Rozdział 20 Serce pod
zamkiem
Ogień pulsował powoli pośrodku
komnaty, rzucając złote światło na kamienne ściany. Rafael stał nieruchomo
kilka kroków od Garildy, czując, jak gorąco wnika pod jego skórę coraz głębiej.
Nie przypominało zwykłego ciepła. Było żywe. Oddychało razem z nim.
A może przeciwko niemu.
Garilda patrzyła na niego
spokojnie, jakby czekała na ten moment od wielu lat. W półmroku wyglądała
zupełnie inaczej niż kobieta, którą mijał codziennie w zamkowych korytarzach.
Starsza, zmęczona kucharka zniknęła. Teraz widział w niej coś znacznie bardziej
niepokojącego. Coś starego.
Rafael przełknął ślinę.
— Co to za miejsce?
Kobieta przesunęła dłonią po
kamiennym filarze pokrytym symbolami płomieni.
— Fundament zamku. Najstarsza
część Północy. Powstała jeszcze zanim wybudowano pierwsze mury. — Spojrzała na
ogień. — Królowie wierzyli, że ukryli to miejsce dawno temu. Ale pewnych rzeczy
nie da się naprawdę pogrzebać.
Rafael czuł, jak serce bije mu
coraz szybciej.
— Co to jest?
Garilda uśmiechnęła się
smutno.
— To, czego bali się twoi
przodkowie. I to, czemu twoja matka oddała całe życie.
Płomienie drgnęły gwałtownie,
jakby reagowały na jej słowa. Rafael cofnął się odruchowo.
— Nie rozumiem.
— Rozumiesz bardziej, niż
chciałbyś przyznać.
Głos kobiety był spokojny, ale
każde słowo wbijało się pod skórę jak cierń.
— Od tygodni słyszysz głosy.
Czujesz gniew, którego wcześniej w sobie nie miałeś. Ogień odpowiada na twoje
emocje. Śni ci się matka. To nie przypadek, Rafaelu.
Chłopak zacisnął dłonie.
— Powiedz wreszcie prawdę.
Garilda przez chwilę milczała.
— Dawno temu istniał zakon
płomienia. Nie był religią. Nie do końca. Bardziej… strażnikami czegoś, czego
ludzie nie rozumieli. Wierzyli, że ogień jest żywą siłą. Że wybiera ludzi,
którzy mogą stać się jego naczyniami.
Rafael poczuł lodowaty ciężar
w żołądku.
— Więc to prawda…
— Twoja matka należała do
nich.
Te słowa zabolały bardziej,
niż się spodziewał.
Przez całe życie próbował
trzymać się wspomnień o niej jak czegoś bezpiecznego. Ostatniej dobrej rzeczy,
jaka mu została. A teraz wszystko zaczynało się rozpadać.
— Ona mnie kochała… —
wyszeptał bardziej do siebie niż do Garildy.
Kobieta spojrzała na niego
dziwnie łagodnie.
— Kochała. Właśnie dlatego to
zrobiła.
Rafael uniósł gwałtownie
wzrok.
— Przygotowała mnie na to?!
— Myślała, że cię ocali. Że
jeśli moc obudzi się pod jej kontrolą, nie staniesz się potworem.
— Potworem… — powtórzył cicho.
Płomienie wokół nich poruszyły
się niespokojnie.
Garilda zrobiła krok bliżej.
— Twoja matka wierzyła, że
obecny świat jest chory. Że królestwa gniją od środka. Że tylko prawdziwy ogień
może wszystko oczyścić.
Rafael poczuł mdłości.
— Nie… ona nie chciała nikogo
skrzywdzić.
— Fanatycy bardzo rzadko
myślą, że robią coś złego.
Zapadła cisza.
Rafael odwrócił wzrok. Nagle
zrobiło mu się duszno. Jakby ściany komnaty zaczynały się zaciskać wokół niego.
— Dlaczego mi to mówisz?
Garilda patrzyła na niego
długo.
— Bo jesteś ostatnim z nich.
— Nie chcę tym być.
— To nie ma już znaczenia.
Te słowa wywołały w nim nagły
wybuch gniewu.
Ogień eksplodował gwałtownie
wokół sali. Złote płomienie wspięły się po filarach, a temperatura wzrosła tak
szybko, że Rafael aż cofnął się o krok.
— Przestań mówić tak, jakby
wszystko było już przesądzone!
Garilda nawet nie drgnęła.
I właśnie wtedy Rafael zrozumiał coś jeszcze. Płomienie jej nie dotykały. Nie cofały się przed nią. Nie reagowały agresywnie. Otaczały ją spokojnie. Rafael patrzył na nią szeroko otwartymi oczami.
— Ty też…
Kobieta uśmiechnęła się blado.
— Dawno temu ogień wybrał
również mnie.
Przez chwilę Rafael po prostu
stał nieruchomo.
— Więc jesteś taka jak ja?
— Nie. — Pokręciła głową
powoli. — Ty jesteś czymś znacznie bardziej niebezpiecznym.
Te słowa zawisły między nimi ciężko. Rafael poczuł nagły chłód mimo gorąca wypełniającego komnatę.
— Dlaczego zostałaś w zamku?
— Żeby cię pilnować.
— Dla kultu?
Garilda zawahała się pierwszy
raz.
— Dla twojej matki.
To zabrzmiało prawie jak
wyrzut sumienia.
Rafael patrzył na nią długo, próbując zrozumieć, czy może jej wierzyć choć odrobinę. Ale zanim zdążył odpowiedzieć, nagle usłyszał odległy huk. Krzyki. I dźwięk otwieranych metalowych wrót gdzieś wysoko nad nimi.
Garilda odwróciła głowę.
— Za późno…
Rafael zmarszczył brwi.
— O czym ty mówisz?
Kobieta spojrzała na niego z
niepokojem, którego wcześniej u niej nie widział.
— Oni już wiedzą, że tu
jesteś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz