wtorek, 2 czerwca 2026

Książę w Ramionach Mroku 20

 

Rozdział 20 Serce pod zamkiem

Ogień pulsował powoli pośrodku komnaty, rzucając złote światło na kamienne ściany. Rafael stał nieruchomo kilka kroków od Garildy, czując, jak gorąco wnika pod jego skórę coraz głębiej. Nie przypominało zwykłego ciepła. Było żywe. Oddychało razem z nim.

A może przeciwko niemu.

Garilda patrzyła na niego spokojnie, jakby czekała na ten moment od wielu lat. W półmroku wyglądała zupełnie inaczej niż kobieta, którą mijał codziennie w zamkowych korytarzach. Starsza, zmęczona kucharka zniknęła. Teraz widział w niej coś znacznie bardziej niepokojącego. Coś starego.

Rafael przełknął ślinę.

— Co to za miejsce?

Kobieta przesunęła dłonią po kamiennym filarze pokrytym symbolami płomieni.

— Fundament zamku. Najstarsza część Północy. Powstała jeszcze zanim wybudowano pierwsze mury. — Spojrzała na ogień. — Królowie wierzyli, że ukryli to miejsce dawno temu. Ale pewnych rzeczy nie da się naprawdę pogrzebać.

Rafael czuł, jak serce bije mu coraz szybciej.

— Co to jest?

Garilda uśmiechnęła się smutno.

— To, czego bali się twoi przodkowie. I to, czemu twoja matka oddała całe życie.

Płomienie drgnęły gwałtownie, jakby reagowały na jej słowa. Rafael cofnął się odruchowo.

— Nie rozumiem.

— Rozumiesz bardziej, niż chciałbyś przyznać.

Głos kobiety był spokojny, ale każde słowo wbijało się pod skórę jak cierń.

— Od tygodni słyszysz głosy. Czujesz gniew, którego wcześniej w sobie nie miałeś. Ogień odpowiada na twoje emocje. Śni ci się matka. To nie przypadek, Rafaelu.

Chłopak zacisnął dłonie.

— Powiedz wreszcie prawdę.

Garilda przez chwilę milczała.

— Dawno temu istniał zakon płomienia. Nie był religią. Nie do końca. Bardziej… strażnikami czegoś, czego ludzie nie rozumieli. Wierzyli, że ogień jest żywą siłą. Że wybiera ludzi, którzy mogą stać się jego naczyniami.

Rafael poczuł lodowaty ciężar w żołądku.

— Więc to prawda…

— Twoja matka należała do nich.

Te słowa zabolały bardziej, niż się spodziewał.

Przez całe życie próbował trzymać się wspomnień o niej jak czegoś bezpiecznego. Ostatniej dobrej rzeczy, jaka mu została. A teraz wszystko zaczynało się rozpadać.

— Ona mnie kochała… — wyszeptał bardziej do siebie niż do Garildy.

Kobieta spojrzała na niego dziwnie łagodnie.

— Kochała. Właśnie dlatego to zrobiła.

Rafael uniósł gwałtownie wzrok.

— Przygotowała mnie na to?!

— Myślała, że cię ocali. Że jeśli moc obudzi się pod jej kontrolą, nie staniesz się potworem.

— Potworem… — powtórzył cicho.

Płomienie wokół nich poruszyły się niespokojnie.

Garilda zrobiła krok bliżej.

— Twoja matka wierzyła, że obecny świat jest chory. Że królestwa gniją od środka. Że tylko prawdziwy ogień może wszystko oczyścić.

Rafael poczuł mdłości.

— Nie… ona nie chciała nikogo skrzywdzić.

— Fanatycy bardzo rzadko myślą, że robią coś złego.

Zapadła cisza.

Rafael odwrócił wzrok. Nagle zrobiło mu się duszno. Jakby ściany komnaty zaczynały się zaciskać wokół niego.

— Dlaczego mi to mówisz?

Garilda patrzyła na niego długo.

— Bo jesteś ostatnim z nich.

— Nie chcę tym być.

— To nie ma już znaczenia.

Te słowa wywołały w nim nagły wybuch gniewu.

Ogień eksplodował gwałtownie wokół sali. Złote płomienie wspięły się po filarach, a temperatura wzrosła tak szybko, że Rafael aż cofnął się o krok.

— Przestań mówić tak, jakby wszystko było już przesądzone!

Garilda nawet nie drgnęła.

I właśnie wtedy Rafael zrozumiał coś jeszcze. Płomienie jej nie dotykały. Nie cofały się przed nią. Nie reagowały agresywnie. Otaczały ją spokojnie. Rafael patrzył na nią szeroko otwartymi oczami.

— Ty też…

Kobieta uśmiechnęła się blado.

— Dawno temu ogień wybrał również mnie.

Przez chwilę Rafael po prostu stał nieruchomo.

— Więc jesteś taka jak ja?

— Nie. — Pokręciła głową powoli. — Ty jesteś czymś znacznie bardziej niebezpiecznym.

Te słowa zawisły między nimi ciężko. Rafael poczuł nagły chłód mimo gorąca wypełniającego komnatę.

— Dlaczego zostałaś w zamku?

— Żeby cię pilnować.

— Dla kultu?

Garilda zawahała się pierwszy raz.

— Dla twojej matki.

To zabrzmiało prawie jak wyrzut sumienia.

Rafael patrzył na nią długo, próbując zrozumieć, czy może jej wierzyć choć odrobinę. Ale zanim zdążył odpowiedzieć, nagle usłyszał odległy huk. Krzyki. I dźwięk otwieranych metalowych wrót gdzieś wysoko nad nimi.

Garilda odwróciła głowę.

— Za późno…

Rafael zmarszczył brwi.

— O czym ty mówisz?

Kobieta spojrzała na niego z niepokojem, którego wcześniej u niej nie widział.

— Oni już wiedzą, że tu jesteś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz