poniedziałek, 19 stycznia 2026

Książę w Ramionach Mroku 13

 Mała przerwa, ale miałam trochę na głowie. 
Zapraszam do czytania, dzisiaj na spokojnie. 
Krótko ale potrzebowałam trochę uczuć.. 

Rozdział 13 – "Zbliżenia i Odłamki"

Oranżeria nocą pachniała jak wspomnienie letniego ogrodu – cytrusy, wilgoć i ślady niedawnego zagrożenia. Rafael siedział wśród zieleni, przy jednej z fontann, słuchając łagodnego plusku wody. Gdy Valmar wszedł cicho, jego cień odbił się w szkle, zanim sam pojawił się między roślinami.

Rafael nie musiał się odwracać.
– Przyszedłeś.

Valmar przysiadł obok. Ich ramiona się zetknęły, skóra o skórę.
– Myślisz o dzienniku?

– O tym... i o tym, co dalej. – Rafael uniósł wzrok. – O tym, co widziałem w snach. I o tobie.

Valmar zamilkł na moment, ale po chwili jego dłoń, ostrożna i nieśpieszna, odnalazła dłoń Rafaela.

– Nie jesteś sam, Rafael.

Ich palce splotły się jakby same.

– A jednak – szepnął Rafael – czasem czuję się, jakby nikt wcześniej nie chciał mnie widzieć. Naprawdę. A ty...

Valmar przesunął dłonią po jego karku, delikatnie, jakby upewniał się, że może. Rafael zadrżał, ale nie odsunął się. Odwrócił się do króla powoli i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć – usta Valmara dotknęły jego. Ostrożnie. Cicho. Jakby całował coś kruchego, co może się rozsypać.

Ale Rafael nie pękł.

Jego oddech przyspieszył, dłonie zacisnęły się na materiale przy piersi Valmara, ciało odpowiedziało szybciej, niż pozwalały na to wątpliwości. Pocałunek pogłębił się, przechodząc z ostrożności w głód – nie tylko fizyczny, ale też ten, który gromadzi się latami ciszy i głodu dotyku.

– Nie chcę być twoją zabawką polityczną – wyszeptał Rafael między pocałunkami.

– A ja nie chcę być twoim zbawcą. Chcę być tylko... z tobą.

Rafael wtulił się w niego. Cicho. Wreszcie pozwalając sobie na to, czego odmawiał przez całe życie.

Lior i Gavriel ~ First encounter <3 

Pierwszy raz spotkali się na dziedzińcu. Lior – wtedy jeszcze tylko strażnik na służbie przy pałacowej bibliotece, Gavriel – świeżo przybyły z południowej twierdzy, nowo mianowany dowódca wojsk Valmara.

– Jesteś zbyt młody jak na dowódcę – rzucił Lior, nie siląc się na uprzejmości.

Gavriel zmrużył oczy. – A ty zbyt butny jak na bibliotekarza z mieczem.

Lior uśmiechnął się krzywo. – Obserwuję ludzi.

– I co widzisz we mnie?

– Kogoś, kto będzie mnie wkurzał... ale raczej nie zdradzi.

Gavriel zaśmiał się. – Komplement?

– Jak na mnie, to tak.

Od tamtego dnia spotykali się coraz częściej. Przy raportach. Przy analizach. Potem – przy herbacie. A potem – późno, w zbrojowni, gdzie rozmawiali, nie zważając na czas.

Lior początkowo trzymał dystans. Zawsze zdystansowany, ostrożny. Ale Gavriel był jak kamień – niewzruszony, wytrwały. Wciąż pojawiał się w jego życiu, czasem z notatką, czasem tylko spojrzeniem.

Pierwszy raz dotknęli się w nocy patrolu, gdy Lior potknął się na schodach. Gavriel złapał go za ramię. Palce zostały zbyt długo.

– Dziękuję – burknął Lior, spuszczając wzrok.

– Za co?

– Że nie puściłeś.

– Nigdy nie puszczę.

I wtedy coś się zmieniło. Jeszcze nie uczucie. Jeszcze nie wyznanie. Ale coś jakby... napięcie. Oczekiwanie.


 Obecnie – Oranżeria ~`

Rafael oparł głowę na ramieniu Valmara.

– Czy to wszystko się skończy? Wojna. Kłamstwa. Maski?

– Nie wiem – odpowiedział Valmar. – Ale obiecuję, że jeśli zostaniemy razem... przetrwamy.

Ich dłonie wciąż były splecione. A noc – cicha, łaskawsza niż zwykle.

Za oknem cienie jeszcze trwały. Ale w oranżerii – był tylko blask.


1 komentarz:

  1. Hejeczka,
    aby nie było (tamte nadrobię pod względem komentarza) zobaczone, przeczytane i więcej... cóż nie mam nic przecieków takim czułościowym rozdziałom..
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Zośka

    OdpowiedzUsuń