacisnął palce na materiale.

— Nie mogę tu zostać.

— To nie jest dyskusja.

— Właśnie że jest — odpowiedział cicho, ale pierwszy raz od dawna w jego głosie pojawiło się coś ostrzejszego. — Ludzie boją się mnie już wystarczająco. Nie będę jeszcze spalającym się problemem w królewskiej sypialni.

Valmar odłożył dokumenty wolno. Zbyt wolno.

— Myślisz, że chodzi mi o politykę?

— A o co?

Król podszedł bliżej.

— O to, że kiedy tracisz kontrolę, pierwszą rzeczą jaką robisz, jest ucieczka ode mnie.

Rafaelowi ścisnęło gardło, bo to była prawda. Valmar zatrzymał się tuż przed nim.

— Nie pozwolę ci zamknąć się samemu z tym czymś.

— A jeśli pewnego dnia cię skrzywdzę?

Pytanie zawisło między nimi ciężkie i bolesne. Valmar milczał tylko chwilę.

— Wtedy nadal będę tym, który stanie przed tobą pierwszy.

To powinno przynieść ulgę, ale nie przyniosło. Rafael zobaczył zmęczenie pod jego oczami. Strach, który Valmar próbował ukrywać od wielu dni. I właśnie dlatego podjął decyzję.

Kilka godzin później przeniósł się do starej komnaty w północnym skrzydle zamku. Daleko od głównych sal. Daleko od ludzi. Daleko od Valmar’a. Pokój był zimny i prawie pusty. Tylko łóżko, kominek i wysokie okno wychodzące na zasypane śniegiem góry. Idealne miejsce, żeby ukryć potwora. Pierwszej nocy nie zapalił nawet świec. Siedział na podłodze pod ścianą i próbował ignorować szepty.

Samotność ułatwia wszystko.

Zacisnął dłonie na uszach.

— To nie jest prawdziwe…— szepnął przymykając oczy.

Ale ogień jest.

Drzwi otworzyły się gwałtownie. Rafael poderwał głowę, a płomień przeszedł po jego dłoniach odruchowo. Valmar zatrzymał się w progu. Przez krótką chwilę patrzyli na siebie w ciszy. Potem król zamknął drzwi i podszedł bliżej.

— Nie jesz.

— Nie jestem głodny.

— Kłamiesz.

Rafael odwrócił wzrok. Valmar uklęknął przed nim powoli. Jego dłonie zatrzymały się tuż przy twarzy chłopaka, jakby dawał mu czas na odsunięcie się. Rafael nie uciekł.

Król przesunął palcami po jego policzku.

— Drżysz.

— Jest mi zimno.

Valmar spojrzał na niego długo.

— Nie. Tobie jest gorąco.

I rzeczywiście było. Skóra Rafaela parzyła coraz mocniej. Ogień pod nią stawał się niespokojny.

Valmar westchnął cicho i usiadł obok niego na podłodze.

— Lordowie chcą, żebym zamknął cię w podziemiach.

Rafael zesztywniał.

— A ty?

Król spojrzał prosto przed siebie.

— Chcę znaleźć sposób, żeby cię ocalić, zanim cały świat uzna cię za potwora.

To zabolało bardziej niż powinno. Rafael opuścił głowę.

— A jeśli już nim jestem?

Valmar odwrócił się gwałtownie i złapał go za kark, zmuszając, by na niego spojrzał.

— Nie mów tak przy mnie.

W jego głosie było coś niemal wściekłego. Coś rozpaczliwego.

Rafael patrzył na niego kilka sekund, a potem nagle pękł. Oddech uwiązł mu w gardle. Ramiona zaczęły drżeć.

— Ja już nie wiem, co jest moje… — wyszeptał. — Te głosy… ten ogień… czasem mam wrażenie, że coś patrzy moimi oczami…

Valmar przyciągnął go do siebie natychmiast. Rafael zacisnął dłonie na jego ubraniu i ukrył twarz przy jego szyi, próbując zdławić drżenie ciała. Król objął go mocniej. Jakby próbował utrzymać go przy sobie siłą. Jakby bał się, że jeśli puści choć na chwilę, Rafael naprawdę zniknie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz