wtorek, 19 maja 2026

Książę w Ramionach Mroku 16

Rozdział trochę krótki, ale zapraszam do czytania ;3 Jeśli jeszcze ktokolwiek tu zagląda xD 

Rozdział 16 - Pierwszy płomień

Deszcz uderzał o zamkowe okna od samego świtu. Rafael nie spał prawie całą noc. Leżał nieruchomo obok Valmar’a, słuchając głosów, które wracały coraz częściej.

Nie walcz z tym.

Zacisnął powieki mocniej. To nie były już sny. Słyszał je nawet na jawie. Ostrożnie wysunął się z łóżka, żeby nie obudzić Valmar’a, narzucił płaszcz i wyszedł z komnaty. Korytarze były jeszcze niemal puste. Dobrze. Nie chciał nikogo widzieć. Czuł dziwne gorąco pod skórą. Rozdrażnienie. Zmęczenie.

Wypuść mnie.

— Zamknij się… — syknął pod nosem.

Szedł szybciej przez zachodni korytarz, próbując uspokoić oddech. Głosy stawały się coraz głośniejsze. Miał wrażenie, że coś porusza się tuż pod jego skórą.

Pozwól mi wyjść.

Rafael zatrzymał się gwałtownie i oparł dłoń o ścianę.

— Przestań…

— Panie? — odezwał się ktoś za nim.

Drgnął gwałtownie. Jeden ze strażników patrzył na niego z niepokojem.

— Wszystko w porządku?

Rafael cofnął się odruchowo.

— Nie dotykaj mnie.

Ale strażnik najwyraźniej uznał, że chłopak zaraz zemdleje, bo podszedł bliżej i chwycił go za ramię. To wystarczyło. Coś eksplodowało pod skórą Rafaela. Fala gorąca uderzyła w korytarz tak gwałtownie, że strażnik został odrzucony kilka metrów dalej. Świece zapłonęły jednocześnie, a ogień buchnął z lichtarzy i wspiął się po ciężkich zasłonach. Krzyk odbił się echem od kamiennych ścian. Rafael zamarł. Bo przez jedną krótką sekundę poczuł ulgę. Jakby ten ogień chciał go bronić. I właśnie to przeraziło go najbardziej.

— Ogień!
— Straż!
— Odsunąć się od niego!

Te słowa uderzyły mocniej niż sam huk płomieni. OD NIEGO. Nie od pożaru. Rafael oddychał coraz szybciej. Im większa była panika, tym mocniej reagował ogień. Kolejna fala gorąca przeszła przez korytarz. Jedna z szyb pękła z głośnym trzaskiem. Strażnik próbował podnieść się z podłogi, patrząc na Rafaela z czystym przerażeniem.

— Ja nie chciałem… — wyszeptał chłopak.

Ale nikt go już nie słuchał. Strażnicy wbiegli na korytarz z wyciągniętą bronią. I wtedy pojawił się Valmar. Wypadł z bocznego przejścia bez płaszcza, wyraźnie obudzony alarmem. Zatrzymał się tylko na sekundę, oceniając sytuację. Płonące zasłony. Dym. Strażnicy. Rafael stojący pośrodku chaosu. Król zrozumiał natychmiast. Ruszył prosto w ogień.

— Wasza Wysokość—

— Opuścić broń. Natychmiast.

Ton jego głosu przeciął korytarz ostrzej niż miecze. Strażnicy zawahali się i powoli opuścili broń.

Valmar podszedł bliżej. Płomienie nadal wirowały wokół Rafaela niespokojnie.

— Rafael.

Chłopak spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami.

— Nie podchodź…

Valmar zrobił kolejny krok.

— To nie twoja wina.

— Kłamiesz!

Ogień wybuchł gwałtownie mocniej. Kilku strażników cofnęło się odruchowo. Rafael drżał.

— Coś jest ze mną nie tak…

Valmar podszedł jeszcze bliżej mimo gorąca.

— Spójrz na mnie.

— Valmar—

— Spójrz na mnie.

Ich spojrzenia się spotkały. I Rafael nagle zobaczył, że Valmar też się boi. Ale mimo tego nadal do niego szedł. Bez zawahania. Jakby ważniejszy od całego królestwa był tylko on. Rafaelowi załamał się oddech. Płomienie zaczęły słabnąć. Powoli. Nierówno. A potem osunął się gwałtownie na kolana. Valmar złapał go natychmiast i przyciągnął do siebie, ignorując gorąc bijący od jego skóry. Rafael zacisnął dłonie na jego ubraniu. Trząsł się cały.

— Ja naprawdę przez chwilę poczułem ulgę… — wyszeptał drżącym głosem. — Jakby ten ogień chciał mnie chronić…

Valmar zamknął oczy. I pierwszy raz od dawna poczuł prawdziwy strach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz