Mała przerwa, ale miałam trochę na głowie.
Zapraszam do czytania, dzisiaj na spokojnie.
Krótko ale potrzebowałam trochę uczuć..
Rozdział
13 – "Zbliżenia i Odłamki"
Oranżeria
nocą pachniała jak wspomnienie letniego ogrodu – cytrusy, wilgoć i ślady
niedawnego zagrożenia. Rafael siedział wśród zieleni, przy jednej z fontann,
słuchając łagodnego plusku wody. Gdy Valmar wszedł cicho, jego cień odbił się w
szkle, zanim sam pojawił się między roślinami.
Rafael nie musiał się
odwracać.
– Przyszedłeś.
Valmar
przysiadł obok. Ich ramiona się zetknęły, skóra o skórę.
– Myślisz o dzienniku?
– O
tym... i o tym, co dalej. – Rafael uniósł wzrok. – O tym, co widziałem w snach.
I o tobie.
Valmar
zamilkł na moment, ale po chwili jego dłoń, ostrożna i nieśpieszna, odnalazła
dłoń Rafaela.
– Nie
jesteś sam, Rafael.
Ich
palce splotły się jakby same.
– A
jednak – szepnął Rafael – czasem czuję się, jakby nikt wcześniej nie chciał
mnie widzieć. Naprawdę. A ty...
Valmar
przesunął dłonią po jego karku, delikatnie, jakby upewniał się, że może. Rafael
zadrżał, ale nie odsunął się. Odwrócił się do króla powoli i zanim zdążył
cokolwiek powiedzieć – usta Valmara dotknęły jego. Ostrożnie. Cicho. Jakby
całował coś kruchego, co może się rozsypać.
Ale
Rafael nie pękł.
Jego
oddech przyspieszył, dłonie zacisnęły się na materiale przy piersi Valmara,
ciało odpowiedziało szybciej, niż pozwalały na to wątpliwości. Pocałunek
pogłębił się, przechodząc z ostrożności w głód – nie tylko fizyczny, ale też
ten, który gromadzi się latami ciszy i głodu dotyku.
– Nie
chcę być twoją zabawką polityczną – wyszeptał Rafael między pocałunkami.
– A ja
nie chcę być twoim zbawcą. Chcę być tylko... z tobą.
Rafael
wtulił się w niego. Cicho. Wreszcie pozwalając sobie na to, czego odmawiał
przez całe życie.
Lior i Gavriel ~ First encounter <3
Pierwszy
raz spotkali się na dziedzińcu. Lior – wtedy jeszcze tylko strażnik na służbie
przy pałacowej bibliotece, Gavriel – świeżo przybyły z południowej twierdzy,
nowo mianowany dowódca wojsk Valmara.
–
Jesteś zbyt młody jak na dowódcę – rzucił Lior, nie siląc się na uprzejmości.
Gavriel
zmrużył oczy. – A ty zbyt butny jak na bibliotekarza z mieczem.
Lior
uśmiechnął się krzywo. – Obserwuję ludzi.
– I co
widzisz we mnie?
–
Kogoś, kto będzie mnie wkurzał... ale raczej nie zdradzi.
Gavriel
zaśmiał się. – Komplement?
– Jak
na mnie, to tak.
Od
tamtego dnia spotykali się coraz częściej. Przy raportach. Przy analizach.
Potem – przy herbacie. A potem – późno, w zbrojowni, gdzie rozmawiali, nie
zważając na czas.
Lior
początkowo trzymał dystans. Zawsze zdystansowany, ostrożny. Ale Gavriel był jak
kamień – niewzruszony, wytrwały. Wciąż pojawiał się w jego życiu, czasem z
notatką, czasem tylko spojrzeniem.
Pierwszy
raz dotknęli się w nocy patrolu, gdy Lior potknął się na schodach. Gavriel
złapał go za ramię. Palce zostały zbyt długo.
–
Dziękuję – burknął Lior, spuszczając wzrok.
– Za
co?
– Że
nie puściłeś.
–
Nigdy nie puszczę.
I
wtedy coś się zmieniło. Jeszcze nie uczucie. Jeszcze nie wyznanie. Ale coś
jakby... napięcie. Oczekiwanie.
Rafael
oparł głowę na ramieniu Valmara.
– Czy
to wszystko się skończy? Wojna. Kłamstwa. Maski?
– Nie
wiem – odpowiedział Valmar. – Ale obiecuję, że jeśli zostaniemy razem...
przetrwamy.
Ich
dłonie wciąż były splecione. A noc – cicha, łaskawsza niż zwykle.
Za
oknem cienie jeszcze trwały. Ale w oranżerii – był tylko blask.
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńaby nie było (tamte nadrobię pod względem komentarza) zobaczone, przeczytane i więcej... cóż nie mam nic przecieków takim czułościowym rozdziałom..
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Zośka